Bigos tygodniowy

Gaude Mater Polonia! Policja Kamińskiego zatrzymała pielgrzymkę z Łowicza do Częstochowy i ukarała grzywną m.in. proboszcza-organizatora. Pod osłoną nocy pielgrzymi spróbowali wyruszyć ponownie, ale znów zostali zawróceni do zagrody. W jednej chwili utwierdziłem swoją wiarę w Postęp i uwierzyłem, że Cuda się zdarzają.


Stępkowski Olek z syndykatu katolickich fanatyków Ordo Iuris powitał nową I Prezes Sądu Najwyższego publiczną, obleśną obłapką w hallu wejściowym. To po pierwsze niekulturalne, po drugie seksistowskie, po trzecie, w języku mowy ciała, takie obłapianie, to sygnał, że ona jest NASZA. Do tego mętnie odpowiadając na pytania dziennikarzy dopytujących go o chachmęcenie w sprawie usunięcia ze strony internetowej SN listu 50 sędziów do Dudy, Stępkowski potarł nos, co w języku mowy ciała oznacza, że się kłamie. To wszystko razem z pilnymi kwiatami od „Godzilli”- Święczkowskiego Bohdana, które otrzymała nowa I Prezes, niedobrze wróży tej instytucji. Tym bardziej, że Stępkowski Olek, czyli – nie bójmy się tych słów – Ordo Iuris, został rzecznikiem SN. Stępkowski już na wstępie nowej roli zaczął od błaznowania, bo publicznie stwierdził, że wybór na I Prezesa SN „przebiegł pomyślnie dzięki modlitwie”.


Funk tego samego Ordo Iuris miał czelność uczestniczyć w przesłuchaniu przez policję studentów Uniwersytetu Śląskiego, którzy publicznie zdemaskowali panią – pożal się Boże – socjolog, która na wykładach, zamiast wiedzy naukowej, wygłaszała jakieś fanatyczne katolickie brednie o tym, że dzieci matek które używały spiral antykoncepcyjnych, rodzą się „z antenką w głowie”. Pożal się Boże socjolożka czeka na komisję dyscyplinarną, choć sama odeszła już z tej uczelni. No i bardzo dobrze, bo tym samym radykalnie podniosła poziom naukowy UŚ.


Niejaki Ardanowski, pisowski minister rolnictwa, wydał wojnę organizacjom, które wydzierają zwierzęta z rąk zdegenerowanych wieśniaków. „Poczekaj draniu, my cię dostaniem…” („Ballada o Janku Wiśniewskim”).W ostatnim czasie to nie jedyne jego osiągnięcie, bo jak się zdaje wydał też wojnę nauczycielom, uznając że lepiej niż w szkole sprawdzą się na truskawkowych polach oraz dziennikarzom, którzy w jego ocenie wykonując swoją pracę są „nieprzyjemni”, co może zrodzić „nieprzyjemność” z jego strony. Bigos tygodniowy będzie bacznie obserwował poczynania tego funkcjonariusza PiS, których – mając na uwadze jego dotychczasowe dokonania – nie zabraknie.


Wiewiórka Zuzanna, która zakapowała dziewczynę zamierzającą dokonać aborcji farmakologicznej dostała medal o fanatycznego ziobrysty z Ministerstwa Sprawiedliwości Romanowskiego Marcina (kierownictwo MS jest przepełnione podobnymi indywiduami). Teraz konsekwentnie powinna zostać nagrodzona za wzywanie do zabijania lekarzy dokonujących aborcji. Wiewiórka podobno „boi się o swoje życie” z powodu hejtu, jaki na nią spada.


