Chłopiec z Deszczu i Konrad odeszli

20 lis 2020

Odeszli niemal jeden po drugim. Najpierw Witold Sadowy, nestor polskiego aktorstwa, a kilka dni później Janusz Leśniewski, młodszy od niego ponad trzydzieści lat. Dzieliły ich niemal dwa pokolenia.

Gdyby nie ten zbieg wydarzeń, Witold Sadowy (1920-2020) zapewne nakreśliłby sylwetkę młodszego kolegi Janusza Leśniewskiego (1951-2020), który zaznaczył się na scenie kilkoma ważnymi rolami. Sadowy miał we zwyczaju tak czynić od 35 lat. Dlatego nazywano go „Charonem aktorstwa polskiego”. Swoimi wspomnieniami-nekrologami żegnał kolegów, wysupłując z pamięci jakieś detale, które wielu innym umykały. „Nekrologi Sadowego, które pisał nieprzerwanie od 1985 roku – zauważył w swoim wspomnieniu o Nestorze Łukasz Maciejewski – były krótkie, rzetelne, życzliwe. Zwłaszcza postaci z drugiego, trzeciego aktorskiego planu, których kariera zakończyła się w latach pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych ubiegłego wieku, w prywatnych klepsydrach Sadowego, otrzymywały imiona i nazwiska, dorobek, zasługi, należną część zachwytów”. Charon dobrze zasłużył się pamięci, zwłaszcza tych z drugiego planu, gorzej zapamiętanych, których chociaż na chwilę wydobywał z cienia. Sam przecież do nich należał. Nigdy nie został gwiazdorem ani artystą prowadzącym. Należał do tzw. aktorów pożytecznych, podobnie jak Leśniewski.
Zaczynali bardzo obiecująco – jedną z pierwszych ról Witolda Sadowego był Chłopiec z Deszczu z „Dwóch teatrów” Jerzego Szaniawskiego w reżyserii Jana Kochanowicza na deskach Teatru Powszechnego (1947). Janusz Leśniewski zagrał w warszawskiej PWST główną rolę Konrada w „Wyzwoleniu” Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Zygmunta Hübnera. Mogło to zapowiadać błyskotliwą karierę teatralną. Ale tak się nie stało.
Janusz zagrał wprawdzie kilka ważnych ról u Machulskich w Teatrze Ochoty (m.in. Doktor Rank w „Norze” Ibsena) czy w Teatrze Popularnym (Młody Edelman w adaptacji „Zdążyć przed panem Bogiem” Hanny Krall w reżyserii Kazimierza Dejmka), ale nie wspiął się na szczyt, pozostał na drugim planie. Kto wie, może dlatego, że był obdarzony zbyt wieloma talentami. Komponował dobrze skrojone scenariusze przedstawień, trochę reżyserował, bywał kierownikiem produkcji, przez kilka lat pracował jako dziennikarz w Ośrodku warszawskim TVP, z pasją oddawał się pracom organizatorskim w Związku Artystów Scen Polskich. Koledzy powierzali mu odpowiedzialne funkcje, był przez pewien czas szefem Komisji Rewizyjnej stowarzyszenia, a dosłownie trzy tygodnie temu został przewodniczącym Sekcji Repartycyjnej Innych Form Audiowizualnych.
Nigdy nie zszedł ze sceny. Scenę znajdował sobie tam, gdzie się dało. Niewolnik teatru grał nawet na ulicy, podejmując się roli aranżera czy wodzireja imprez rozrywkowych i handlowych, a w ostatnich latach ze szczególną pasją oddając się ulicznym prezentacjom ulubionej sceny przybycia Paderewskiego do warszawskiego hotelu Bristol.
Nie były to zajęcia traktowane jak chałtura. Janusz swoim talentem i organizacyjną zapobiegliwością wspierał działania, które miały uodpornić rodaków na głupotę i antyeuropejską gadaninę. Dlatego tak ochoczo wsparł pomysł Olgierda Łukaszewicza, aby założyć fundację „My – obywatele Europy”. Działał u jego boku niestrudzenie podczas organizowanych w różnej formie widowiskach plenerowych „Konstytucja dla Europy 1831”, opartych przede wszystkim na pionierskiej konstytucji europejskiej Wojciecha Jastrzębowskiego, żołnierza powstania listopadowego, który w czasach powstania słał Europie swoją konstytucję-manifest. To był pierwszy taki dokument, który wyprzedził późniejsze projekty pokojowej integracji narodów Europy.
