W rajskim ogródku 20 lat później

To przedstawienie zapadło w pamięć nie tylko dzięki przenikliwej diagnozie czasów, które minęły. Także dlatego, że podawało w wątpliwość przekonanie, że naprawdę minęły. Domagało się od widzów uważności.

Mowa o „Rajskim ogródku” wg Tadeusza Różewicza, przedstawieniu dyplomowym studentów wydziału aktorskiego krakowskiej PWST sprzed 20 lat w adaptacji i reżyserii Pawła Miśkiewicza. Parę lat później – po niebywałym sukcesie spektaklu, na który spadł prawdziwy deszcz nagród i propozycji wojaży po kraju i za granicą – „Rajski ogródek” w nieco zmienionej (okrojonej) formie doczekał się wersji telewizyjnej. Tę właśnie wersję przypomniał wrocławski Teatr Polski w swoim cyklu „Teatr na ekranie” (14 maja) realizowanym z okazji 75-lecia powstania teatru i udostępnianym (bezpłatnie) za pośrednictwem You Tube. Nie przypadkiem: spektakl krakowskich studentów gościł w Teatrze Polskim, którym zawiadywał wówczas Miskiewicz. Spektakl przypadł do gustu wrocławskich widzów.
Przypomniany po dwóch dekadach dowiódł, że trzyma się świetnie, nic się nie zestarzał i nadal stanowi wykwintny deser dla teatromanów, a w szczególności miłośników twórczości Tadeusza Różewicza. W „rajskim ogródku” czujemy się nadal dziwnie znajomo. Po premierze przed 20 laty tak o niej pisał zachwycony Andrzej Wajda:
„W tym świecie pomiędzy stołem i składaną wersalką, oknem i fotelem ze stojącą lampą odbywa się to, co najważniejsze, całe nasze życie. Bohaterska przeszłość Dziadka, codzienne kłopoty Matki, nadzieje i bunty młodych. Dzidzibobo, które w czytaniu wydaje się skeczem, tutaj nabiera rozdzierającego do bólu wyrazu.
Dawno już nie widziałem podobnie doskonałego przedstawienia w naszym teatrze. Wśród młodych i tak wielce obiecujących reżyserów Paweł Miśkiewicz porzucił modne dziś przekomarzanie się z autorem i publicznością; z całą odpowiedzialnością wobec tradycji polskiego teatru realizuje Teatr Naszych Czasów, wierząc słusznie, że pomimo tak wielkich zmian politycznych, jakich dokonał nasz kraj, my Polacy pozostaliśmy tacy sami. Dlatego Różewicz mówi nam o naszym świecie sto razy więcej niż najmodniejsi niemieccy i angielscy autorzy”.
To wszystko prawda. Spektakl dowodził, że młodzi aktorzy, a wymienić trzeba wszystkich: Magdalena Boczarska, Magdalena Czerwińska, Joanna Liszowska, Katarzyna Strączek, Tomasz Augustynowicz, Krzysztof Dziób, Witold Huzior, Robert Koszucki, Mateusz Przyłęcki, Michał Rykowski, Tonia Dębogórska mają słuch na Różewicza. Że rozumieją metaforyczne sensy jego anty-metaforycznego języka, że odnajdują w nich nie tylko zapis przeszłości, ale i współczesne brzmienie. Potrafią odnaleźć dla nich ton daleki od taniego prześmiewania, ale i od czułostkowej nostalgii. Jest w nim tkliwe zrozumienie. I choć „Rajski ogródek” to opowieść o Polsce czasów małej stabilizacji, to przecież zarazem opowieść o Polsce współczesnej. Jak parabola.
Miśkiewicz skonstruował scenariusz oparty na kilku tekstach Różewicza: „Świadkowie albo nasza mała stabilizacja”, „Grupa Laokoona”, „Co tu macie”, „Dzidzibobo, czyli miłość romantyczna czeka już pod drzwiami”, „Wyszedł z domu”, „Rajski ogródek”. Łącząc ich fragmenty i budując nową całość, przeprowadzając dekonstrukcję pełnospektaklowych utworów dramatycznych („Świadkowie” i „Grupa…”) i spajając wybrane ich elementy z innymi tekstami, także odnoszącymi się do epoki małej stabilizacji, wystawił prawdziwie głęboki konterfekt tamtym/naszym czasom.
Geniusz czasu i miejsca podmalował reżyser podkładem muzycznym, który stanowiły idealnie współbrzmiące z całością piosenki Wandy Warskiej. Podkreślił też starannie przemyślaną scenografią. Scena przedstawiała trzy pokoje w amfiladzie – ale w głąb przestrzeni scenicznej: te same owalne, rozchwierutane stoły, ocalone jeszcze sprzed wojny, trzy krzesła, fotele, podniszczone wersalki i lampy z kartonowymi abażurami. Jednakowość i brzydota, sztuczne kwiaty i sztuczne rozmowy. Świat wymyślony i zarazem prawdziwy, z którego każda próba ucieczki kończy się porażką. Miskiewicz wydobył z tekstów Różewicza smakowite kąski, opowiadając nimi o braku autentyzmu, o rozkwicie sztuczności w związkach między ludźmi, o rozmaitych szablonach zachowań i przyrodzonym człowiekowi okrucieństwie. Dworował sobie, ale nie szydził. Raczej współczuł.
