Kraszewski, feminista mimo woli

Tadeusz Jasiński
Kraszewski, feminista mimo woli

Rzewuski

W roku 1878 roku redaktor naczelny „Tygodnika Ilustrowanego” Ludwik Jenike (jeden z ówczesnych, mentalnych protoplastów Przemysława Czarnka, karnowszczyzny i im podobnych) zamówił u Józefa Ignacego Kraszewskiego powieść mającą ostrzegać przed niebezpieczeństwem „emancypacji kobiet i nihilizmu”. Twórca „Starej baśni” nie był przypadkowym adresatem tej propozycji, bo znany był z nieprzychylnego stosunku do ruchu emancypacyjnego.

Kraszewski był co prawda, z jednej strony, ostrym krytykiem kleru, za co ten odpłacał mu jawną niechęcią, z drugiej jednak był też sceptyczny wobec idei postępowych, w tym socjalizmu czy emancypacyjnego ruchu kobiet, która to sprzeczność od dziesięcioleci jest już tylko historyczna. Z dzisiejszego punktu widzenia może się to wydać sprzecznością, jednak 140 lat temu antyklerykalizm miał już długą historyczną tradycję, podczas gdy ruch emancypacyjny kobiet był nowością, zaskakującą i szokującą.
I pewnie ta nowość szokowała zachowawczego obyczajowo Kraszewskiego.
Wiosną 1879 roku, gdy Kraszewski kończył już pisanie swojej powieści, Jenike jeszcze próbował mu sugerować „aby dotykając w powieści teorii socjalistycznych i nihilistycznych, zachować ostrożność na obie strony”. Jednak Kraszewski nie spełnił oczekiwać zamówieniodawcy. Drastyczne z ówczesnego punktu widzenia sceny o charakterze obyczajowym, zbyt barwny obraz obyczajów studentów Uniwersytetu w Kijowie, a także uznane za nazbyt drastyczne sceny Komuny Paryskiej sprawiły, że Jenike zrezygnował w z wydania „Szalonej”, a w tej roli zastąpił go Władysław Spasowicz z liberalno-postępowego pisma „Ateneum”.
Tytułowa bohaterka jest kobietą o radykalnych poglądach feministycznych, choć to określenie jeszcze wtedy nie istniało: „Kobieta wasza to jeszcze zawsze po staremu sługa… głowy ni myśli podnieść jej nie wolno, ani mieć serca na swój własny użytek, bo ona należy do pana. Że wy z takimi manekinami możecie żyć, kochać się, pieścić i wytrwać, to wam honoru nie czyni. Ja, gdybym była mężczyzną, chciałabym mieć kochankę, co by mnie dorosła”. (…) „Wyście ludzie z innego świata, ja jestem poganka i swobodne dziecko natury”. „Jestem kochanką Ewą. I nie wstydzę się tego. Staję przed panią, nie prosić o żadne przebaczenie, ale przyznać się do tego, że nie on mnie, a ja jego uwiodłam. (…) chcesz nas pani rozdzielić w imię religii, ja stoję przy nim w imię serca mojego i praw, jakie mamy do siebie. Dla mnie religią jest natura”.
Nie poprzestaje jednak na słowach, budząc ogólne oburzenie, że żyje z kochankiem bez ślubu i „nie chodzi do kościoła”. O starającym się o nią szlachetce Ewaryście mówi, że to „świętoszek jak wy tam wszyscy, a ja jestem poganka i dzika”.
Na krótko jest przychylna zalotom Ewarysta, ale szybko porzuca go dla niby-Francuza Henryka d’Estompelles i wyjeżdża do Paryża, by w końcu wziąć udział w Komunie Paryskiej.
W powieści pojawia się postać Euzebiusza Komnackiego, filozofa wykształconego w Niemczech, który mówi do „szalonej”: „To co pani nazywasz kwestią praw kobiety, a co nią być mogło w średnich wiekach, dziś nie istnieje. Prawie we wszystkich cywilizowanych narodach kobieta ma też same prawa co mężczyzna. Kwestia cała zamyka się w uzdolnieniu. Jak mężczyźni, tak kobiety nierówno są wyposażeni (…) Kto w sobie siły, odwagę, wytrwałość, czemuż by nie miał dobijać się stanowiska, do którego czuje się zdolnym?… W Ameryce kobiety zajmują katedry po uniwersytetach… mogą ich się dobić i u nas”.
W „Szalonej” pojawiają się nie tylko poglądy pre-feministyczne, ale także prefiguracja ruchu „me too”, który narodzi się 140 lat później. Mężczyzna w średnim wieku, uczony z kijowskiego uniwersytetu nazwiskiem Jewłaszewski, z którym „szalona” pozostaje (do czasu) w przyjaznych relacjach, wyraża taki pogląd: „Otóż to są owoce zagranicznego wychowania! Młodzież powraca nam obca, wszystkiemu co nasze, nie rozumiejąca ani potrzeb, ni tradycji, z umysłem przykrajanym do niemieckiej, francuskiej mody, a my w pokorze ducha padamy na twarz przed wielkim geniuszem Zachodu”.
Jednak ów Jewłaszewski pewnego dnia rzuca się na „szaloną” z pocałunkami i obłapkami, wywołując z jej strony gwałtowny opór i zerwanie przyjaźni.
Tym to sposobem Kraszewski, zainspirowany do napisania powieści konserwatywnej i antyemancypacyjnej w duchu, stworzył ciekawy portret rodzącej się emancypacji kobiet i procesu docierania do świadomości niektórych kręgów polskiego społeczeństwa nowoczesnych ideowych prądów europejskich.
Dzięki temu powieść z 1879 roku czyta się dziś jako nader współczesną i proroczą.

Poprzedni

Wywiad to aktorstwo i psychologia

Następny

Piotr Jaroszewicz – historia niedokończona

Zostaw komentarz