Bigos tygodniowy

Próba analizy sensu i ewentualnych konsekwencji ruchów Gowina: planu a następnego dnia jego dymisji, to wróżenie z pomieszanych talii kart. Na tę chwilę rozebrać się tego nie da nawet z wódką. Mimo, że Jarosław Obłąkany przeforsował wczoraj głosowanie korespondencyjne, wszystko jeszcze może się zdarzyć, bo nie można przewidzieć dynamiki epidemii, ani być pewnym jak zareaguje Gowin na to, w jakim kształcie pisowska ustawa o głosowaniu pocztowym wyjdzie z Senatu. Jedno tylko jest pewne i jasne jak słońce nachodzącej ciepłej pory roku: doszło do rozszczelnienia (na razie tylko psychologicznego) obozu władzy i ta szczelina już na pewno się nie zasklepi.

Z całą powagą głupoty i bezczelności w jednym, PiS zmieniło z dnia na dzień swoją rolę. Z kilkuletniego „szafarza łask i beneficjów” zmieniło się w twardego „strażnika budżetu”, w „psa ogrodnika”. Odrzucając poprawki opozycyjnego Senatu do „tarczy antykryzysowej”, partia „socjalna” zamieniła się w „cerbera” godnego najtwardszych neoliberałów. Czy to może nie wpłynąć (choć nie od razu) na wizerunek tej partii i na skalę poparcia dla niej? Czy może ona uniknąć rozmagnesowania, które sprawi, że prędzej czy później opuści ją elektorat klientelistyczny, interesowny, rozmaici „rwacze”, dla których PiS miało znaczenie tylko w postaci rządu-hojnej skarbonki? Zaryzykuję hipotezę, że nie uniknie ono tego odczarowania, choć nie nastąpi to od razu. Fanatycy z marszów smoleńskich na Krakowskim Przedmieściu, większość aktywistów „Klubów Gazety Polskiej” i temu podobny element przy PiS zostanie, najbardziej zajadła część kleru także. Ale reszta? W imię czego? I pomyśleć, że rozbujane, pełne zarozumiałości i pychy obietnice PiS jeszcze sprzed kilku tygodni, mają dziś wartość marki polskiej sprzed reformy Grabskiego w 1924 roku – tyle są warte, co papier, na którym je wydrukowano.

Rząd Jego Kaczej Mości ogłosił kolejne obostrzenia. Jedną z ofiar rygorów stały się chrześcijańsko-katolickie Święta Zmartwychwstania Pańskiego zwane Wielkanocą. Po raz pierwszy z dziejach Katolickiej Polski, gdy nawet pod tyranią carów, CK-cesarzy, kaiserów, Hitlera i Stalina jajka na twardo i lukrowaną babkę tudzież mazurki zapijano wódką w gronie rodziny i znajomych, będzie to radykalnie limitowane, podobnie jak wyjazdy na święta do rodziny. Koronawirus zadał też cios tradycyjnym, kameralnym wielkotygodniowym towarzyskim „jajeczkom” w zakładach pracy oraz w rozmaitych zakamarkach i pakamerach. Nie da się ukryć, że uszczerbek na dochodach poniosą też księża katoliccy parafialni. Dlatego Rząd Jego Kaczej Mości chce im ulżyć jak innym przedsiębiorcom. Przy ponurej okazji okazało się, że Kościół to biznes jak każdy inny. „Oto wielka tajemnica wiary – złoto i dolary” – jak nucił jeden z księży w „Klerze” Smarzowskiego. Nucił po pijaku, a więc szczerze.

Głosowanie korespondencyjne jako takie może być oczywiście jedną z równoprawnych form udziału w wyborach, ale po spełnieniu kilku warunków. Nie może odbywać się na pałę, w warunkach ogólnoświatowej pandemii, a przede wszystkim nie może odbywać się w tych warunkach po raz pierwszy, czyli w trybie poniekąd eksperymentalnym, próbnym. Oszalały pęd Jego Kaczej Mości (dalej JKM) do odbycia wyborów w zaplanowanym terminie, to wyraz jego strachu przed kruszejącymi perspektywami politycznymi dla PiS na przyszłość. Stracili Senat, Gowin bryka i w nowej sytuacji wcale nie ma stuprocentowej pewności, że znów „zagłosuje choć nie będzie się cieszył”. Może zechce wykorzystać szansę na jakąś woltę, którą po części oczyści się z grzechu wiernej służby JKM. Jeśliby JKM stracił jeszcze prezydenta, to w warunkach nadchodzącego kryzysu posiadanie rządu jedynie w oparciu o większość sejmową, może być raczej obciążeniem niż zyskiem. I choć Adrian, zwłaszcza w drugiej kadencji mógłby być mniej przewidywalny, to byłby przynajmniej minimalnym zabezpieczeniem. Lepszy bowiem wróbel w garści, niż orzeł na dachu.

„Zamiast gromadzić rezerwy na czas nieuchronnego kryzysu, postanowił pójść w budżetową bulimię”. No i popełnił zbrodnię niemającą sobie równych: „przeznaczył 2 mld zł rocznie na plugawą propagandę w mediach partyjnych: na disco polo, dewocję, Kurskiego, Pereirę, Ogórek, Ziemkiewicza, Rachonia, Ziemca i innych popleczników PiS, typów równych starszym kolegom ze „Stürmera”, czy „Radio TelevisionLibre des MilleCollines”, rozgłośni radiowej w Rwandzie oskarżanej o przyczynienie się do ludobójstwa w tym kraju” – napisał kompozytor Antoni Komasa-Łazarkiewicz. I dodał, odnosząc się do Jego Kaczej Mości: „Ten hazardzista o wyraźnych cechach charakteru rozszerzonego samobójcy, zamiast zamknąć się na jakiejś farmie ze swoimi wyznawcami i zażyć tam cyjanek, postanowił utopić kraj we krwi, skazując na śmierć tysiące swoich własnych wyznawców i łapiąc za twarz i za jaja pozostałych”.

„To oni są klęską żywiołową” (Donald Tusk o PiS).

Jakoś nie słyszałem, by w tej nawalance o wybory, ktoś zwrócił uwagę na to, że dokonanie wyboru korespondencyjnego oznacza złamanie zasady tajności wyborów! Przecież każdy, kto zechce w ten sposób zagłosować musi podać na kopercie swoje nazwisko i adres. A to oznacza, że ujawni to, co w normalnym trybie skrywane jest za kotarą w lokalu wyborczym. Czy nikt tego nie zauważył? Chyba, że się mylę? Ja w każdym razie na warunkach Jarosława Obłąkanego w wyborach udziału nie wezmę.

A poza tym mijają 33 dni od dnia (6 marca) gdy PiS uchwaliło, a Adrian klepnął dwa miliardy złotych na szczujnię TVPiS. A przecież dziś tak bardzo przydałyby się na walkę z epidemią, choćby na maski ochronne.