Odświęcanie Kościoła

Gdyby Kościół miał dokonać dekanonizacji, to nie zostałby mu chyba żaden święty. Na razie jednak zaczął od zrzucania z ołtarzy Gulbinowicza, Mc Carricka i Dziwisza.

Ponad półtora roku temu media obiegł apel działaczek katolickich. „Żądamy dekanonizacji papieża Jana Pawła II” – pisały w „Le Monde” – „protektora oprawców w imię «racji Kościoła« oraz głównego architekta ideologicznej konstrukcji «kobiety«, a także zakazu nauczania, propagowania oraz publikowania «teologii ciała«, którą głosił on podczas swych katechez środowych”.
Kościelne feministki
Swój postulat wykreślenia Wojtyły z grona świętych uzasadniały też tym, że papież Polak był protektorem duchownych wykorzystujących seksualnie zakonnice. No i kultywował opresyjny ideał kobiety.
Dzięki tej informacji wiemy dwie rzeczy. Po pierwsze, że istnieją katolickie feministki. A po drugie, że jak się jest katolikiem mającym jakieś poglądy, to w ich imię można zażądać dekanonizacji. Czyli czegoś, co jakże dobrze znamy z Polski – lustracji i zrzucania z piedestałów.
Katoliccy antyfuterkowcy
Na pewno są katoliccy ekologowie. Szczególnie zaś tacy nastawieni prozwierzęco. Niewykluczone też, że dołączą do nich katoliccy weganie i miłośnicy nauczania św. Franciszka o zwierzętach jako „braciach mniejszych”. I wszyscy oni winni zażądać wykluczenia z grona świętych faceta, który zajmował się głównie zabijaniem zwierząt dla zabawy. Oczywiście można by św. Hubertowi zarzucić niewierność małżeńską i mnóstwo standardowych niegodziwości, ale ponieważ takie sprawki można wyciągnąć większości świętych katolickich, to można uznać, że widać są one przypisane do statusu osoby kanonizowanej lub beatyfikowanej. Do Ojców Kościoła zaś w szczególności. Żeby wspomnieć wieloletnią satysfakcję czerpaną przez św. Pawła z Tarsu z zabijania chrześcijan. Albo to, że św. Augustyn będąc miłośnikiem kobiet i wybitnie niechrześcijańskiego manicheizmu, gdy wyczerpał mu się zapas testosteronu, a chrześcijanie zaproponowali mu niezłą fuchę, pogonił kobietę, z którą był 17 lat i zaczął nauczać, że seks jest największym z grzechów.
Dokładnie tak samo miała św. Maria Egipcjanka, której nieposkromiona nimfomania nie przepuszczała żadnemu chłopu, by – gdy nikt nie był już nią zainteresowany – zostać psem ogrodnika straszącym mękami piekielnymi za każdy orgazm.
Pacyfiści z zakrystii
Wśród wyznawców katolicyzmu nie powinno brakować osób, dla których jak jest napisane „Nie zabijaj”, to nie zabijaj. A szczególnie gdy do mordowania innych dochodzi nie w obronie własnej czy kraju, ale dla podboju, zdobycia władzy czy innych dóbr, albo wykonania czystki etnicznej tudzież religijnej.
Gdyby tacy katolicy poważnie brali dekalog, to na dzię dobry powinni wystapić o odebranie tytułów świętych czy błogosławionych setkom osób wyniesionych przez Kościół katolicki.
Choćby św. Oldze. Przecież kobieta ma na sumieniu zakopanie 20 osób żywcem. Spalenie żywcem kilkudziesięciu innych zresztą też. Nie wspominając już o odurzeniu i rozkazie wymordowania innych kilkuset bezbronnych wojów. A to wszystko po to, żeby zdobyć i utrzymać władzę.
Nieślubnym wnukiem św. Olgi był św. Włodzimierz. I nie ma się co czepiać podejmujących decyzję o jego kanonizacji za to, że nie zwrócili uwagi na taki drobiazg, że oprócz 7 żon święty miał harem 800 konkubin podzielonych na grupy i mieszkających w głównych miastach jego królestwa. Nieważne też, że gdziekolwiek podróżował, wszędzie była grupa kobiet, które zapewniały mu rozrywkę. Nieistotne, że mimo to i tak zgwałcił swoją szwagierkę. No i rżnął, palił i mordował wszystko co stanęło mu na drodze. Ale trudno zrozumieć, że nikt nie zwrócił uwagi na to, że składał ofiary z ludzi. I to na dodatek zaprzyjaźnionych chrześcijan.
Mordowanie przeciwników politycznych. Wybijanie ludności cywilnej to przymioty całego stada św. katolickich królów i książąt. Choćby św. Olafa króla Norwegii, Wikinga skądinąd. Czy św. Eryka IX Jedvardssona, króla Szwecji uhonorowanego świętością za wyprawę krzyżową na Finlandię i chrzczenie jej mieszkańców ogniem i mieczem. Nie inaczej ze św. Kanutem Lavardem, księciem duńskim, czy św. Kanutem IV – duńskim królem.
Uświęcanie wojujących władców wcale nie sprowadzało się w Kościele katolickim tylko do Skandynawii. Jest przecież św. Oswald król Nortumbrii z VII w. I jest św. Wacław I – król Czech, który zasłużył się katolicyzmowi konfliktem z bratem i podporządkowaniem swojego kraju Cesarstwu Rzymskiemu Narodu Niemieckiego.
