Bigos tygodniowy

Powstał nowy tzw. rząd PiS, ale tak naprawdę struktura ta na miano rządu nie zasługuje. To w najlepszym razie Administracyjna Rada Wykonawcza, która w większym jeszcze stopniu niż w poprzedniej kadencji działać będzie na rozkazy i polecenia Przewodniczącego Mało czy Zaplutego Karła Reakcji oraz jego najbliższej kamaryli. Szefem ARW został jak do tej pory Młody Morawiecki.

Na placu Piłsudskiego w Warszawie odbyła się uroczystość z okazji 9 rocznicy 7 miesięcznicy (tak to chyba trzeba liczyć – jak n.p. godzina 12 minut 30?) katastrofy smoleńskiej. Obok sekty smoleńskiej i pisowskich oficjeli na plac przybył też czołg Lotnej Brygady Opozycji pod dowództwem Arkadiusza Szczurka. Czołgiem kierował niepełnosprawny na wózku, odziany w hełmofon. Czołg, mimo, że miniaturowy i z lekkich materiałów wykonany (ale z groźnie i dumnie sterczącą lufą), nie został jednak dopuszczony do pełnej bliskości z uroczystością, choć nie dysponował ostrą amunicją. Jednak pisiorskie media z TVPiS na czele podniosły larum z oburzenia. Andruszkiewicz Adam domaga się „surowego ukarania” wykonawców owego czołgowego rajdu. Jak? Wsadzenia tego niepełnosprawnego do mamra? PiS i reszta prawolstwa wielu być może rzeczy może się nauczyć, ale jednego nigdy, ale to nigdy w życiu nie da rady sobie przyswoić – poczucia humoru, bo do tego niezbędna jest szczypta kultury, a z tym związany jest dystans do siebie i zdolność do nietraktowania wszystkiego dosłownie, wynikająca z umiejętności myślenia abstrakcyjnego. A przecież Jarosław Hasek w „Przygodach dobrego wojaka Szwejka” wykpił wojsko do spodu, a Czechy nadal jakoś istnieją. A poza wszystkim – jaka byłaby wartość wojska, które mogłyby ulec osłabienia przez checheszki? Rzeczywiście musiałoby być wojskiem z tektury i paździerza.

Nawchłaniałem się 11 listopada nacjonalistycznego smogu, jak to trafnie określono, mimo że trzymałem się z dala od tzw. „Marszu Niepodległości”, którego tegorocznym emblematem była zaciśnięta pięść owinięta różańcem jak kastetem. Prawdę mówiąc bardzo to trafny emblemat tego, o czym mówię i piszę od lat i co naprawdę istnieje: polskiego klerofaszyzmu. Uczestniczyłem w warszawskim, pogodnym nieagresywnym, pełnym muzyki marszu antyfaszystowskim, który przeszedł od placu Unii Lubelskiej do placu Trzech Krzyży. Choć jednak szliśmy daleko od tzw. Marszu Niepodległości ryki tłumu „patriotów” i odór dymów z rac stamtąd dochodziły. Wielu tych nagrzanych alkoholem, agresywnych, hałaśliwych patriotów można było napotkać na mieście, na ulicach i w komunikacji miejskiej. PiS dał żulii do ręki „patriotyzm” jako pałkę do wymachiwania i bicia. To pierwszy z historii Polski przypadek, gdy margines społeczny i żulia przejęły rolę awangardą państwowego patriotyzmu. O znacznej części fizjonomii najbardziej aktywnych w tym okropnym Marszu mawiało się kiedyś, że kogoś takiego nie chciałoby się spotkać w ciemnej uliczce. Przez nich od kilku lat czuję się w Warszawie jak w oblężonym mieście. Novum tegorocznym było pewne zdystansowanie się PiS od „Marszu Niepodległości”. Nie pojawił się też Duda Andrzej. No cóż, w zeszłym roku podlizywali się skrajnej prawicy, licząc na jej wyborcze głosy. Dziś, po wejściu do Sejmu Konfederacji już sobie Przewodniczący Mało czyli Zapluty Karzeł Reakcji uświadomił, że wyhodował na własnej karmie Golema, który ich podgryza, a na własnej piersi węża, który ich kąsa.

Przewodniczący Mało czyli Zapluty Karzeł Reakcji wysunął do Trybunału Konstytucyjnego Pawłowicz Krystynę, Piotrowicza Stanisława i Chojnę-Duch Elżbietę. Jak zachowa się Pierwszy Katolicki Maminsynek, Ministrant i Oportunista Rzeczypospolitej – klepnie wskazanych czy też zachowa się tak, jak czasem robią prymusiki-maminsynki? Tacy jak on, urodzeni ministranci, zawsze słuchają Tatusia, Mamusi, Księdza Katechety i Surowego Wujaszka, a później i Żonki-Pieczonki, a rączki zazwyczaj trzymają na kołdrze, ale czasem zdarza im się wymuszone, desperackie przyłączenie do szkolnego wybryku klasowego i od czasu doi czasu idą na wagary. To jest właśnie psychologiczny przypadek Pierwszego Katolickiego Maminsynka, Ministranta Oportunisty Rzeczypospolitej.
Ćwierćinteligent z tytułem profesorskim i w randze wicepremiera-ministra kultury, na dyrektora Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie mianował fanatycznego nacjonalkatola, niejakiego Piotra Bernatowicza, który ogłosił „koniec lewackiej dyktatury w sztuce”. Jednak nie ten policzek wymierzony środowiskom artystycznym godny jest zdziwienia. Godna zdziwienia ( a może już nawet nie?) jest treść i ton reakcji na to ze strony dotychczasowej dyrektorki CSW Małgorzaty Ludwisiak. Dała przykład charakterystycznej mowy nijakiej, pseudobezstronności, niezdolności do huknięcia pięścią w stół i nazwania rzeczy po imieniu. Taką to nijakością, bezbarwnością ideową i oportunizmem elity liberalne oddawały krok po kroku pole społeczne radykalnej, bezwzględnej katoprawicy i klerofaszystom. Podlizywały się jak Stomil i Wuj Eugeniusz Edkowi z mrożkowego „Tanga”, ale on i tak wziął ich za mordę.

Prawolstwo wrzeszczy pod niebiosa z powodu „wojny wytoczonej żołnierzom wyklętym”. Gruba przesada, ale niech się lepiej zastanowią, czy nie oznacza to początku końca biernego społecznego przyzwolenia na trzydziestoletnie zawłaszczanie przestrzeni publicznej tworami „symboliki” bliskiej skrajnym nacjonalistom. Czy ludzie już po prostu nie zaczynają mieć tego dość, po uszy? Podobnie z napadami na księży czy niedawną próbą podpalenia kościoła w Poznaniu. Stanowczo ni e pochwalam takich aktów, ale może ktoś zastanowi się skąd się ta fala wzięła? Czy nie z odreagowywania wieloletniego upokorzenia wynikającego z butnego panoszenia się kleru w sferze życia publicznego? Czy to nie brutalna odpowiedź na kleszą pychę i chciwość? Już fizyka uczy że siła reakcji na bodziec odpowiada sile bodźca. W telewizyjnej pisowskiej Jedynce pokazali 11 listopada film o rotmistrzu Pileckim. Wprost trudno uwierzyć, że można wyprodukować taki piramidalny, tandetny, nieudolny pod każdym względem, paździerzowy, łzawy kicz pseudopatriotyczny.