Urząd w obronie Ubera

Urząd w obronie Ubera

Polscy taksówkarze są wściekli, ale klienci się cieszą bo płacą taniej za przejazd – a to powinno być najważniejsze.

Nie ma powodu do interwencji – stwierdza Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów po przeprowadzeniu analizy działań firmy Uber w Polsce.
Firma stanowi morderczą konkurencję dla taksówkarzy, oferując klientom znacznie (o ponad jedną trzecią) niższe ceny za każdy przejechany kilometr.
W opinii UOKiK, wejście przedsiębiorstwa Uber na lokalne rynki transportu osobowego w Polsce, jak również jego dotychczasowe funkcjonowanie, dobrze wpływa na rozwój konkurencji na tych rynkach, co ma korzystne przełożenie na sytuację konsumentów.

Większy wybór

Zdaniem Urzędu, dla klientów pojawienie się nowego przewoźnika oznacza zwiększenie możliwości wyboru, zaś dla pozostałych uczestników rynku stanowi wyzwanie, aby podnosić jakość i innowacyjność swoich usług (choć – czego UOKiK już nie mówi – tradycyjne korporacje taksówkowe, ze względu na swój sposób funkcjonowania, nie mają żadnych szans konkurowania z Uberem).
Uber to amerykański przedsiębiorca z siedzibą w San Francisco, utworzony w 2009 r., który jest twórcą aplikacji na urządzenia mobilne (telefony i laptopy) służącej do zamawiania przewozu osób poprzez kojarzenie pasażerów z kierowcami świadczącymi usługi transportowe.
Firma działa w skali globalnej; jest obecna w wielu miastach i w wielu krajach. W Polsce usługi Ubera dostępne są w dużych miastach: w Warszawie (od sierpnia 2014 r.), Krakowie (od kwietnia 2015 r.), Trójmieście (od czerwca 2015 r.), Poznaniu (od listopada 2015 r.) i Wrocławiu (od listopada 2015 r.).
Od lutego tego roku kierowcy, którzy współpracują z Uberem muszą prowadzić działalność gospodarczą. To, co odróżnia aplikację Ubera od innych dostępnych na rynku, to przede wszystkim fakt, że nie jest ona powiązana z żadną korporacją taksówkową. Inne aplikacje umożliwiają dostęp do usług przewozowych świadczonych tylko przez określone firmy taksówkarskie, według ustalanych przez nie taryf.
Ponadto Uber nie wymaga od zatrudnionych kierowców posiadania licencji na przewóz osób taksówką. Opłata za przejazd nie jest zaś obliczana w oparciu o wskazania taksometru, lecz na podstawie faktycznej długości trasy i czasu przejazdu, które ustalane są za pomocą GPS-ów.
Kojarzenie pasażerów i kierowców nie jest automatyczne – klienci mogą sobie wybrać kierowcę po zapoznaniu się z typem pojazdu oraz ocenami, które kierowcy wystawili inni użytkownicy.

Przejrzystość bez taksometrów

Tak więc, w Uberze taksometry zastąpiono aplikacjami na smartfony, a zamiast wymagania licencji przewozowych istnieje przejrzysta ocena jakości świadczonych usług. Rodzaj usługi proponowany przez Uber może jednak nie być optymalny dla wszystkich klientów, nie zapewnia bowiem takich wymogów jak anonimowość pasażera czy możliwość płatności gotówką, które mogą być istotne dla części pasażerów.
„Świadczenie Uber polega na dostarczeniu i obsłudze platformy elektronicznej, za pomocą której możliwy jest kontakt między kierowcą a klientem oraz dokonanie płatności. Wydaje się zatem, że mamy do czynienia z usługami podobnymi do świadczonych przez innych pośredników, takich jak platformy umożliwiające rezerwację hotelu, wynajęcie prywatnego apartamentu albo dokonanie zakupów u sprzedawców indywidualnych” – wyjaśnia UOKiK.
Urząd pozytywnie odnosi się do działań amerykańskiego przedsiębiorcy, uznając usługi Ubera za przejaw „gospodarki współdzielenia”. Jest to oczywistym błędem bo nikt tu się z nikim niczym nie dzieli, lecz po prostu Uber zarabia ponieważ skutecznie wdrożył dość oczywisty (acz wcale nie tak łatwy do zrealizowania) pomysł na obniżkę kosztów usług przewozowych.

Stryczek na szyi

Od ponad ćwierćwiecza branża taksówkarska rozwija się w Polsce stabilnie, mimo lawinowego wzrostu liczby prywatnych aut. Wygląda na to, że teraz to się może zmienić. Liczba licencji taksówkowych w Polsce na koniec 2014 r. wyniosła 61 tys. z czego na Warszawę, Kraków i Gdańsk przypadało, odpowiednio, ok. 10,5 tys., ok. 4 tys. i ok. 2,5 tys. licencji. Brak jest porównywalnych danych dla Ubera, który jest dość tajemniczy i podaje tylko, że od początku swojej działalności w Polsce otrzymał ponad 40 tys. zgłoszeń osób chętnych do prowadzenia przewozów w ramach jego sieci.
W Polsce następuje generalnie wyraźny wzrost wartości usług świadczonych konsumentom poprzez platformy internetowe. Nie ulega wątpliwości, że powoduje to istotne zmiany na rynku i zaostrza konkurencję. Klienci są beneficjentami tych zmian, ale mogą one nieść istotne zagrożenie dla dotychczasowych przedsiębiorców działających na tych rynkach.
„W tych okolicznościach jest zrozumiałe, że pojawiają się zarzuty o łamanie zasad konkurencji czy ochrony konsumentów i oczekiwanie na reakcję UOKiK” – stwierdza Urząd, który jednak w przypadku Ubera nie widzi podstaw do reagowania.

