Bigos tygodniowy

Przed laty popularna była seria dowcipów o „szczytach”: głupoty, szybkości, powolności, refleksu, gapiostwa. N.p. szczytem bezczelności było wypróżnienie się na cudzą wycieraczkę, zapukanie do drzwi i zażądanie papieru toaletowego. Wygląda jednak na to, że rekord ten może zostać pobity przez PSL i PO. To pierwsze podobno ma nie godzić się na wejście do koalicji w której będzie SLD, czyli przebrzydli postkomuniści, ci sami, z którymi PSL współrządziło dwie kadencje, ale wtedy jakoś ich partner nie brzydził. Z kolei w PO pojawił się podobno koncept, by na listy koalicji nie dopuścić tych działaczy SLD, którzy należeli do PZPR. A jeszcze niedawno Miller i Cimoszewicz im nie przeszkadzali, choć byli kimś więcej niż szeregowymi członkami tejże. Okazuje się, że po 1989 roku mogły powstać dziesiątki lichych partii i partyjek, przez które przewinęły się setki rozmaitych marnych osób, kombinatorów, aferzystów, obłudników, głupców, fanatyków. Ale to nic. Odrażająca, brudna i zła jest oczywiście tylko jedna historyczna partia, nie istniejąca od prawie trzydziestu lat. Jeśli wspomniane pogłoski się potwierdzą to rekord bezczelności i absurdu z wycieraczką i papierem toaletowym zostanie pobity o kilka długości.

PiS odbyło trzydniowy wiec w Katowicach. Programowy. Jednak żadnej kolejnej obietnicy „do kieszeni” nie ogłoszono, bo widocznie mieszek nawet im opustoszał. W zamian, Młody Morawiecki obiecywał świetlaną przyszłość i pół miliona nowych drzew do końca roku. Obliczono, że aby to wykonać, trzeba by sadzić kilkaset drzewek na sekundę. Nie po raz pierwszy dało się zauważyć, że MM jest jednak mocno „wyjebany w kosmos”, jak mawiała – do niedawna, a może jeszcze mawia – młodzież.
PiS przypuścił ostry atak na niepokornych prokuratorów: Mariusza Krasonia, Dariusza Mazura i Łukasza Bilińskiego. W stosunku do tego pierwszego Ziobro i Święczkowski zastosowali represję w postaci odległej zsyłki w tempie instant. Za chwilę uderzą w sędziów. Z braku chleba, czyli kasy do dalszego rozdawania, będą przedwyborcze igrzyska pod hasłem walki z „nadzwyczajną kastą” .

Westerplatte wzięte. Po upływie 80 lat, po generale Eberhardtcie, zdobyli je szturmem ludzie cywila Kaczyńskiego. Jednak w lepszym stylu i tempie niż Niemiec. Wtedy bowiem Westerplatte broniło się siedem dni. Tym razem obrona trwała tyle, ile głosowanie w Sejmie, czyli kilka chwil.

Jak stare prześcieradło – czyli w swoim stylu – wydarła się Beata Szydło na Bartosza Arłukowicza za rzekomy pogardliwy rechot w stosunku do prostego człowieka z Węgrowa. Szydło podobno była w dzieciństwie tzw. chłopczarą, czyli szlajała się z chłopakami po podwórkach upodobniona do nich także krótkimi włosami. Widocznie jednak łaziła z chłopakami za mało, bo nie zauważyła że pomiędzy kumplami zdarza się takie wzajemne robienie z siebie jaj i rechotów. Toteż pan Andrzej z Węgrowa (dla Arłukowicza Andrzej) pojawił się po tych wrzaskach przed kamerą razem z Arłukowiczem i zapewnił, że nie tylko się nie obraził, ale też nie jest obrażonym wyborcą PiS.

Rozumiem irytację Wincentego Elsnera na przedłużające się „czekanie w przedpokoju Schetyny”, rozważającego czy wybrać do tanga SLD czy jednak PSL. Z drugiej jednak strony pojawia się coraz więcej głosów opartych na wyliczeniach, że nie byłoby źle, a może nawet lepiej dla wyniku wyborczego opozycji, gdyby zamiast jednego bloku przeciw PiS, powstał też drugi blok lewicowy.
„Waszym psim obowiązkiem jest tolerowanie wyśmiewania się z was. (…) Wbijcie to sobie do waszych zamordystycznych głów: nikogo nie interesuje, że czujecie się obrażani” – napisał publicysta Jakub Wencel do katolików obrażonych drwinami z mszy i Bożego Ciała. Podpisuję się pod tym. Jestem za prawem do nieograniczonych drwin, a innym przyznaje prawo do nieskrępowanego ze mnie jako ateisty.

Medioznawczyni Anna Karp, zwolenniczka PiS i ekspertka obecnej KRRiT stwierdziła, że trudno sobie nawet wyobrazić co by było, jaką skalę miałoby miejsce obrażanie religii katolickiej, gdyby PO nadal rządziła. Otóż nic by nie było. Panowałaby atmosfera znużenia, „ciamciaramcia” i nikt by nie był do takich drwin stymulowany. To dopiero przyjście do władzy PiS i jego ekstremalne wspieranie Kościoła kat. (z wyjątkiem niebezpiecznej kwestii aborcyjnej) sprowokowało tak silne antyklerykalne nastroje wśród szerokich kręgów młodego pokolenia. Miał rację Jarosław Marek Rymkiewicz, że Jarosław Kaczyński popchnął historię do przodu „gryząc żubra w dupę”.

Z frontu na Westerplatte: ktoś sobie zakpinkował, że PiS zrekonstruuje (skorupę) pancernika Schleswig-Holstein i ustawi go naprzeciw półwyspu, by pokazać jaka góra stali runęła na garstkę biednych Polaków. I okazało się, że w PiS to podchwycili i niektórzy poważnie taką rekonstrukcję i ekspozycję rozważają. Mnie by się to nawet podobało, tak jak jestem za rekonstrukcją Pałacu Saskiego. Argumenty mam na to dwa. Po pierwsze, Polska straciła w przeszłości dużo cennej substancji historycznej i lepsze rekonstrukcje (jak warszawska Starówka) niż pustki. Po drugie, ze Schleswigiem-Holsteinem zrobiłbym sobie słitfocię.
Aferka z terminem wyborów jesiennych. Młody Morawiecki wygadał się z terminem 13 października, na co obraził się Duduś, bo to przecież prezydent ogłasza termin wyborów. Wyszło więc na to, że znów nic od niego nie zależy. Wiedzą to „wszyscy” więc powinien wiedzieć i on, a też powinien się do tego przyzwyczaić. Ale Duduś ma niedojrzałą, infantylną osobowość katolickiego maminsynka (mówię to jako psycholog kliniczny z pierwszego wykształcenia) i jak to dziecko potrzebuje być utrzymywanym w fikcji. A że po raz kolejny pozbawiono go iluzji, więc wziął i się obraził.

Jakubowska Aleksandra („i czasopisma”), która sobie zrobiła zawód z oszalałej nienawiści do eks-kolegów z SLD, już pełną parę bryluje w prawackich mediach. Prowadzi swój program w jakiejś ich telewizyjce, a w nowym programie Rachonia Michała („Idziemy dalej” – ten zawsze umie spaść na cztery łapy) w TVPiS dyskutowała obok karka narodowego Kowalskiego Mariana z Lublina.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *