Warszawo ma

20 lut 2026

Warszawski wieżowiec Intraco miał być zburzony. A w jego miejsce miał powstać mniej więcej identyczny. Temu oczywistemu szaleństwu i marnotrawstwu zapobiegł konserwator zabytków, który w ostatniej chwili zdołał nadać pierwszemu w Warszawie po pałacu Kultury drapaczowi chmur status zabytku, bowiem Intraco ma już 50 lat.

Wciąż jesteśmy w Warszawie świadkami burzenia wieżowców, galerii handlowych, biurowców w centrum aby w ich miejsce powstały równie albo nawet bardziej okazałe budowle. Zabawa w burzenie i budowanie w tym samym miejscu na nowo to fajna i twórcza rozrywka dla dzieci, kiedy bawią się klockami. Natomiast takie brewerie w centrum dużego miasta to wielkie marnotrawstwo pieniędzy materiałów budowlanych, ludzkiego wysiłku, które dokonuje się przy znacznym zatruciu środowiska. Deweloperzy zarabiają na budowaniu. Zysk sięga trzydziestu i więcej procent, więc kiedy brakuje terenów pod zabudowę trzeba burzyć, by móc od nowa budować i zarabiać.

Do normy należy budowanie tam gdzie dotychczas były wolne przestrzenie, skwery, parki, drzewa. Ktoś kto kupił mieszkanie z widokiem na zieleń, niebo, horyzont, budzi się nagle a za oknami widać okna, ściany bardzo blisko wtłoczonego sąsiedniego budynku. Kiedy moja studiująca dziś córeczka miała kilka lat, bardzo narzekała, że z okna jej pokoju nie widać nieba. A było to zwykłe blokowisko z PRL gdzie odległości między domami nie były takie znów małe. Tyle, że mieszkaliśmy na parterze, a widok nieba zasłaniały drzewa.

Warszawa po wojnie była w gruzach. Urbaniści mogli więc poszaleć i poszaleli. Zbudowane miasto pełne przestrzeni, zieleni, powietrza i światła. Przyszedł rynek i krok po kroku odbiera nam powietrze i przestrzeń. Latem w Śródmieściu powietrze stoi, bo wiatr nie ma już gdzie wiać. Miasto przewiewne staje się miastem dusznym. Protestujący mieszkańcy, którym odebrano wiatr, i widok z okna nie mają szans z wielkim kapitałem, który zarabia na pozbawianiu nas przestrzeni i widoku. Kiedy patrzymy na anarchię budowlaną mamy wrażenie, ze żyjemy w jakimś trzecio światowym mrowisku, w którym człowiek nie ma już żadnego znaczenia, a jego potrzeby są nieistotne.

Lud, który po wojnie wkraczał do Śródmieścia musi je opuścić, bo centrum jest dla zwykłych ludzi za drogie. Budowniczowie nowej Warszawy nie mogą nawet marzyć o mieszkaniu w centrum, inaczej niż bywało z murarzami, którzy wznosili Stare Miasto, Mariensztat czy MDM. Budowlańcy ściągający z odległych zakątków kraju nocują w kontenerach lud kwaterach gdzie dziesięciu ludzi śpi na piętrowych pryczach w jednej izbie, by po skończonej robocie wracać do siebie na wieś.

Stare zaniedbane kamienice wracają do dawnej świetności tylko jeżeli staną się za pomocą szwindli reprywatyzacyjnych lub po prostu wyprzedaży, własnością prywatnych inwestorów. Wyprzedaż starej, często zabytkowej substancji mieszkaniowej stało się jedyną metodą miasta na restaurację pięknych, starych kamienic. Miasto praktycznie nie remontuje, tylko czeka na właścicieli, którym te domy wyprzedaje albo jak to miało miejsce w ramach reprywatyzacji, oddaje. Skorumpowani urzędnicy bogacą się nie pomiernie oddając to co wspólne osobom prywatnym, które bogacą się niepomiernie bardziej. Nie było dziełem przypadku, że po wymuszonej przez ruch lokatorski specjalnej sesji Rady Miasta ws. reprywatyzacji ówczesna prezydent miasta Hanna Gronkiewicz-Waltz zdymisjonowała kilku wiceprezydentów. Najgorsze jest to, że za rozgrabienie wielomiliardowego majątku miasta nikt nie poszedł siedzieć. Bo to wyraźny sygnał, że za rozkradanie majątku Warszawy nic nie grozi. A ofiary tego procederu, czyszczenia kamienic nie dostały ani grosza odszkodowania choć specjalna powołana w tym celu komisja przyznała odszkodowania, których miasto nie chce wypłacić.