Naocznie miałem okazję przekonać się o Bizancjum, jakie uprawia władza PiS. W zeszłą sobotę Duda Andrzej odwiedził na krótko Iławę i wygłosił krótki spicz nad jeziorem Jeziorak. Później kawalkada aut wioząca jego Ważną Osobę przemknęła nader szybko przez miasto. Naliczyłem 11 (słownie: jedenaście) aut w tym 2 karetki medyczne, o radiowozach nie wspomnę. Zawsze mnie zastanawia, czego Duda Andrzej może się bać w kraju, pełnym miłujących go rodaków?
A’ propos Dudy. „W opisach jego dzieciństwa można znaleźć dzisiejszego prezydenta z jego dewocją, egzaltacją i kabotyństwo” – napisał Witold Bereś w recenzji książki Marcina Celińskiego i Tomasza Piątka „Duda i jego tajemnice”.


Dziwa, dziwa ogłaszają! I dziwa się dzieją takie, że szczypałem się w ramię, by sprawdzić, czy nie śnię. Oto reporter TVN24 wszedł z kamerą do siedziby – bądź co bądź – rządowej dziś radiowej Trójki, a nowy dyrektor stacji, Kuba Strzyczkowski mówił mu do kamery takie rzeczy, jakie były nie do wyobrażenia w tym gmachu od objęcia stacji przez PiS dnia 1 stycznia 2016 roku. Strzyczkowski ostrzegał, żeby do niego nie wysyłano esemesów z poleceniami politycznymi, ani nie dzwoniono z naciskami, bo „ma w telefonie program nagrywający”. Mówił, że Trójka to dziś nawet nie ruiny, lecz „lej po bombie”. Mówił też, że właśnie jemu powierzono dyrekcję, bo „może notowania są gorsze?”. Wszystko to samo w sobie nie byłoby sensacją w normalnej sytuacji, ale że działo się to wszystko „w paszczy lwa” czyli w siedzibie stacji rządowego Polskiego Radia – więc może zrobić wrażenie. Nie widzę innego wytłumaczenia przyczyn takiego zaskakującego myku ( czyli ustąpienia pola, może tylko na krótko), jak to, że afera z Trójką wywołała w kręgach władzy panikę, lęk o utratę kolejnych punktów tak potrzebnych Adrianowi w wyborach.


Do dziś nie jest do końca jasne, czy 16 maja policja spałowała demonstrantów na placu Zamkowym. Wiadomo tylko, że „Mario” Kamiński wydał policji polecenie „działania stanowczego”.


Sasin Jacek (po francusku: Żak Sasę), który jak się zdaje bez trybu wydał z naszej wspólnej kasy lekką ręką blisko siedemdziesiąt milionów na pakiety wyborcze ( nadają się już tylko na makulaturę) został obroniony przez kaczystów przed wotum nieufności. Szumowski jest broniony mimo, że już prawie nie ma dnia bez nowej odsłony afery z nim związanej. Doktryna Kaczelnika, że każda nieuczciwość w PiS będzie „wypalana gorącym żelazem” bierze w łeb, bo chyba uznano, że w tej fazie, przed wyborami prezydenckimi, mogłaby przynieść więcej szkody niż pożytku.


Chińskie przysłowie mówi: „Unikaj towarzystwa tygrysa”. Mimo to sporo tygrysów napotkałem na mej drodze życia. Pierwszym był młody, niesforny tygrysek z dalekowschodniej bajki, który „urwał się” tygrysim rodzicom i wybrał „na gigant”, narażając się na liczne niebezpieczeństwa, z czego miał wynikać ostrzegawczy morał dla młodocianych czytelników. Później była seria „Z tygrysem”, popularna edycja książeczek w mikroformacie, poświęcona różnym spektakularnym wydarzeniom z historii II wojny światowej. Nabywało się je w kioskach „Ruchu” i powstała moda na ich kolekcjonowanie. Z I wojną światową wiązał się przydomek „tygrys”, jakim określano premiera Francji Georgesa Clemenceau. Po kinach chodziła też w tamtych czasach francuska komedia kryminalno-szpiegowska Claude Chabrola „Tygrys lubi świeże mięso”. Jakiś czas później pojawiły się „tygrysy tamilskie”. Jest też rosyjskie określenie: „Tigra jebat eto i smieszno i straszno”. W maju 2020 pojawił się w Polsce „tygrys rozgrzany”. I ten jest chyba najlepszy.