Fermentacje i pochód emancypacji

„Cały urok opowieści polega na przedstawieniu równoległego świata, w którym nic nie jest prawdziwe od naszych prawdziwych wyobrażeń” – napisał Henry James i pod piórem pisarza tak – wydawało by się – naocznie realistycznego słowa te mogą wydać się cokolwiek dziwne.

W innym miejscu pisał James o „rzeczy tak subtelnej, jeśli nie potwornej, jak spisanie historii rozwoju własnej wyobraźni”. A przecież słów tych nie napisał autor powieści fantastycznych, wizyjnych, lecz autor posługujący się fakturą realistyczną, mimetyczną, robiącą nawet wrażenie fotograficznej. Na czym więc polega sens owych deklaracji Jamesa w konfrontacji z jego prozą? Bożena Kopeć-Umiastowska, autorka przekładu, wyboru i posłowia do tomu pięciu opowiadań Jamesa („Historie drobnoziarniste”) określa go jako „prekursora modernizmu, obiektu fascynacji T.S. Eliota i Virginii Woolf,, który „w ciągu niespełna jednego pokolenia stał się komentatorem tak różnych problemów społecznych jak prawa kobiet, wieloetniczność, kwestia żydowska czy kapitalizm i władza pieniądza”. Te problemy podejmował jednak nie pisarz-publicysta, lecz subtelny, wirtuozerski stylista, dysponujący językiem o gęstej, kunsztownej fakturze. Teksty tworzące „Historie drobnoziarniste”, to dzieła „późnego Jamesa”. Kopeć-Umiastowska definiuje ich fakturę tak: „Okrążenia, obroty, nawroty, powroty – późne teksty Jamesa są pełne zastygnięć i znieruchomień, ale także raptownych gestów, które krążą wokół nieuchwytnej przeszkody, przyciągającej je z magnetyczną siłą; pisarskich natręctw, sugerujących niemal kompulsywną skłonność, by zawrócić i jeszcze raz przyjrzeć czemuś, co stawia opór i nie daje się ostatecznie rozstrzygnąć”. I tu właśnie jest część odpowiedzi na pytanie postawione wyżej. Bo właśnie pod tą na pozór niemal mimetyczną, tradycyjną, jeszcze niemal dziewiętnastowieczną fakturą konstrukcyjną kryje się kreatywna proza subtelnych wieloznaczności, hipnotyzmów, „pozwalająca nieśpiesznie wędrować po ogrodach ostrych skojarzeń i krętych aluzji” (B. Kopeć-Umiastowska). Te pięć utworów składających się na tom, od mających rozmiary niewielkich powieści „Obrotu śruby” i „W klatce” do krótkiej „Jakiejś historii”, poświęconych jest kobietom, ich emancypacji indywidualnej i społecznej. James śledzi swoje bohaterki w ich zmaganiu z regułami świat skonstruowanego przez mężczyzn i dla mężczyzn. Każdy z kobiecych portretów jest inny, jak inne są kobiece bohaterki i ich życiowe położenie. James pokazuje je w walce o emancypację, o wyzwolenie się nie w spektakularnych czynach i aktach, lecz w sytuacjach właściwie banalnych, nieefektownych, na pewno kameralnych, poprzez pokazanie pracy ich umysłów, woli, serc, emocji, poprzez psychologiczne gry jakie toczą z innymi powieściowymi protagonistami, mężczyznami, ale i kobietami. Każda z tych bohaterek prowadzi tę grę w inny sposób, bo przed każdą staje inne wyzwanie, każda jest konfrontowana z innymi charakterami i innymi uwarunkowaniami, społecznymi, psychologicznymi, sytuacyjnymi, uczuciowymi. Na przykład w jednym z przypadków pojawia się, jak napisała autorka posłowia, „emancypacyjna moc furii” bohaterki. Bo emancypacja kobiet odbywała się nie tylko, a może i nie przede wszystkim przez działania ruchów kobiecych, lecz przez ich indywidualną, osobistą walkę w ich życiu prywatnym. W innym przypadku narzędziem emancypacji bohaterki jest sieć jej myśli, ocen, analiz, przewidywań, operacji inteligencji. Inna jeszcze bohaterka emancypuje się poprzez świadome manipulowanie otoczeniem, wprowadzanie go w błąd, bawienie się z nim w kotka i myszkę, w niepochwytność, tak, że raz odbiera ją ono raz jako „potwora”, „demona zepsucia” i „bezczelności”, a innym razem jako „najmądrzejszą, najcudowniejszą”. Także portrety bohaterek pisane są z różnych perspektyw, czasem bardziej „wewnętrznie”, jak reportaże ze środka ich jaźni, czasem jako portrety zewnętrzne, pokazywane poprzez pryzmat percepcji innych bohaterów. Za najwybitniejszy z utworów tego tomu uchodzi niewielka powieść „Obrót śruby”. Jest to proza do dziś tajemnicza, jako że znawcy tematu do dziś nie uzgodnili, czy przeżycia głównej bohaterki przynależą do gatunku gotyckiego horroru, czy też są studium obłędu, choroby psychicznej. Jednak proza Jamesa, właśnie szczególnie ta późna, nie jest bynajmniej oschła, rezonerska. To nie zimne studia psychologiczne, suche monologi wewnętrzne. Tytułowa „drobnoziarnistość” tej prozy polega nie tylko na finezji i precyzji opisu, ale także na jej sensualności, zmysłowości, obecności, dźwięków, impresji wzrokowych, zapachów, na subtelnej ironii i autoironii autora. Świat prozy Jamesa jest bardzo naoczny. James jest też mistrzem w budowaniu atmosfery psychologicznej klaustrofobii i ucisku, a nie stroni też, choć oszczędnie, od intertekstualności, gdy w „Obrocie śruby” sugeruje gatunkowe tropy prowadzące do klasycznej powieści gotyckiej lub czyni aluzje do popularnej, „półpensowej” literatury romansowej. Wszystkie te atrybuty i walory prozy Henry Jamesa, wyrastającej przecież z fermentacji zachodzących w wiktoriańskiej epoce u jej schyłku sprawiają, że jest ona czymś znacznie przekraczającym jej przydatność jako tworzywa do kostiumowych filmów z epoki uważanej dziś za malowniczą, lecz że jest to proza, mimo starej już metryki, bardzo współcześnie brzmiąca.

Henry James – „Historie drobnoziarniste”, wybór, przekład i posłowie Barbara Kopeć-Umiastowska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2019, str. 487, ISBN 978-83-66272-05-7