Powrót do Lovecrafta

Jeszcze kilkanaście lat temu niesamowita proza Howarda Philipsa Lovecrafta (1890-1937) przeżywała boom na polskim rynku wydawniczym, ale od dawna boom ten był wygasły.

I ja też trochę o bardzo cenionym Lovecrafcie zapomniałem, ale z tego zapomnienia wyciągnął mnie tom „W górach szaleństwa i inne opowieści”. Jest ich 17. A John Carpenter, wybitny mistrz filmowego horroru i suspensu, twórca m.in. „Mgły”, „Halloween” i „W paszczy szaleństwa” tak o nim napisał: „Lovecraft ukazuje zniewalające wizje koszmarnej grozy, przeklętych światów i demonów podświadomości, jakich nikt przed nim nie odważył się nawet nazwać”.
Jego proza inspirowała m.in. takich pisarzy jak Stephen King, a wśród jego wielkich antenatów można by wymienić Edgara Alla Poe, Ambrose’a Bierce czy twórców brytyjskiej powieści gotyckiej z Horacym Walpole i Anne Radcliff na czele.
W Polsce tego rodzaju pisarzem był na pewno Stefan Grabiński, choć „Antologia noweli fantastycznej”, którą kiedyś przygotował Julian Tuwim pokazała, że i u nas coś w tej domenie kiełkowało (a i kiełkuje do dziś). Oczywiście każdy z nich jest inny, inna jest też proza Lovecrafta. Nie wiem jak wy, ale ja w jego prozie pławię się jak kot w walerianie (bo mleka podobno koty, przynajmniej dorosłe, nie piją, o czym dowiedziałem się z „Ucha prezesa”). Rozkoszne jest to zanurzenie się w grozę.
Bać się co prawda tego nie umiem, ale sama tylko symulacja jest naprawdę podniecająca.
H.P. Lovecraft – W górach szaleństwa i inne opowieści”, wyd. Zysk i s-ka, przekł. Ryszarda Grzybowska, Grzegorz Iwańciw, Robert P. Lipski, Michał Wroczyński, Poznań 2017, str. 735, ISBN 978-83-7785-782-3