Dzienniki Maxa Frischa

Dla mnie jest przede wszystkim wielkim dramaturgiem twórcą „Biedermanna i podpalaczy” czy „Don Juana czyli miłości do geometrii”.

Także, choć w mniejszym stopniu, prozaikiem, autorem m.in. powieści „Homo faber” czy „Montauk”. W zeszłym roku ukazał się w polskim przekładzie zbiór jego dramatów. Tym razem możemy poznać Maxa Frischa bezpośrednio, bez pośrednictwa jego sztuki dramatycznej czy prozatorskiej, jako autora dzienników pisanych w latach 1946-1949 i 1966-1971. Ta luka wzięła się prawdopodobnie z tego, że na lata 1950-1965 przypadła jego największa aktywność jako prozaika i dramaturga i na niej się w tym piętnastoleciu skoncentrował.
Z lektury wnioskuję, iż szkoda, że ta przerwa zaistniała, bo dzienniki Maxa Frischa należą niewątpliwie do najlepszych dokonań w ramach tego gatunku. Są portretem swoich czasów, zapiskami licznych podróży pisarza, a imponujące jest także ich wewnętrzne zróżnicowanie formalne, od klasycznych detalicznych zapisków dziennych po próby narracji literackich i form dialogowych. Gorąco rekomenduję.
Max Frisch – „Dziennik. 1946-1949. 1966-1971”, przekł. Janusz Ekier, Krzysztof Jachimczak, wyd. GWFoksal (WAB), Warszawa 2015, str. 687, ISBN 978-83-280-2096-2