Kolejny rozdział w walce o warszawskie kamienice to walka o dom przy Al. Solidarności, w którym mieści się założony i zbudowany przez śp. Emiliana Kamińskiego Teatr Kamienica. Nie wiedzieć czemu miasto będące większościowym właścicielem nieruchomości sprzedało prywatnemu inwestorowi strychy. W ten sposób wszedł on do wspólnoty mieszkaniowej i robi wszystko, żeby w tym budynku Teatru nie było. Inwestor walczy o wykup budynku, żeby zarobić. Teatr chce odkupić od miasta tę część, którą zajmuje, żeby realizować swoją ambitną misję. Oferuje rozsądną cenę. Ale na interesach z Teatrem nikt nie zarobi, a potencjalny kamienicznik będzie się miał czym podzielić z chciwymi urzędnikami. W konfrontacyjnej rozmowie z ciężko chorym Emilianem Kamińskim „inwestor” miał powiedzieć: „Ja mam czas i pieniądze więc wygram. Ty nie masz pieniędzy ani czasu” Wkrótce potem Kamiński zmarł. A jego zona i syn dalej walczą o przetrwanie Teatru w sercu miasta. Emiliana Kamińskiego, aktora i społecznika ciągano po sądach bo śmiał nazwać mafię po imieniu. Walka trwa, póki teatr gra.


Źródło: Facebook / Piotr Ikonowicz

Najnowsze

Sprawdź również

Pokaż twarz robocie!

Pokaż twarz robocie!

Chińcyki - roboty trzymają się mocno. Są trendy w tym sezonie politycznym. Podobnie też chińskie samochody elektryczne i chińskie nowości AI. Czyli „sztucznej inteligencji”, po angielsku zwanej „Artificial Intelligence”. Zaś Chińczycy często na AI mówią „Shēndù...

Kijów i Berlin mogą ominąć Warszawę

Kijów i Berlin mogą ominąć Warszawę

Polska może pomóc Ukrainie wygrać wojnę, a mimo to przegrać walkę o porządek, który powstanie po jej zakończeniu. Po 2022 roku polska polityka wobec Ukrainy została zdominowana przez ideologiczny entuzjazm. Każdą próbę rozmowy o polskim interesie, gospodarce czy...

Rządy „prawa” czy wielkich korporacji

Rządy „prawa” czy wielkich korporacji

Lekarstwo Pfizera na poprawę ostrości widzenia Firmy z Zachodu przez stulecia korzystały z taniej pracy, tanich surowców, rynku zbytu kolonii. Ale musiały znaleźć sposób na dalszą ich eksploatację, kiedy te odzyskały niepodległość. Zachodni kolonialiści tracili...

Współlokator+ nie ocalił koalicyjnej hipokryzji

Współlokator+ nie ocalił koalicyjnej hipokryzji

Prezydent zawetował ustawę o „osobie najbliższej”. Stało się więc to, co było oczywiste, że się stanie. Nawrocki opowiada bajki o „obronie małżeństwa”, ponieważ jak podkreśla bezustannie „nic, co jest quasi-małżeństwem, nie może liczyć na moje wsparcie”. Krucha jest...

Pokaż twarz robocie!

Legionista z Widzewa

Zanim został bohaterem narodowym Wietnamu, musiał kilka razy uciekać. Pierwszy raz z fabryki w Westfalii. Był tam polskim, przymusowym robotnikiem. Do Niemiec trafił tam z łódzkiej dzielnicy Widzew. Urodził się w rodzinie tkaczy w 1923 roku. W czasie niemieckiej...

Czarnek na dywaniku

Czarnek na dywaniku

Przemysław Czarnek nie został jeszcze premierem, ale już zapowiedział, co zrobi, gdy nim zostanie. Na antenie TV Republika stwierdził, że „zmusiłby na arenie międzynarodowej Ukrainę do radykalnej zmiany kursu wobec Polski i Polaków, nie tylko jeśli chodzi o kwestie...