Największa taka impreza miała miejsce 9 lipca 2016 roku na warszawskiej Agrykoli u stóp Pałacu Ujazdowskiego z udziałem ponad setki wykonawców, aktorów, chórów, rekonstruktorów i statystów. Reżyserował Łukaszewicz, ale cugle trzymał Leśniewski, pilnując, żeby wszystko wypadło jak należy, jak to sobie Łukaszewicz wymarzył. Trochę im pomagałem i wiem, z jakim zapałem Janusz oddawał się tej pracy. Wyszło pięknie. Zresztą zawsze wszystko robił z przekonaniem – albo nie robił w ogóle. Nie mogłem znaleźć słów wdzięczności za jego wsparcie w poszukiwaniu materiałów ikonograficznych do książki, pisanej z Olgierdem Łukaszewiczem, „Seksmisja i inne moje misje”.
Czasem do siebie dzwoniliśmy. Forest, bo tak lubił się nazywać i tak był nazywany przez kolegów, pytał, czy nie mam jakieś książki, która była mu natychmiast i to absolutnie potrzebna, albo zapraszał na kolejny przejazd triumfalny Ignacego Paderewskiego. Do głowy mi nie przyszło, że chorował na serce – zawsze pełen zapału i nowych pomysłów. Olgierd Łukaszewicz pożegnał go pięknymi słowami: „oddany sercem społeczności artystów. Świecił przykładem zaangażowanego obywatela, patrioty, demokraty. Bezinteresowny romantyk, nie szczędził sił. Melpomena była jego Muzą i uskrzydlała do artystycznych wyzwań. Wspierał mnie w trudnych latach prezesury ZASP. Był współtwórcą fundacji My obywatele UE, popularyzował projekt „Konstytucji dla Europy 1831” patrona fundacji W.B. Jastrzębowskiego. Był moim serdecznym, wypróbowanym przyjacielem. Rozczulająco przywiązany do Joasi Korzeniowskiej, tancerki baletu TN. Joasiu bardzo współczuję… Olgierd Łukaszewicz”.
Charon i Forest nigdy (chyba) nie spotkali się na scenie, jeśli nie liczyć imprez charytatywnych. Witold Sadowy zszedł ze sceny ponad 30 lat temu rolą Feldmarszałka w „Gałązce rozmarynu” Zygmunta Nowakowskiego w reżyserii Ignacego Gogolewskiego. Ale z teatru nie wyszedł, pozostał wiernym teatromanem, którego do niedawna można było spotkać niemal na każdej warszawskiej premierze. Ostatni raz widzieliśmy się na premierze „Prób” Bogusława Schaeffera w reżyserii Mikołaja Grabowskiego w jego ulubionym Teatrze Polonia. „I tak mnie boli – tłumaczył mi – wszystko jedno, czy zostanę w domu, czy pójdę do teatru. Wolę, jeśli mnie strzyka tu i tam, ale w teatrze”. I zaprosił mnie na swój jubileusz, setną rocznicę urodzin, który odbył się w Teatrze Ateneum 7 stycznia 2020, połączony z promocją jego najnowszej książki „Przekraczam setkę. Zapis wspomnień 2018-2019” (2020).
Po pióro sięgnął jeszcze jako czynny zawodowy aktor. Pisywał felietony teatralne do warszawskich gazet: „Życia Warszawy”, „Życia Codziennego”, „Słowa”, „Expressu Wieczornego” i nowojorskiego „Nowego Dziennika”, zanim rozpoczął cykl swoich tekstów pożegnalnych. Ponieważ i mnie zdarzało się pisywać do niektórych z nich, a więc byliśmy kiedyś kolegami z redakcji. Felietony te i wspomnienia składały się z czasem na Jego książki. A wydał ich niemało: „Teatr – plotki, aktorzy, wspomnienia zza kulis” (1994), „Teatr za kulisami i na scenie” (1995), „Ludzie teatru – mijają lata, zostają wspomnienia’ (2000), „Czas który minął” (2009), „A życie toczy się dalej” (2016), „Jedyne, co mi zostało: pamięć. Zapis wspomnień 2015-2018” (2018), a więc powstało ich przez ćwierć wieku siedem, wliczając tę ostatnią, opublikowaną z okazji „setki”, za którą Sadowy otrzymał certyfikat najstarszego autora książek w Polsce.
Czasem pisywał też krótkie recenzje, w których oceniał obejrzane premiery. Dawał wyraz swoim dawnym upodobaniom, ceniąc przede wszystkim aktorski warsztat i szacunek dla tekstu. Często rozmawialiśmy po premierach, z wzajemną zresztą chęcią, choć rzadko zgadzaliśmy się w ocenach. Sadowy miał jednak „licencję na zabijanie”: ktoś, kto żyje tak długo i nie tylko widywał, ale grał na scenie z Osterwą miał prawo do swoich kapryśnych recenzji. Kiedy ktoś się upierał, że trzeba by temu „młodemu” recenzentowi utrzeć nosa, Ewa Kwiecień mawiała: „Witek jest pod ochroną”. A poza tym, cóż to była za frajda obcować z oceną przedstawienia wedle kryteriów niestosowanych już od mniej więcej półwiecza.