W błyskawicowym skrócie prawdę o ukazywanym świecie ujmował tytułowy „Rajski ogródek”. Oto do ogródka przydomowego wchodzi Kobieta z drewnianą nogą (w spektaklu Miśkiewicza tę rolę gra mężczyzna, Tomasz Augustynowicz, który daje do zrozumienia, że jest zaskoczony, że to właśnie on jest ową Kobietą). Budzi to przestrach córeczki Grażynki, wobec czego tata zabija nieproszoną babę i wyraża zdumienie, że mama nie zajmuje się uprzątnięciem. Autor przedstawienia nieomylnie zauważył związki połączonych w tym spektaklu tekstów. „Rajski ogródek” zastępuje w przedstawieniu trzecią część „Świadków”,w którym także mowa jest o kimś nieuprzątniętym.
Już w samym tytule uwierała ironia nie tylko tej miniatury Różewicza, ale całego spektaklu. Aluzja do raju została tu uczyniona z pewnym krzywym grymasem: to nie ogród rajski, ale ogródek, jakaś miniatura, coś jednak znacznie mniejszego, zdegradowanego, mniej zobowiązującego. Może nawet śmiesznego. Co więcej, w miniaturze miał pojawić się (ale się nie pojawił) Moralista. To tajemnicza postać rezydująca w krzakach, z których nigdy nie wyjdzie. Różewicz umieścił Moralistę w spisie osób, ale pozbawił szansy zaistnienia „na scenie”, a tym samym szansy zauważenia przez widzów. To żart o głębszym znaczeniu, także formalny. Poeta dystansował się w ten sposób od miniatur dramatycznych opatrzonych morałami czy wskazaniami (tak jak to bywało w drobiazgach Teatrzyku Zielona Gęś Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego). Powiadał, że czas moralizowania przeminął, a nastał czas samodzielnego wyciągania wniosków. Ale to już należy do widzów.
Przejścia w amfiladowym spektaklu Miśkiewicza i wymiana osób dokonywały się w przemyślanym planie – wszyscy tu mogli być wymienieni przez wszystkich. Akcja grupy z jednego dramatu swobodnie przenikała do drugiego, przenosiła się z pokoju do pokoju, dochodziło nawet do swoistego podglądactwa – w pewnym momencie bohaterowie jednego epizodu podpatrywali zachowania bohaterów innego, jakby oglądali telenowelę.
Młodzi aktorzy grali jak zaczarowani, tworząc autentyczne napięcia i zarazem delikatnie bawiąc się pastiszem „dawności” PRL-owskiej, zadziwiająco bliskiej rozmaitym reakcjom i zachowaniom współczesnym. Nie było w tym nic ze sztubackiego wygłupu, raczej nad podziw dojrzała wiwisekcja zrutynizowanych dusz mieszkańców blokowiska.
Dwie godziny na tym przedstawieniu, granym bez przerwy, mijały niepostrzeżenie, a widz opuszczał salę z żalem, że już spektakl się skończył. Tak przynajmniej było podczas występów gościnnych w Teatrze Małym w Warszawie, gdzie na wejściówki oczekiwał przed kasą tłum zdeterminowanych teatromanów. Pierwsza przy kasie czuwała profesor Anna Seniuk Z dobrym skutkiem.
Warto przypomnieć, że warsztat szedł na scenie aż przez trzy lata. To właściwie niespotykane – zwykle szkolny warsztat kończy żywot po kilkunastu spektaklach (chyba że zostanie przeniesiony do prawdziwego teatru, jak np. „Złe zachowanie” Andrzeja Strzeleckiego). Ten jednak trwał nadzwyczajnie długo, zbierając mnóstwo świetnych recenzji, traktujących spektakl jako jedno z ważniejszych wydarzeń teatralnych roku: „Skromne przedstawienie dyplomowe wydziału aktorskiego – pisał Jacek Sieradzki – a zarazem może najciekawsza w sezonie wypowiedź teatralna o kondycji duchowej naszych czasów” („Nasze małe coś niecoś”, „Polityka” 21 kwietnia 2001, nr 16).
Jak wspomniałem, wersja telewizyjna różni się od tej pokazywanej na żywo. Nie tylko za sprawą skrótów (wypadła na przykład miniatura „Co tu macie), ale i dołożonego prologu. To czytany z offu przez Tadeusza Różewicza jego wiersz *** [„na drodze mojego życia”] o sztafecie pokoleń, kończący się w taki sposób:
„byliśmy bardzo zajęci
i nagle
zobaczyliśmy że nasze dzieci
mają dzieci
że mają
klęski i sukcesy
że siwieją
pytają nas
„no i czemu tak się patrzysz?”
a my milczymy
kryjemy się po kątach”.

Ten prolog dodaje odniesień opowieści. Sprawia, że toczy się ona w pewnym porównaniu jako fragment większej, uniwersalnej całości. Co więcej, spektakl w wersji telewizyjnej zyskuje na wyrazistości i sile przekazu dzięki lokalizacji nagrania w byłej willi Kossaków (wówczas krakowskim pustostanie), noszącej ślady pobytu dawnych lokatorów. Grały w nim nawet liniejące i naderwane tapety, a także widok na podwórko przez okno, szary ubłocony kwadrat zamknięty kutą bramą.

RAJSKI OGRÓDEK – SZKICE Z RÓŻEWICZA Tadeusza Różewicza, inscenizacja Paweł Miśkiewicz, adaptacja telewizyjna Paweł Miśkiewicz, Lambros Ziotas, kostiumy i współpraca scenograficzna Katarzyna Paciorek, zdjęcia Arkadiusz Tomiak, operator kamery i montaż Witold Chomiński, produkcja Telewizja Polska (Kraków), Program 2 TVP SA 2003, premiera 15 czerwca 2003, premiera na scenie Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie 8 stycznia 2001.