Silvio cierpliwie czeka

Marcin Górski
Silvio cierpliwie czeka

(190526) — MILAN, May 26, 2019 (Xinhua) — Silvio Berlusconi, former Italian prime minister and leader of Forza Italia party, prepares to cast his ballot at a polling station in Milan, Italy, May 26, 2019. The European Parliament (EP) elections started in Italy on Sunday. (Xinhua/Alberto Lingria)

Ach, ten Silvio. Niezniszczalny Silvio. Niedawno temu przypomniał o sobie polskim czytelnikom prasy i portali internetowych, kiedy z wypiekami na twarzy prosili go wspólne zdjęcie polscy eurodeputowani wybrani z list PiS, Jacek Saryusz-Wolski a potem Beata Mazurek. Zadałem sobie wtedy pytanie: czy w ogóle jest możliwe znalezienie odpowiedzi na pytanie, w jakim stopniu Silvio Berlusconi jest określonym zjawiskiem w kulturze politycznej Włoch i Europy?

Czy jest on „machiawelistycznym” politykiem, czy może bardziej przebiegłym człowiekiem interesów lub wytrawnym graczem?
Może zacznijmy od 2008 roku, kiedy jego koalicja Lud Wolności wygrał wybory parlamentarne. Było to istotne wydarzenie polityczne nawet na skalę międzynarodową i trzeba przyznać, że rzadko się zdarzało danemu politykowi pozostać na wyżynach polityki krajowej przez prawie piętnaście lat z rzędu i za prawie każdym razem wracać z powrotem do władzy. Nawet w Europie niewielu politykom, to się udało. Owszem, potem nastał rok 2011 rok i na początku listopada ostatecznie utracił większość w Izbie Deputowanych i nie będąc w stanie przeforsować nowego budżetu 12 listopada podał się do dymisji, cztery dni później zastąpił go na urzędzie bezpartyjny Mario Monti. Byłem wtedy we Włoszech
i pamiętam jak ludzie świętowali w okolicy jego rzymskiej posiadłości niedaleko Placu Weneckiego jakby Włochy wygrały przynajmniej Mistrzostwa Europy. Ludzie krzyczeli i dawali wyraz swojego zadowolenia i pogardy wobec Berlusconiego, a eksperci jednogłośnie (ponownie) stwierdzili, że to już zdecydowany koniec politycznej kariery Berlusconiego.
A jednak nie.
Berlusconi spokojnie odczekał swój czas, który przyniósł też rozprawy sądowe. W 2013 roku został skazany w tej sprawie w pierwszej instancji na karę 7 lat pozbawienia wolności i dożywotni zakaz pełnienia funkcji publicznych. Na skutek czego jeszcze w 2013 utracił miejsce w Senacie. Znowu eksperci jednogłośnie (ponownie) stwierdzili, że to koniec kariery „Il Cavaliere”.
Chyba znowu nie do końca.
W postępowaniu odwoławczym został uniewinniony, a wyrok uniewinniający utrzymano następnie w mocy w postępowaniu kasacyjnym. Pozostał na scenie politycznej jako lider Forza Italia i w 2018 roku startował w koalicji centroprawicowej, m.in. z Braćmi Włoch oraz Ligą (dawniej zwana Ligą Północną) i mimo dobrych sondaży lepszy wynik miał jednak obóz właśnie Matteo Salviniego i to on prowadził rozmowy ze zwycięskim Ruchem 5 Gwiazd i utworzył obecną koalicję rządzącą na półwyspie apenińskim. Ugrupowanie Berlusconiego utraciła znaczną część poparcia, a w 2018 straciła status najsilniejszej formacji na prawicy właśnie na rzecz dawnej Ligi Północnej. Jednak rok 2019 przyniósł dobre nowiny dla Berlusconiego. Wystartował w wyborach europejskich z ramienia Forza Italia, uzyskując mandat deputowanego do Parlamentu Europejskiego IX kadencji. Ludzie z jego ugrupowania otrzymali stanowiska przewodniczących i wiceprzewodniczących w kilku Komisjach Parlamentu Europejskiego, a przedstawiciele Ligii ani jednego. We Włoszech na linii R5G-Liga coraz częściej trzeszczy i coraz częściej mówi się o wcześniejszych wyborach.
No i bardzo proszę.
Rok po wygranych wyborach i rządach, konserwatywno-socjalna koalicja Ruchu 5 Gwiazd i Ligii odczuwa coraz większą presję ze strony Brukseli, i jedyne co można zauważyć to jak w tle tego całego zamieszania Silvio Berlusconi coraz wygodniej rozsiada się na swoim fotelu w Parlamencie Europejskim i obserwuje jak dawnemu koalicjantowi pali się grunt pod nogami. Inaczej mówiąc: czeka. Kolejnym pytaniem jest co przyniesie rok 2020 jak nie już jesień 2019? Berlusconi dalej cierpliwie czeka, kiedy jednocześnie parlamentarzyści Forza Italia ładnie „grillują” w włoskim parlamencie rząd Giuseppe Conte (premier wyznaczony przez Ruch 5 Gwiazd) po kolejnych nieudanych konsultacjach z Brukselą.
