Bigos tygodniowy

Dość wstrętne to widowisko, jak niektórzy liderzy Platformy Obywatelskiej odcinają się, jak zwykle tchórzliwie i asekurancko, od słów Leszka Jażdżewskiego na Uniwersytecie Warszawskim 3 Maja. Tchórzostwo okazały też władze UW, którym nie przeszkadzały niegdysiejsze harce Ordo Iuris na terenie uczelni. Wiele się od nich nie oczekuje. Nie oczekuje się chwalenia Jażdżewskiego, a tylko zachowania milczącej neutralności. Taryfa ulgowa należy się natomiast Kosiniakowi z uwagi na ciężki elektorat elektorat i szczególną rywalizację z PiS. Uznanie natomiast dla Donalda Tuska, Leszka Millera i Katarzyny Lubnauer, że zachowali się przyzwoicie i od Jażdżewskiego się nie odcięli. No cóż, nie zawsze możemy swobodnie dobierać sobie partnerów do współpracy.

Nie mnie jednemu podobał się przedtuskowy suport Leszka Jażdżewskiego z „Liberté”, który mówił o klerze polskim m.in. jako o „opętanym walką o pieniądze i o wpływy”, jako o „czarnoksiężnikach krzyżem jak pałką zaganiających owieczki do zagrody” i mówił o nim jeszcze tak: „Po kilku godzinach zapasów ze świnią w błocie orientujemy się w końcu, że świnia to lubi”. Dodał też, że w Kościele kat. nikt się nie pożywi, poza nim samym. Czarna sotnia klerykalna zawyła po słowach Jażdżewskiego jak nożyce po uderzeniu w stół. Jednak gwoli sprawiedliwości i skrupulatności trzeba przypomnieć, że Jażdżewski nie powiedział nic ponad to, co na przestrzeni trzydziestu lat pisaliśmy my, dziennikarze i publicyści „Trybuny”, „Nie”, „Dziś”, „Bez dogmatu” czy „Faktów i mitów”. Tyle tylko, że my nie mieliśmy takiego jak Jażdżewski szczęścia, by wpisać się w stan społecznych nastrojów i społecznej świadomości. Wtedy Kościół kat. chroniła jeszcze garda bezkarności i duża skala społecznej naiwności, jak również dystansowanie się do prawdy o nim. Jesteśmy więc generacją prekursorów, ale mimo że trochę Jażdżewskiemu zazdroszczę łaski późnego urodzenia, to i tak kieruję do niego „dużą buźkę”. Poza tym, Kościele kat. i jego polityczni adherenci, nie unoście się tak. Jak mówi pismo: „Nie lękajcie się”, bo przecież „prawda was wyzwoli”. Chyba najbardziej zabolał klerykałów katolickich chrześcijański w końcu punkt widzenia zaprezentowany przez Jażdżewskiego, to że mówił o Kościele kat, że „zaparł się Chrystusa”. Oni to potraktowali jako sygnał wojny domowej, a te zawsze się najbardziej okrutne.

Kohorta policji wtargnęła w poniedziałek rano do Elżbiety Podleśnej, znanej antypisowskiej działaczki ulicznej, zatrzymała ją i przesłuchiwała przez kilka godzin. Dlaczego? Ano dlatego, że przygotowała plakat z wizerunkiem Matki Boskiej w tęczowej aureoli. Jojo, przyłóż sobie lód do głowy! Oszalałeś?! Chcesz się zrehabilitować za potępienie incydentu w Pruchniku, za które spotkał cię hejt katolski? Żaden sąd nie uzna tego plakatu za „obrazę uczuć religijnych”. A poza tym ten paragraf trzeba znieść, żeby odebrać pretekst takim „jojowym” posunięciom. Szkoda, że coś zaćmiło Roberta Biedronia i odciął się od czynu Podleśnej. Może nie doczytał o co chodzi?

Niejaki Grzegorz Kucharczyk, profesor w Instytucie Historii w PAN nazwał krytyków Kościoła kat., religii i wiary „ośmieloną żulią”. Karnowscy namawiają do kontrofensywy przeciw „antykatolickiej inwazji lewactwa”, a poseł PiS Mosiński zgłasza do prokuratury wypowiedź Jażdżewskiego. Czarna sotnia klerykalna kontratakuje.

