Renta historyczna i podobne idée fixe

To nowe pojęcie za sprawą Sławomira Sierakowskiego ujrzało światło dzienne, ale miejmy nadzieję, że niedługo pożyje.

 

Zaczynając od podstaw, renta to nic innego jak dochód; może być pewnego rodzaju świadczeniem (inwalidzka, socjalna, rodzinna i inne) albo pochodzić z posiadanego kapitału, np. odsetki od obligacji itp. Znane jest także pojęcie renty feudalnej jako systemu świadczeń na rzecz feudała (pańszczyzna, danina, czynsz).

 

„Rentę historyczną”

eryguje Sierakowski na Onecie przy rozważaniach o aktywnym poparciu Niemiec dla budowy rurociągu Nord Stream 2. Poza względami ekonomicznymi, które podkreśla, uważa ponadto, że liczący się wpływ na taką, nie solidarnościową i prorosyjską, postawę rządu niemieckiego ma liczący się wpływ „rosyjska renta historyczna”. I dalej: „Nie chodzi jednak tylko o gospodarkę. Rosja po II wojnie światowej może liczyć na dodatkowe względy w Niemczech z powodów historycznych. Nad Renem i Szprewą pamięta się, że w II wojnie światowej zginęło 20 mln Rosjan. Nie pamięta się najczęściej, że to wcale nie byli sami Rosjanie, tylko obywatele Związku Radzieckiego i w tych liczbach jest przynajmniej 3 mln Ukraińców służących w Armii Czerwonej. Co nie zmienia faktu, że niemieckie zbrodnie na Wschodzie rzeczywiście należą do najbrutalniejszych, jeśli holocaust potraktować jako osobną kategorię. Zagłodzenie prawie trzech milionów jeńców Armii Czerwonej albo milion ofiar oblężenia Leningradu, to w Niemczech fakty jako tako znane opinii publicznej. Dlatego do dziś trudno jest Niemcom rozliczać Rosję z moralności.”

 

Niewiele w tym rozumowaniu

trzyma się logiki, przede wszystkim nie bardzo wiadomo o jakie niemoralne rosyjskie czyny tu chodzi. Jeśli o aktualny konflikt na Ukrainie, o którym też rozpisuje się autor, to wymyka się on takiej ocenie, będąc głównie skutkiem i wyrazem, znanych dobrze z historii, działań różnych mocarstw o rozszerzanie sfer swoich wpływów. Podobnie, wiązanie projektów businessowych z moralnymi zasadami niewiele ma wspólnego, bowiem w obu sytuacjach nadrzędnym jest określony interes ekonomiczny, polityczny czy też militarny. Sorry Winnetou, ale takimi to zasadami rządzi się świat od wieków.
Równie nietrafnym jest przypomnienie o śmierci milionów Ukraińców, stanowiące kulawe nawiązanie do współczesności. Sierakowski naśladuje tu niejako Grzegorza Schetynę, który w swoim czasie twierdził, że obóz koncentracyjny w Oświęcimiu wyzwolili nie Rosjanie a Ukraińcy – żołnierze 60. armii Pierwszego Frontu Ukraińskiego. Jeden z wykształcenia socjolog, a drugi historyk, ale razem nie wiedzą skąd pochodziły nazwy radzieckich frontów i jakiej państwowej przynależności żołnierze na nich walczyli.
Ale nie to w rozumowaniu Sierakowskiego jest najważniejsze, bowiem próbuje on wytłumaczyć współczesne niemieckie decyzje przeszłością. Powróćmy więc do niej.

 

Kontakty niemieckie z Rosją

datują się zapewne wcześniej niż książę Holsztynu Karl Peter Ulrich von Holstein-Gottorp (wnuk Piotra I) zasiadł w 1762 roku na tronie imperatorów Rosji jako Piotr III Holstein-Gottorp-Romanow. Dotyczyły one niemieckiego handlu, rzemiosła, nowych produktów i wytworów, elementów kultury.
Ale nie tylko w tych obszarach, bowiem wśród małżonek rosyjskich carów były m. in.: przyszła caryca Katarzyna II Aleksiejewna Wielka, urodzona jako Sophie Friederike Auguste von Anhalt-Zerbst w Szczecinie, Aleksandra Fiodorowna, urodzona jako Fryderyka Luisa Charlotta Wilhelmina Hohenzollern – od 1825 cesarzowa Rosji jako żona cara Mikołaja I, i również Aleksandra Fiodorowna, żona ostatniego cara Rosji Mikołaja II, urodzona jako Wiktoria Alicja Helena Ludwika Beatrycze w Hesji-Darmstadt. Władczynie zapewne nie tylko swoje damy do towarzystwa przywoziły do, z niemiecka nazwanego, Sankt Petersburga. Liczące się wpływy niemieckie utrzymywały się też oczywiście poza carskim pałacem, obejmowały szereg dziedzin życia ekonomicznego, politycznego i wielu innych, w zmieniającej się Rosji. I trwały ponad 200 lat, przerywane stosunkowo krótkimi okresami wzajemnych zmagań zbrojnych. Wynikały z bliskości położenia obu państw i wzajemnie czerpanych, pełnymi garściami, korzyści: Niemcy pozyskiwali surowce, ale także osiągali spore korzyści z udziału w modernizacji Rosji, Rosja przede wszystkim to drugie m. in. poprzez dostęp do wysoko kwalifikowanych kadr, nowoczesnych sposobów zarządzania i rozwiniętej zachodniej techniki. I tak to generalnie pozostało po dziś dzień, bowiem zawsze business is business.