Kojarzyć każdy może

W ocenie UOKiK, główna przewaga konkurencyjna Uber ma swoje źródło w wykorzystaniu nowoczesnych technologii informacyjnych, niedostępnych w przypadku tradycyjnych usług taksówkarskich. Obniżają one koszty usług transportowych poprzez bardziej efektywne wykorzystanie floty pojazdów.
„Uber wywiera zatem presję konkurencyjną na rynek tradycyjnych usług taksówkarskich. Jego ekspansję można porównać do wzrostu popularności korporacji taksówkarskich w dużych polskich miastach pod koniec ubiegłego wieku. Trzeba przy tym podkreślić, że innowacyjność Ubera nie nosi znamion działań nastawionych na eliminowanie konkurencji” – ocenia UOKiK.
Znamion eliminowania konkurencji rzeczywiście nie ma, bo podstawowe technologie, które wykorzystuje Uber nie są chronione patentami. Możliwe jest zatem wykorzystanie tego modelu biznesowego przez konkurencyjnych przedsiębiorców, którzy mogą funkcjonować w sposób analogiczny do Ubera i poddawać jego model działania dalszym modyfikacjom (z korzyścią dla konkurencji i konsumentów).
Przecież, tak jak w wielu innych dziedzinach gospodarki, teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie aby każdy mógł prowadzić taką działalność jak przedsiębiorca z San Francisco. A że tego nie robi, to już inna sprawa.

A po co komu licencja?

Usługi Ubera budzą kontrowersje ze względu na kwestię ochrony danych osobowych i bezpieczeństwa pasażerów. Obowiązujące w Polsce przepisy nakładają na kierowców świadczących usługi transportu osobowego obowiązek posiadania oświadczenia o niekaralności, ważnego dowodu rejestracyjnego, ubezpieczenia OC oraz licencji taksówkarza.
Tymczasem kierowcy współpracujący z Uberem muszą mieć ukończone 21 lat, posiadać prawo jazdy (co najmniej od roku), zaświadczenie o niekaralności, zaświadczenie o posiadanych punktach karnych oraz ubezpieczenie. Samochód nie może mieć zaś więcej niż 10 lat. Ewentualne odszkodowania wypłaca się z ubezpieczenia posiadanego przez kierowcę. Jak widać, nie jest wymagana licencja taksówkarska.
UOKiK uchyla się od oceny, czy w przypadku usług Ubera konieczna jest także i licencja.
„Ocena, czy zabezpieczenia te są wystarczające, wymaga analiz także przez inne organy państwa odpowiedzialne za transport pasażerski. Z punktu widzenia UOKiK, zasadniczą kwestią jest to, czy konsument jest dobrze poinformowany, że korzystanie z usług Ubera różni się od przewozu taksówką. W oparciu o dane dostępne na stronie internetowej przedsiębiorcy, konsument nie wydaje się być wprowadzany w błąd co do charakteru działalności Ubera. W warunkach korzystania z usługi Ubera zostało jasno rozdzielone, jakie są zasady odpowiedzialności Uber, a jakie kierowców.
Uber zastrzega, że nie świadczy usług transportowych ani nie jest przewoźnikiem. Zastrzega także, że nie jest stroną umowy o świadczenie usług transportowych (umowa ta zawierana jest pomiędzy klientem a kierowcą)” – wyjaśnia UOKiK.

Dyskretny urok nieodpowiedzialności

Z przytoczonego tu wyjaśnienia UOKiK wynika, że Uber wprawdzie organizuje przewóz osób ale nie jest ani przewoźnikiem, ani nie świadczy usług transportowych.
Nie zawiera też żadnych umów z pasażerami – a choć pasażerowie są wożeni samochodami innych osób i płacą za każdy przejechany kilometr, to absolutnie nie ma tu mowy o usłudze taksówkarskiej. To w istocie bardzo ciekawa interpretacja!
Za co więc odpowiada Uber? Ano, jak tłumaczy UOKiK, jedyne za co odpowiada ten przedsiębiorca, to ewentualne nieprawidłowości w funkcjonowaniu witryny internetowej lub aplikacji Ubera.
Polacy polubili usługi Ubera. UOKiK podkreśla, że od rozpoczęcia jego działalności w Polsce nie wpłynęły żadne skargi konsumenckie na tę firmę, ani nie było też sygnałów wskazujących na nieprawidłowości. Skarzą się za to taksówkarze – ale wydaje się, że oni są na ogół na straconych pozycjach.

Poprzedni

Pożegnanie Flavii Pennetty z tenisem

Następny

Prawda nie do zakrzyczenia*