7 października 2022

loader

Ten cholerny, głupi świat w oku Houellebecqa

Michel Houellebecq jest brawurowo bezpardonowy i jako pisarz i jako publicysta. Tom jego publicystyki z lat 1992-2020 „Interwencje 2020” rozpoczyna się od zjadliwego pamfletu na jedną z francuskich świętości – na mitologię Paryża, której jednym z twórców, jako poeta, był Jacques Prévert, a z której Houellebecq nie od dziś robi sobie ostre jaja.

W szkicu, a może raczej w obszernym felietonie „Jacques Prévert to dupek” czytamy: „Jacques Prévert to facet, którego wierszy dzieci uczą się w szkole. Z wierszy tych wynika, że kochał kwiatki, ptaszki, dzielnice starego Paryża itp. Jego zdaniem miłość rozkwita w atmosferze wolności (…) Nosił czapkę z daszkiem i palił gauloises, niekiedy bywa mylony z Jeanem Gabinem. To zresztą on napisał scenariusz „Ludzi za mgłą”, „Wrót nocy” itd. Napisał również scenariusz „Komediantów”, uważany za jego arcydzieło. To całkiem sporo przyczyn, żeby Jacquesa Préverta nie znosić. (…) Ze smutkiem trzeba stwierdzić, że ów odrażający realizm poetycki, którego Prévert był głównym przedstawicielem, nadal sieje spustoszenie”. A o francuskim kinie: „Francuska kinematografia nigdy się nie podniosła po katastrofie, jaką przyniosło nadejście kina dźwiękowego; w końcu od tego zdechnie, i tym lepiej”. Ani Prévert, ani kinematografia francuska, którą pisarz potraktował w całości „na perłowo” nie są jedynymi ofiarami jego bezlitosnej szyderki. I nie nowymi. O kulturze i cywilizacji francuskiej Houellebecq tak zawsze. To jest ojkofob, czyli ktoś, kto nie cierpi własnego kraju i wszystkich spraw jego. Houellebecq jest okrutnym ojkofobem francuskim. Co prawda Francja, obecna w podejmowanych przez Houellebecqa tematach, wydaje się na tle ogólnoświatowej apokalipsy przez niego opisywanej przestrzenią marginalną, ale nie do końca tak jest, bowiem przez bez mała dwa stulecia była tejże cywilizacji segmentem o wiodącym znaczeniu i jeśli ona podupadła i podupada, to może to posłużyć za przykład pars pro toto.
Ogarnięcie problematyki podejmowanej przez twórcę „Platformy” w jego publicystyce to mission impossible. To myśliciel (bo to myśliciel) renesansowy, o skali zainteresowań Montaigne’a. Przy czym można się z Houellebeckiem nie zgadzać z niejednym jego poglądem, ale niepodobna nie podziwiać jego myślowej kreatywności i oryginalności. O czym on nie pisze! O współczesnej architekturze („architektura regałów”) determinującej rytm życia cywilizacji, o informatyce, która doprowadziła ludzkość do paroksyzmu pośpiechu i o świecie, który jest „supermarketem i drwiną”. Jest też o niemym kinie, w którym widzi H. esencję sztuki filmowej, czyli ruch, zabitą przez dźwięk. O zabawie, jako jednym z głównych przejawów skretynienia współczesnego świata („Zabawa”, „Co ja robię wśród tych durniów?”), o szaleństwie współczesnego agresywnego maczyzmu i promiskuityzmu („Czego tu szukasz?” i o obłędnym kulcie wiecznej młodości („Niemiec”, „Obniżenie wieku emerytalnego”), o Pier Paolo Pasolinim, o swojej miłości do czytania. Kpi sobie ze „wszystkich”, z komunistów francuskich („Calais, Pas-de-Calais”), Chiraca, Jospina, Giscarda d’Estaing, feministek, konserwatystów, reakcjonistów (przy całym swym uniwersaliźmie i francuskiej ojkofobii, jest jednak w końcu wsobnym Francuzem). Ale nie lubi i kpi także z samego siebie: „Nie lubię samego siebie. Czuję do siebie niewiele sympatii, a jeszcze mniej szacunku; na dodatek sam siebie niezbyt interesuję. (…) rozstałem się z własnymi myślami; sama perspektywa, że miałbym opowiedzieć jakąś anegdotę z życia osobistego, pogrąża mnie we nudzie bliskiej katalepsji” („Pokrzepienie technologiczne”). Gdyby nasi polscy, pożal się Boże, „konserwatyści” (którymi się głupkowato samookreślają) czytali Houellebeca (który przecież nie cierpi „lewackiej hołoty”), dowiedzieliśmy się, że z konserwatyzmem nie mają nic, ale to nic wspólnego: „W przeciwieństwie do reakcjonisty konserwatysta nie uznaje ani bohaterów, ani męczenników; nikogo nie uratuje, ale też nikogo nie uczyni swoją ofiarą (…)”.
Kończę tę wyliczankę bo Houellebecqa nie da się ogarnąć i nie da się za nim nadążyć. Z nim jest jak z linkami internetowymi: klikniesz w jeden, wyskakuje ci sto kolejnych. Więc nie ogarniam, nie nadążam, ale czytam Houellebecqa. Bo bez niego trudniej jest zrozumieć ten współczesny, cholerny świat.

Michel Houellebecq – „Interwencje 2020”, przekł. Beata Geppert, Wydawnictwo Literackie Kraków 2021, str. 338, ISBN 978-83-08-07415-2

Krzysztof Lubczyński

Poprzedni

Powrót Gelmana, przypomnienie Koeniga

Następny

Pretty Women