 

Wojny kończące się zwycięstwem

jednej ze stron, oznaczały zajęcie przynajmniej części terytorium pokonanego przeciwnika, podbojem i różnym wykorzystaniem zamieszkującej je ludności oraz kontrybucją, czyli daniną pieniężną, narzuconą w traktacie pokojowym państwu pokonanemu, a dawniej opłatą nakładaną przez władcę na kraj przez niego podbity (haracz, trybut, podatek). Możliwy był również liczący się wpływ zwycięskiego państwa na dalsze losy pokonanego. Dzieje tego świata nie znają jednak, tak opisanego przez Sierakowskiego, pojęcia renty historycznej będącej formą państwowej rekompensaty, po wielu latach i ze względów moralnych, za popełnione w czasie minionej wojny zbrodnicze czyny.
I tak również nie jest w obecnych stosunkach pomiędzy Niemcami a Rosją, acz żadną miarą nie można wykluczyć, że – jak mówi Szczepan Twardoch w ostatnim „Newsweeku”: „poczucie odpowiedzialności za Zagładę leży w samym centrum niemieckiej myśli politycznej i definiuje współczesną polityczność tego kraju” – dotyczy ono również zbrodni hitlerowskich Niemiec na wschodzie. Ale to „poczucie odpowiedzialności” nie ma nic wspólnego z poparciem państwa niemieckiego dla businessowego projektu budowy wspomnianego Nord Stream 2.

 

Można by przejść

do porządku dziennego, bez tych wszystkich rozważań nad twórczą inicjatywą Sławomira Sierakowskiego, gdyby nie kilka znaczących względów.
Pierwszym jest niebezpieczeństwo uznania, skądinąd fałszywego wyjaśniania rzeczywistości, za prawidłowy sposób jej oglądu. Za pomocą tej renty historycznej można przecież prowadzić również bardzo aktywne kampanie polityczne, także dotyczące licznych polskich spraw.
Drugim osoba autora, który w polskim dyskursie politycznym zajmuje ważące miejsce, co w konsekwencji skutkować może, iż „renta historyczna” – pisana z cudzysłowem bądź bez – wejdzie nie daj Bóg do politologicznego języka i stanie się sposobem opisu i tłumaczenia pewnych wydarzeń.
Trzecim wreszcie powodem niepokoju, związanego z tym nowym pojęciem, jest fakt, że wpisuje się ono – jak mówi wspomniany Szczepan Twardoch – w umacnianie w Polsce, chorej, fałszywej świadomości, i z tego powodu gnijącej od środka.

 

Zjawisko polskiej chorej świadomości,

znane od wielu lat, przejawia się w oglądzie przeszłości, niedawno minionych wydarzeń, jak też w ocenie współczesności.
Opadł już co prawda pył z bitewnych polemik na temat sposobu uczczenia rocznicy odzyskania Niepodległości, ale warto powtórzyć, że po raz kolejny przedstawiono ją w zidealizowanej formie, pozbawionej głębszej refleksji, nie mówiąc już o przykrej niekiedy dla nas prawdzie. Przypomina ją niemiecki historyk Jochen Böhler w książce „Wojna domowa. Nowe spojrzenie na odrodzenie Polski” cytując m. in. popularną przyśpiewkę grupy naszych żołnierzy w czasie konfliktu polsko-ukraińskiego w latach 1918—1919 oraz w okresie wojny polsko-bolszewickiej w latach 1919-1920:

Słynny z mordów i grabieży
Dziewiętnasty pułk młodzieży.
Lance do boju, szable w dłoń,
bolszewika goń, goń, goń!
Dziewiętnasty tym się chwali:
na postojach wioski pali.
Gwałci panny, gwałci wdowy,
Dziewiętnasty pułk morowy.
Same łotry i wisielce,
to są Jaworskiego Strzelce.
Bić, mordować —
nic nowego dla ułanów Jaworskiego.
Wroga gnębić, wódkę pić, Jaworczykiem trzeba być.

Te szokujące słowa i czyny, które także wiodły nas na drogach ku niepodległości, nie przystające do bogoojczyźnianych obchodów i obrzędów, są obecnie mało znaczącym wspomnieniem z lat minionych, w stosunku do bardzo dziś aktualnej, kolejnej sentencji Twardocha: „Rozumiem ludzi, którzy czują, że po 1989 r. wydarzył się w Polsce jakiś sukces i pokolenie, które tego dokonało, ma prawo uważać, że zrobiło dla Polski coś ważnego. Rozumiem ich rozgoryczenie i gniew, gdy odbiera się ważność i godność ich wyborom, a PiS stara się to robić. Ale rozumiem równocześnie ludzi, którym godność odebrało traumatyczne i nieopowiedziane doświadczenie transformacji, a potem samozadowolenie liberalnych elit po fałszywym końcu historii.”

 

Rzecz w tym,

że historia trwa nadal, i co prawda nie objawia się w historycznej rencie, ale w jakże podobnych politycznych wyobrażeniach i wyborach Polaków, zainfekowanych chorą świadomością, prowadzącą nas wszystkich, tym razem wspólnie, ku samozagładzie.
To nie jest przepowiednia na Nowy 2019 Rok, a tylko ostrzeżenie przed nadchodzącymi kolejnymi, politycznymi wyborami tego roku.

Dzieje tego świata nie znają opisanego przez Sierakowskiego, pojęcia renty historycznej będącej formą państwowej rekompensaty, po wielu latach i ze względów moralnych, za popełnione w czasie minionej wojny zbrodnicze czyny.