Najnowsze

11,5 tys. dolarów za SOR .

11,5 tys. dolarów za SOR .

Konfederacja chce rozbić monopol NFZ i wprowadzić konkurencję między ubezpieczycielami. Problem w tym, że w Polsce nie przybędzie od tego lekarzy, pielęgniarek, sal operacyjnych, tomografów ani łóżek szpitalnych. Jeśli kilka funduszy zacznie konkurować o dostęp do tej samej, ograniczonej liczby świadczeń, ceny mogą pójść w górę zamiast w dół. USA pokazują, jak drogi potrafi być system, w którym rynek odgrywa dużą rolę. Konfederacja nie proponuje tego samego modelu, ale kierunek zmian rodzi bardzo podobne pytanie: kto zapłaci, gdy leczenie stanie się droższe?

Kobiety w Indiach mają dość życia w strachu.

Kobiety w Indiach mają dość życia w strachu.

Ponad 80 zgłoszonych gwałtów dziennie. Studentki w Delhi mówią: dość — i wychodzą na ulice, bo nie chcą już żyć według zasad dyktowanych przez strach: nie wracaj późno, nie idź sama, uważaj, jak jesteś ubrana. Po kolejnych brutalnych napaściach pytają wprost: dlaczego to kobiety mają ograniczać swoje życie, skoro to sprawcy powinni bać się konsekwencji? Indie znów stają przed niewygodnym pytaniem o bezpieczeństwo, bezkarność i realną wartość praw kobiet.

Jemen wraca do pełnoskalowej wojny.

Jemen wraca do pełnoskalowej wojny.

Jemen ponownie staje się areną pełnoskalowej wojny. Wspierany przez Arabię Saudyjską rząd rozpoczął ofensywę przeciw Huti, a walki obejmują strategiczne tereny nad Morzem Czerwonym i okolice Taiz. Stawką są nie tylko wpływy Iranu i Rijadu, lecz także bezpieczeństwo światowego handlu. Najwyższą cenę znów płacą jednak cywile: rośnie liczba przesiedlonych, pogłębia się głód, a system ochrony zdrowia pozostaje skrajnie przeciążony.

Hiszpania idzie do przedterminowych wyborów.

Hiszpania idzie do przedterminowych wyborów.

Widmo kryzysu mieszkaniowego w Hiszpanii dzieli rządzących i wyborców. Premier Pedro Sánchez, po klęsce w sprawie ochrony lokatorów, ogłasza przedterminowe wybory, które mają rozstrzygnąć, kto będzie miał prawo do najmu – ludzie czy inwestorzy. Wyniki wyborów 29 listopada nie tylko zdecydują o przyszłości gabinetu, ale staną się także przełomowym momentem w debacie o mieszkaniach jako prawie społecznym lub luksusowym towarem. W obliczu narastających protestów oraz rosnących czynszów, społeczne frustracje mogą przeważyć szalę wyborczą i zmusić polityków do działania ponad panującą ideologię.

Sprawdź również

Kwarantanna i chaos informacyjny w Irkucku – DŻUMA

Kwarantanna i chaos informacyjny w Irkucku – DŻUMA

Kwarantanna, maski i informacyjny chaos po śmierci młodej pracownicy laboratorium W Szelechowie pod Irkuckiem część szpitala znalazła się pod kwarantanną, blisko 200 osób objęto obserwacją, a w ogromnej fabryce aluminium wprowadzono obowiązek noszenia masek. Wszystko...

Będziemy mieć cykl rządów mniejszościowych ?

Będziemy mieć cykl rządów mniejszościowych ?

Najstarsi pamiętają song „Układanka” napisany przez Wojciecha Młynarskiego. Metaforyczny. O polskiej rodzinie, która chciała z dostępnych im puzzli ułożyć obrazek. Obiecywany socjalistyczny raj. Dziś mamy demokrację parlamentarno- gabinetową. Jej sztandarowym...

Nieuregulowany Kapitalizm: Zondacrypto i Jego Ofiary

Nieuregulowany Kapitalizm: Zondacrypto i Jego Ofiary

Gdy przeciętny polski pracownik zmaga się z drożyzną i niepewnością jutra, prawicowi politycy – mieniący się obrońcami „zwykłych ludzi” – po raz kolejny zostali przyłapani na braniu udziału w neoliberalnym balu na wulkanie. Sprawa giełdy Zondacrypto (dawniej BitBay)...