Dlaczego oni tak się wydzierają? Dlaczego, gdy słucham Dudy vel Adriana czy Młodego Morawieckiego, muszę obniżać skalę głośności w telewizorze? Donald Tusk na Uniwersytecie Warszawskim przemawiał, Leszek Jażdżewski też bez krzyku powiedział kilka zdań prawdy. A tamci się darli jak stare prześcieradło. Bez sensu, bo przecież mają mikrofony.

Adrian wydzierał się, że „Unia Europejska to my. Każdy, kto kwestionuje obecność Polski w Unii Europejskiej szkodzi naszemu krajowi”. Jemu się wydaje, że jak mówi głośno tym swoim stentorowym głosem, to mówi do rzeczy? Moja ciotka mawiała: dobrze mówi, bo głośno. Wydaje mu się, że jest Dantonem na trybunie Konwentu? I czyżby zganił samego siebie? Bo jeszcze kilka miesięcy temu mówił „o wyimaginowanej wspólnocie”. Sam się wychłostał jak oficerska wdowa?

Nie wiem kto pierwszy wpadł na ten koncept, ale pomysł, by drugą turę strajku, tę od września, nauczyciele skoordynowali z innymi grupami zawodowymi i społecznymi szykującymi się do protestu – jest pomysłem wartym poważnego rozważenia. Taki protest solidarnościowy pominiętych mógłby mieć większą siłę presji niż samotny strajk nauczycieli, który poza tym, wznowiony jesienią, nie będzie już miał dynamicznego waloru nowości.

PiS prowadzi w większości sondaży przedwyborczych, ale jeśli wziąć pod uwagę te kolosalne pieniądze, które ta władza władowała w „socjal”, w tym w „piątkę Kaczyńskiego” ostatnim rzutem na taśmę, to praktycznie ani na jotę nie poprawili poziomu poparcia z dnia wyborów 2015 roku.

Szybkie wycofano się – po „bananowym proteście” – z cenzuralnego zdjęcia dzieł sztuki z ekspozycji przez dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie Miziołka. Założę się, że ten głupi krok był inicjatywą samego Miziołka. Chciał się przypodobać władzy, ale nie „wyczaił bazy”, „mądrości etapu”. Chyba, że nie wyczuł bazy także pierwszy cenzor państwa PiS Gliński, ale o takie durne posunięcie nawet jego nie podejrzewam.

Ciekawe iskrzenie między czołowym medialnym pisuarem z „Gapola” Sakiewiczem, a „Konfederacją” Brauna, Liroya, Korwina, Winnickiego. Sakiewicz nazywa ich „moczarowcami” i prawie bez ogródek piętnuje ich jako „ruską agenturę”, która w praktyce może odebrać zwycięstwo PiS i doprowadzić do powstania „pierwszego lewicowo-liberalnego rządu od 1989 roku”. Nie sposób nie zauważyć, że z konferencji prasowych tej grupki zniknęła fanatyczna antyaborcjonistka Godek. Może ci hipermęscy prawicowi mężczyźni, jakby wzięci z oper Wagnera, odesłali ją tam, gdzie miejsce baby – do rodzenia. Niech rodzi do woli. Byle zdrowo.

Pani Barbara Borowiecka z Australii opowiedziała przed kamerą o tym, co wyczyniał z nią, gdy była nastoletnią parafianką, ksiądz Henryk Jankowski. Co na to jego żarliwi obrońcy – Duda i Guzikiewicz? Może zmodyfikują usunięty pomnik kapelana „Solidarności” przez podniesienie mu sutanny i dodanie tego, co pod sutanną?

Czesław Bielecki, orędownik „idei” zburzenia Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie został odznaczony przez Andrzeja Dudę Orderem Orła Białego. Co do mnie, przyznałbym Bieleckiemu prawo do rozebrania Pałacu, pod jednym wszakże warunkiem: że dokona tego (dosłownie) sam, własnymi rękoma i z zachowaniem wszelkich przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy, czyli że nikogo (no: może poza sobą samym) nie naraziłby na niebezpieczeństwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *