Flaczki tygodnia

„Pies” pana prezesa obszczekał polskich euroentuzjastów, a czołowy intelektualista PiS porównał Unię Europejską do hitlerowskiej i stalinowskiej okupacji. Dwie głupie wypowiedzi medialnych cyngli pana prezesa Kaczyńskiego sprawiły, że krajowe media, ich Komentariat i polskie elity polityczne zatańczyły w rytm wystukiwany przez panów marszałka Terleckiego i przewodniczącego Suskiego. Idiotyzm mediokracji znów wygrał z merytokracją.

Pan prezydent Duda nie znalazł czasu aby spotkać się z panią kanclerz Merkel. Nie szukał go specjalnie, bo ponoć poczuł się urażony. Bo zaproszenie na spotkanie nie przyszło wystarczająco wcześnie. Bo chciał pokazać swą dumę i głębokie poczucie narodowo- katolickiej suwerenności. W Warszawie złośliwcy rechoczą, że pan prezydent nie znalazł czasu, bo cały czas czeka, przebierając nogami, na zaproszenie od pana prezydenta Bidena. Publiczne już obiecując mu weto wobec „Lex TVN”. Ale prezydent Biden, w przeciwieństwie do pani kanclerz Merkel, dopiero rozpoczyna swe urzędowanie. Ma dużo czasu na to, aby znaleźć chwilę czasu na spotkanie z bezdecyzyjnym politykiem.

Pani kanclerz Merkel nie będzie już kierować Niemcami, ale dalej pozostanie osobą tam, i w Unii Europejskiej też, wielce wpływową. Pan prezydent Duda po zakończeniu swej kadencji będzie miał prezydencką emeryturę.I szansę na przewodniczenie Unii Szkółek Narciarskich. Odrzucenie przez pana prezydenta niemieckiego zaproszenia to zwyczajne działanie na szkodę polskich interesów. A także swojej małżonki – pani Agaty. Miałaby przecież możliwość rozmowy w języku Goethego. I to z bardzo inteligentną osobą. Gatunkiem rzadko występującym w jej obecnym otoczeniu.

Kiedy pan „Pies” wspólnie z panem Suskim ujadali na Unię Europejską, czyli na nas też, w Warszawie protestowali pracownicy służby zdrowia. Chcą reform polskiej służby zdrowia.I pieniędzy rzecz jasna. Pan premier Morawiecki przyjął wobec nich postawę gentlemana. On o pieniądzach nie rozmawia.

Nie chce też o nich gadać pan minister Niedzielski. Pieniędzy nie ma, powtarza,choć ten rząd pieniędzy nie skąpi na katechetów w szkołach, urzędach, wojsku i policji, na szczujnię TVP SA, na „gruntowanie cnót niewieścich”, na podwyżki pensji dla klasy politycznej, na kosztowne i mało użyteczne inwestycje jak przekop Mierzei Wiślanej,Centralny Port Komunikacyjny, elektrownia węglowa w Ostrołęce, odbudowa Pałacu Saskiego, wojna hybrydowa z reżimem Łukaszenki, z Czechami o elektrownię Turów i z Unią Europejską o praworządność.

Elity PiS stawiają płoty i bariery. Z drutu kolczastego i mentalne. Nie wiedzą one, lub nie chcą wiedzieć, że wszystkie imperia w historii, zawsze były różnorodne narodowo, religijnie i kulturalnie. Rzym miał jednolity system prawny,dominujących bogów, rzymskie elity polityczne, państwową armię i sieć dróg, ale miasto Rzym i imperium były mozaiką narodowości, kultur i bóstw. Uważane dziś za najbardziej suwerenne państwo – Stany Zjednoczone Ameryki Północnej jest produktem masowych emigracji. Dawnej i tej współczesnej. W 2021 roku szacowano, że W USA mieszka prawie 333 miliona ludności. Wśród nich hiszpańskojęzyczni Latynosi stanowią już około 70 milionów, czyli ponad jedną piątą ludności. A grupa określana jako Azjaci już około 30 milionów. Niecałe 10 procent ludności. Czarnoskórych Afroamerykanów „Flaczki” nie doliczają, bo przecież oni są od dawna w USA u siebie. Za to Polsce zaś grozi upadek, kiedy przyjmie kilka tysięcy uciekinierów z Afganistanu i Iraku.

Od trzech dekad w całej Europie Środkowo- Wschodniej notuje się niską płodność i brak poziomu zastępowalności. W naszej Europie wskaźnik dzietności wynosi 1,4 dziecka na kobietę. W Europie Zachodniej osiąga 1,8 dziecka. I też nie gwarantuje rozrostu „substancji narodowej”. Na całym świecie wzrost zamożności społeczeństwa przynosi obniżenie poziomu dzietności. Najłatwiej zobaczyć to w Chinach. Tam pomimo kilkutysięcznej tradycji wielodzietności, pomimo zlikwidowania barier w posiadaniu dzieci, poziom dzietności nie wzrósł radykalnie. Chinki nie chcą rodzić dzieci, choć mają lepsze warunki ku temu niż Polki.

Wszystkim, którzy nie chcą się skupiać jedynie na bom motach panów Suskiego i Terleckiego, „Flaczki” podsuwają do czytania niedawno opublikowaną przez Grupę Wydawniczą Foksal książkę Nadava Eyala „Rewolta”. Poświęconą zaburzeniom dotychczasowego globalnego ładu. Wszelkim „izmom”. Populizmom, fundamentalizmom, nacjonalizmom, globalizmom, ekstremizmom. Wojną handlowym, kryzysom migracyjnym i klimatycznym. Autor jest izraelskim, dobrze ustosunkowanym reporterem. Potrafi patrzeć z dystansu małego, ale silnego i aktywnego państwa.

Polecamy książkę Nadava szczególnie polskim narodowym katolikom zapatrzonym w pana ministra Czarnka. Zwłaszcza przytoczone przez Nadava analizy Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Dotyczące poziomów dzietności. Analizy poważne, bo w Izraelu problem dzietności, zwiększenia żydowskiej substancji narodowej jest uważany za priorytetowy. Otóż ci żydowscy mędrcy współpracujący z najlepszymi uczelniami i klinikami w USA, po wieloletnich,przekrojowych badaniach spermy mężczyzn reprezentujących „kraje zachodnie”, zauważyli niepokojące zjawisko. Ilość plemników z „zachodniej spermie” spadła w ostatnim czterdziestoleciu o połowę!
Związane to jest ze szkodliwym wpływem chemikaliów, pestycydów, śmieciowego,przemysłowego jedzenia,palenia papierosów, otyłości. A przede wszystkim stressów. To stressy powodują, że sperma ludzi „zachodu” staje się coraz bardziej nieefektywną. W przeciwieństwie do wyluzowanych, żyjących bliżej natury mieszkańców Afryki. To Afryka pozostanie za kilkadziesiąt lat jedynym kontynentem z wysokim przyrostem naturalnym.

Polityka prowadzona przez PiS oparta jest na stałym wywoływaniu konfliktów, strachów, antagonizmów. Co daje uboczny efekt w postaci wzrostu stressu wśród Polaków. A to skutecznie zabija plemniki w ich narodowo- katolickiej spermie. I tu jest ten pies pogrzebany. Tu mamy rozwiązanie zagadki: Dlaczego Program 500 + nie zwiększył dzietności Polek i Polaków.

Bo pan prezes Kaczyński jedną ręką rozdaje nam nasze pieniądze, a drugą stresuje nas. Morduje nasze plemniki, czyli najmłodsze pokolenie potencjalnych Polaków.