Bigos tygodniowy

Za szalone, homofobiczne wrzaski Dudy oraz pomniejszych Czarnków i Żalków niebawem zapłacimy już nie tylko moralnie i wizerunkowo, ale też finansowo. Były premier Belgii Elio di Rupo wezwał „Komisję Europejską oraz Didiera Reyndersa do zwrócenia się do Rady Europejskiej o uruchomienie artykułu 7 traktatu o UE. Wszelka pomoc europejska powinna podlegać poszanowaniu europejskich wartości i podstawowych wolności”. Wezwał też do zamrożenia unijnych funduszy dla Polski. Jeśli do tej opinii dołączą się inni liderzy unijni, zacznie się ucinanie Polsce unijnych pieniędzy. Swoimi podjudzającymi okrzykami Dudy, Czarnki i Żalki jednocześnie narażają na szwank bezpieczeństwo osób LGBT, zwłaszcza młodych oraz finansowe interesy kraju.


Jeśli zdaniem biskupa Długosza, Mateusz Morawiecki i Łukasz Szumowski to ewangeliści, to trzeba konsekwentnie poszukać jeszcze Jana i Marka. Pierwszym z brzegu Janem z tego kręgu mógłby być Ardanowski, minister rolnictwa, a Markiem – Kuchciński. Jezusa Chrystusa do tej konstelacji znalazł już Robert Biedroń wskazując Kaczyńskiego. Biskup Długosz Antoni występował kiedyś w telewizji w cyklicznym programie katolickim i rysem jego narracji było maksymalne udziecinnienie przekazu. Tu jest może jakiś trop do wyjaśnienia źródeł jego jasnogórskich słów.


Gdy posłowie Szczerba i Joński wybrali się na wizytę kontrolną do Ministerstwa Zdrowia by zajrzeć tam do pewnych dokumentów odnoszących się do działalności SZUMOW-szczyzny, okazało się, że „ktoś” zabrał te dokumenty „do domu”. Posłowie nie uzyskali nawet informacji – kto? W normalnych czasach to skandaliczne zdarzenie byłoby uznane u źródeł za poważny delikt urzędniczy i powód do dymisji co najmniej odpowiedniego dyrektora departamentu, wiceministra, a nawet szefa resortu. Za rządów PiS, to „normalka”, bo ich rządy są, jako się zowie, woluntarystyczne, nie oparte na żadnych regułach, a tylko na widzimisię pisowskich dygnitarzy. Brak słów.


Wobec braku możliwości składnia kolejnych obietnic (bon turystyczny na 500 złotych, to jednak nie to, co gotówka) pisiory czepiły się w kampanii prezydenckiej „kwestii LGBT”. Czepiły się jak rzep psiego ogona, bo widzą w tym szanse ugrania głosów dla Dudy, który ze swej strony dmie w tę samą dudę.


To co wykrzykuje Duda na wyborczych wiecach o „ideologii LGBT”, to jest już jawne wzywanie do segregacji i nienawiści społecznej, a co najmniej przyzwalanie na nią, inspirowanie jej – inaczej tego określić niepodobna. I to jest naprawdę groźne, bo to może realnie skutkować aktami agresji społeczną, na ulicy, w szkole, w każdym miejscu użyteczności publicznej. Czarnki i Żalki dopowiadają to jeszcze ohydniej, mówią o „skończeniu z idiotyzmami o jakichś prawach człowieka” i o tym, że ludzie LGBT, to „nie ludzie” i „nie są równi normalnym ludziom”, tyle że Czarnki i Żalki są szeregowym posłami, a Duda „głową państwa”. ONI naprawdę prowadzą nas do hańby i nieszczęścia. Hańbę już mamy, bo jeszcze nigdy dotąd w ciągu pięciu lat kadencji Adriana, nie wstydziłem się aż tak bardzo za „głowę” państwa, którego jestem obywatelem. Już za granicą piszą o Polsce jak o „parszywej owcy”. Unia Europejska jako bankomat i gest Kozakiewicza w stosunku do europejskich wartości i reguł – oto ideologia i praktyka władzy PiS. Utrzymać się przy władzy na plecach odwiecznej i nieśmiertelnej kołtunerii polskiej – oto ich technika.


Jeśli ustalenia posłów Jońskiego i Szczerby poczynione w Ministerstwie Zdrowia w pełni pokrywają się z faktami, to być może mamy do czynienia z największym, a co najmniej jednym z największych przekrętów III RP. Wobec perspektywy wizytacji posłów w gmachu MZ nie pojawili się: Szumowski, jego zastępcy oraz dyrektor generalna resortu. Propaganda PiS, w tym TVPiS nie dotyka tematu, nawet w trybie polemicznym, bo to za bardzo śmierdzi. Gdyby nie zbliżające się wybory, Kaczor prawdopodobnie kazałby pogonić Szumowskiego i jego kolesi. Jednak w aktualnej sytuacji uznano, że przyznanie się do afery przyniosłoby więcej szkody niż pożytku, więc idą w zaparte.


Bigos tygodniowy z rosnącym zdziwieniem obserwuje (i wysłuchuje)kolejnych wypowiedzi przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia opowiadających o heroicznej walce o maseczki, przyłbice i respiratory za grube, grube miliony liczone nie tylko w złotych polskich. Niestety, póki co, rachunki nie bardzo się zgadzają, co nie zmienia narracji wyżej wymienionych przedstawicieli, którzy z lekką irytacją odpowiadają na pytania dziennikarzy, zgromadzonych codziennie przed gmachem resortu zdrowia. Bigos nieśmiało zauważa, że ta heroiczna walka toczy się nie za pieniądze ministerstwa, ale za nasze, zwykłych Polaków, co nakłada na przedstawicieli MZ obowiązek rozliczenia się w sposób rzetelny z ich wydatkowania. I tego Bigos tygodniowy niecierpliwie oczekuje. Podobnie niecierpliwie oczekuje na rozliczenie wszelkich grantów przyznanych firmom należącym do rodziny Szumowskich, idących w grube miliony. Na mieście wróble ćwierkają, że będzie to trudna robota, bo dotycząca kwoty nie mniejszej niż 140 milionów złotych polskich.


Gdy słyszę histeryczne wrzaski Dudusia i innych Czarnków przeciw edukacji seksualnej w szkole, to widzę i słyszę, że toż to przecież nikt inny, jak Pylaszkiewicz z „Ferdydurke” Gombrowicza. Pylaszczkiewicz, zwany przez kolegów Syfonem, to największy w klasie kujon i pupil nauczycieli. Zawsze przygotowany do lekcji, pilny i zdyscyplinowany Syfon staje na czele klasowych obrońców niewinności. Zgadza się z infantylizującą młodzież rolą szkoły. Jako przywódca „chłopiąt” opowiada się po stronie cnoty i młodzieńczych ideałów. Pylaszkiewicz wraz z innymi chłopiętami-orlętami postanawia nie dać się uświadomić Miętusowi i zachować niewinność. Wyzwany na pojedynek, Pylaszkiewicz dzielnie walczy za pomocą wzniosłych, szlachetnych min i gestów. Jego wzniesiony w górę palec wygrywa ze szpetnymi grymasami przeciwnika, jednak Miętus podstępnie go pokonuje i brutalnie uświadamia metodą „gwałtu przez uszy”. Uświadamiany wbrew swej woli, Pylaszkiewicz śpiewa rozpaczliwie: „W górę serca! Proponuję, abyśmy tu natychmiast ślubowali, iż nigdy nie zaprzemy się chłopięcia ani orlęcia! Nie damy ziemi, skąd nasz ród! Ród nasz od chłopięcia i dziewczęcia się wywodzi! Ziemia nasza to chłopię i dziewczę! Kto młody, kto szlachetny, za mną! Hasło – młodzieńczy zapał! Odzew – młodzieńcza wiara!”. I intonuje na nutę „Marsza Sokołów” podniosłą pieśń: „Hej, bracia chłopięta, dodajcie mu sił, by ocknął się z martwych, by powstał, by żył!”. I tak oto literatura sprzed 83 lat dogoniła życie polskie w 2020 roku.