Temu Cesarstwu, które odrodził nie kto inny jak bł. Karol Wielki. Władca, który przez cały okres panowania krzewił chrześcijaństwo tocząc wojny i poszerzając granice swego władztwa na niemal całą Europę Zachodnią. Karol Wielki przeprowadził 54 kampanie wojenne. Połowie z nich przewodząc osobiście.
W tym kontekście nie ma nawet co wspominać króla Francji św. Ludwika IX, który promował swój kraj walcząc w Palestynie, a we krwi utopił ledwie powstanie Katarów. Bo wojny z Anglią nie ma mu co wyciągać, gdyż należała ona do średniowiecznego europejskiego standardu. Ale warto napomknąć o św. Stefanie. Królu bratnich naszej władzy Węgier. Facecie, któremu można by zarzucić nie tylko 7 grzechów głównych, ale dziesiątki pomniejszych.
Ale i dziś w kanonizacjach niewiele się zmieniło 23 września 2015 roku papież Franciszek kanonizował św. Junipero Serrę hiszpańskiego duchownego prowadzącego misje w Kalifornii w XVIII w. A, że facet kierował masakrą Indian? No cóż…
Smakosze spod stołu Pańskiego
Wymienione w śródtytule grupy powinny działać na rzecz dekanonizacji i to natychmiast. Wszak święci mają być przykładem dla wiernych. Co w takim razie z wzorem do naśladowania w osobie św. Teresy z Avili, której posty sprowadzały się do prowokowania wymiotów za pomocą gałązek? A św. Katarzyna ze Sieny, która wkładając do gardła palce powodowała zwracanie wszystkiego co zjadła w dniu gdy przyjmowała komunię?
Ale to jeszcze nic. Św. Aniela z Foligno piła wodę z kąpieli po trędowatych. I nawet zapisała w pamiętniku, że „kawałek strupiastej skóry trędowatego utknął mi w gardle. Zamiast go wypluć, zadałam sobie wiele wysiłku, aby go przełknąć i udało mi się. Miałam wrażenie, że przyjęłam komunię. Nigdy nie potrafię wyrazić rozkoszy, jaka mnie ogarnęła”. W uznaniu dla tej postawy, w 2013 roku papież Franciszek ogłosił tę panią świętą.
Jeśli komuś potrzeba jeszcze ciekawszego świadectwa świętości to służę św. Marguerite Marie Alacoque, która doznawała ekstazy religijnej spożywając w ramach umartwiania ekskrementy. Ze szczególnym uwzględnieniem tych, od osoby chorej na biegunkę. Poza tym, wzmiankowana święta wycięła sobie na piersiach podobiznę Jezusa. I żeby rany się nie goiły, przypalała je świecą.
Św. Maria Magdalena dei Pazzi do świętości doszła tarzając się w cierniach, a w wolnych chwilach prosiła siostry o chłostę, ubliżanie jej i kopniaki w w twarz.
Święci upolitycznieni
W 1998 r. Jan Paweł II beatyfikował bł. Alojzije Stepinaca. I nieistotne, że mnóstwo historyków i miliony ludzi uznają Stepinaca za zbrodniarza z czasów II wojny światowej. Nieważne, że arcybiskup był podporą faszystowskiego Niezależnego Państwa Chorwackiego. Nadzór nad przymusowym nawracanie na katolicyzm 240 tysięcy prawosławnych obywateli przedwojennej Jugosławii, to też dla kościoła pryszcz. Jak i to, że ani słowem Stepinac nie zająknął się o zamknięciu obozu w Jasenovacu, w porównaniu z którym więźniowie Auschwitz byli na wakacjach. Kościoła katolickiego nic nie przekona, że facet był współodpowiedzialny za eksterminację Serbów, Żydów i Romów.
Jednym z katolickich patronów Polski jest św. Maksymilian Maria Kolbe. Za to, że poszedł na śmierć w zamian za innego więźnia. Katolika – Franciszka Gajowniczka. Co jest o tyle istotne, że zrobił to w miejscu, gdzie stracono ok 1 mln Żydów. Tymczasem to właśnie tej nacji Kolbe poświęcał na łamach redagowanych przez siebie pism katolickich nader dużo uwagi. Jezuita Stanisław Musiał mówił, że „W jego tekstach możemy przeczytać, że nazywał ich słowami: obrzezani, żydki”, ale świętości Kolbego nie kwestionował. Tymczasem media Kolbego zarzucały Żydom, że demoralizują Polaków, propagują rozwody i pornografię. Opisywano ich międzynarodowe spiski. I ile razy ktoś z narodu wybranego zostawał skazany, to stawał się bohaterem wydania, a jego wina była rozdmuchiwana do granic.
Poza tym media Kolbego oczywiście były za zamknięciem da Żydów uczelni i optowały za umożliwianiem im wyjeżdżania do Palestyny. Nie wspominając już o takim drobiazgu, jak propagowanie akcji „Polak kupuje u Polaka”.

Byłoby zatem kogo dekanonizować i za co. Tyle, że Kościół nigdy nikogo świętości nie pozbawił. Kanonizacje są bowiem dla niego pomnikami, których w przeciwieństwie do świeckich, nigdy nie zwalał. Co najwyżej chował niewygodnych świętych ściągając ich z kalendarza i usuwając z funkcji patronów kościołów. Bo święci to rzadki przykład braku hipokryzji w tej instytucji. Występują w kościelnych spisach pokazując, jakie interesy, dzięki uświęcaniu tych czy innych, ta instytucja załatwiała. Dla księży i hierarchii są dowodem tego jak się prowadzi aktualną politykę, czy promuje określone postawy. Czyli – jak się rządzi. Dlatego Wojtyle nic nie grozi. Ale jego współpracownikom – już niekoniecznie.