Silvio Berlusconi jest zjawiskiem, bez którego spostrzeganie przez Włochów polityki byłoby całkowicie odmienne. Największy wpływ na fakt, że Silvio Berlusconi jest zjawiskiem w kulturze politycznej Włoch wynika z wygranych w trzech (na pięć) wyborach parlamentarnych w latach 1994-2008 i kolejne powroty na fotel premiera. Mimo tego, że od lat zarzuca się mu różnego rodzaje manipulacje polityczne, finansowe i prawne, Berlusconi ciągle niczym bumerang wraca do wielkiej polityki. Mimo tych wszystkich ataków, on cały czas istnieje i triumfuje. Inni dawno poddaliby się po pierwszym nieudanym pięciomiesięcznym rządzie, a Silvio Berlusconi jednak pozostał i dalej walczył o powrót do władzy. Największe zaskoczenie było kiedy wygrał wybory w 2008 roku. Prasa na całym świecie nie mogła nadziwić się jak mogło mu to się udać i to po raz trzeci. Był to faktycznie niezwykły powrót urodzonego w Mediolanie polityka. Jak go określała wtedy prasa polska, angielska czy włoska „nieprzemakalny Berlusconi” czy „TRI-Silvio”.
Od jego obecności w polityce zależy siła, z jaką rośnie zainteresowanie nią samą wśród włoskich obywateli. Dodajmy do tego też fakt, że głównie dzięki swoim zdolnościom medialnym sprawił, że wyborcy ponownie zaufali politykom we Włoszech po kryzysie z początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy ogłoszenie szczątkowych rezultatów działań antykorupcyjnych prokuratora Antonio Di Pietro przy śledztwie, które wstrząsnęło światek włoskiej polityki „czyste ręce” i pozbawiło Partię Chrześcijańsko-Demokratyczną większości parlamentarnej. Tym samym skończył się trwający ponad pół wieku okres dominacji chadeków we włoskiej polityce. W wyniku afery w styczniu 1994 rozpadła się Chrześcijańska Demokracja, jedna z głównych partii na włoskiej scenie politycznej, a jej przywódca Giulio Andreotti został postawiony w stan oskarżenia. Spośród innych ugrupowań należących do „pentapartito” (koalicji pięciu partii) także socjaliści i liberałowie rozwiązali się, partie republikanów i demokratycznych socjalistów zanikły.
Metafora sportowo-piłkarska,
mówiąca o wejściu na boisko, nie została przypadkiem wymyślona przez samego Berlusconiego: świat piłki nożnej jest, już od pierwszych znanych określeń, wyobrażeniem kolektywnym, z którego Berlusconi czerpie pełnymi garściami zaczynając od samej nazwy partii, „Forza Italia” ( „Włochy Górą” lub w dosłownym tłumaczeniu „Naprzód Italio”), które brzmi jak tradycyjny okrzyk kibiców na stadionie i głównego koloru partii, błękitnego zupełnie jak reprezentacja włoskiej piłki nożnej, znanej też pod pseudonimem „gli azzurri”. W 1994 roku Berlusconi ma pięćdziesiąt cztery lata. Nie można o nim powiedzieć, jak zostało to zauważone w przypadku Reagana, że jest kolejnym debiutantem w wieku dojrzałym, któremu zawsze towarzyszyła, przez całe życie, pasja polityczna. Badając jego przeszłość osobistą i zawodową, możemy znaleźć kroczącego od sukcesu do sukcesu w różnego rodzaju działalnościach. Był m.in. przemysłowcem, deweloperem, twórcą i liderem włoskiej telewizji komercyjnej, wydawcą i prezesem i właścicielem jednego z najbardziej cenionych klubów piłkarskich – AC Milan. Dzięki tej działalnością stal się nie tylko bogaty, ale również zaliczano go do ciekawszych indywidualności we włoskim świecie biznesu. Mimo to społeczeństwu podobała się myśl, że „Il Cavaliere” (tak nazywano powszechnie Silvio Berlusconiego) wkroczył w 1994 roku na boisko
polityki włoskiej.
Oficjalna data wejścia Silvio Berlusconiego w politykę, to 26 stycznia 1994, dzień, w którym sam podaje się do dymisji z urzędu prezesa swojej firmy telewizyjnej „Fininvest” i oznajmia, że rozpoczyna działalność polityczną mając na celu utworzenie koalicji, która byłaby alternatywą wobec lewicy. Oznajmił, że nazwał swoją decyzję „wejściem na boisko”.
Teraz pytanie brzmi, czy na tym boisku wróci do roli rozgrywającego czy może jednak jeszcze spokojnie poczeka na bocznej linii, aby mieć pewność, że rywale na prawej stronie boiska nie stracą siły na ciągłej szarpaninie z arbitrem z Belgii albo przy próbie zdobycia bramki z przewrotki nie połamią sobie kości albo nie trafią przypadkiem w słupek. Silvio Berlusconi spokojnie
czeka i delikatnie się rozgrzewa.

Poprzedni

Rozterki koniczynki

Następny

Odeszła ikona

Zostaw komentarz