24 listopada 2022

loader

Flaczki tygodnia

Flaczki tygodnia

GadzinowskiTrbuna

”Macie krew na rękach” i „Ani jednej więcej”. Pod tymi hasłami demonstrowano w sobotę w kilkudziesięciu miastach w Polsce. Protestując przeciwko zeszłorocznemu orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego zaostrzającego zakazy aborcji. Efektem tego nieludzkiego wyroku była śmierć pani Izabeli z Pszczyny,bo lekarze za długo zwlekali z przerwaniem jej patologicznej ciąży.

„Flaczki” popierają sobotnie hasła i demonstrantów. Dumne są,że demonstrowały także ich dzieci. Dumne są z nich i cieszą się, że dzieci wyrosły na ludzi. Na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku „Flaczki” też protestowały przeciwko katolskim fundamentalistom zakazującym kobietom prawa do decydowania o ich macierzyństwie. Pod hasłami „NIE dla piekła kobiet”. Teraz protestują młodsi. Inaczej, ale ciągle przeciwko katolickiemu zamordyzmowi.

„Macie krew na rękach” demonstranci kierowali do sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Celnie nazwanego przez Ludwika Dorna „Trybunałem kuchennym”, bo kieruje nim kucharka pana prezesa Kaczyńskiego. Kompletowana przez niego jako „jego odkrycie towarzyskie”. Bo jest ona kobietą, która nie tylko potrafi gotować tak jak pan prezes lubi, ale też konwersować z nim! Nic dziwnego, że osoba o tak rzadkich cnotach niewieścich została mianowana przez jaśnie pana prezesa kierowniczką Trybunału. Ukradzionego nam przez elity PiS.

W czasach swej rewolucyjnej młodości „Flaczki” czytały książkę „Państwo a ewolucja” napisaną przez Lenina na krótko przez bolszewicką rewolucją. Jest tam passus, który zrobił medialną karierę. Zwłaszcza kiedy był przekręcany. Lenin na początku 1917 roku pisał, że po rewolucji proletariackiej nawet owa przysłowiowa sprzątaczka, albo kucharka, czyli osoba z najniższych warstw społecznych, będzie mogła aktywnie uczestniczyć w rządzeniu państwem. Ale warunkował to wcześniejszą edukacją owych „kucharek”. O czym zwykle cytujący Lenina nie wspominają.

„Flaczki” nie wiedzą czy pan prezes Kaczyński czytał książkę Lenina. Na pewno stosuje praktykę zalecaną przez niego. Po swojemu niestety. Dlatego swą ulubioną kucharkę postawił na czele Trybunału Konstytucyjnego. Aby zredukowała jego działania do roli „Trybunału kuchennego”. Gotującego wyroki wedle smaku i zleceń jaśniepana.

Zatem hasło „Macie krew na rękach” powinno być kierowane nie do trybunalskich kucharek, tylko do jaśniepana. To on firmuje obecny autorytarny system rządzenia. On jest dla rządzących Polską elit PiS niekwestionowanych źródłem ich prawa i ich sprawiedliwości.

Drugą instytucją z krwią na rękach jest polski kościół kat. To on ideologicznie uzasadnia nieludzkie prawa stanowione przez rządzącą większość parlamentarną PiS. Dlatego „Flaczki” po raz kolejny apelują o głosowanie przeciwko kandydatom PiS i katolickiej Konfederacji. Trzeba nie tylko chodzić na marsze, trzeba też chodzić na wybory. A już teraz apelujemy o powszechny bojkot polskiego kościoła kat. Wyjątkowo zdegenerowanej moralnie instytucji. Trzeba przestać chodzić do kościołów. Nie korzystać z usług kościoła kat. Z ich pogrzebów, ślubów, chrzcin, lekcji religii, kolęd.

Po raz pierwszy w sondażu CBOS notowania PiS spały poniżej 30 procent. To niesłychane, bo zwykle w notowania CBOS, uważanej za firmę prorządową,wyniki PiS bywały zawyżone. Teraz notowania PiS spadają, opozycji jeszcze nie rosną, rośnie za to odsetek niezdecydowanych. Elity PiS wiedzą, że w przyszłych wyborach nie osiągną już wyniku gwarantującego samodzielne rządy. Wiedzą,że opozycja może przejąć jej wyborców centrowych. A Konfederacja chce głosów prawicowych, narodowo- katolickich radykałów. Dlatego elity PiS zaczęły ścigać się z Konfederatami o pozyskanie tych radykałów. Zaostrzyły prawo antyaborcyjne, blokują restrykcje wobec zarażających covidem anty szczepionkowców, eksponują swe przywiązanie do polskiego kościoła kat. Stąd pomysły aby dodatkowo ukrzyżować orła z godła naszego państwa, wprowadzić obowiązkowe lekcje religii, uczynić z przedmiotu „Wiedza o społeczeństwie” kolejną wersję kato katechezy. Wszystko aby pozyskać kato radykałów dla siebie, bo ich głosy mogą zadecydować o zdolności PiS do przyszłej, prawicowej koalicji rządzącej.

W Polsce nie mamy szczęścia do świąt narodowych. Ich obchody, zamiast łączyć wszystkich w wspólnotowej radości,zmieniają się w kłótnie i uliczne napierdalanki. Dzielące, i tak już skonfliktowane, społeczeństwo. Tak jest ze Świętem Niepodległości. Wyznaczonym lizusowsko na na dzień 11 listopada.

Problem w tym, że wtedy Polska nadal była pod zaborem i okupacją armii niemieckiej. Warszawą nadal zarządzała Rada Regencyjna, kolaborująca z Niemcami, przy pomocy administracji niemieckiej. Cóż zatem przełomowego wydarzyło się 11 listopada 1918 roku, aby czcić go pierwszym dniem Niepodległej?

Wtedy to komendant Józef Piłsudski został przywieziony specjalnym pociągiem z Magdeburga do Warszawy. Aby stanął na czele tworzącego się wojska polskiego. Rok wcześniej Deutsche Bahn zorganizowało podobny przejazd ze Szwajcarii do Rosji grupie rewolucjonistów z Leninem na czele. Bo władze niemieckie liczyły, że spotęgują oni panujący tam chaos,co osłabi rosyjską aktywność na froncie wschodnim. Komendant Piłsudski w 1918 roku rokował nadzieję na opanowanie w Polsce chaosu, dzięki czemu ewakuacja niemieckiej armii z Rosji miała przebiegać bez zakłóceń.

W II Rzeczpospolitej rocznicę przyjazdu pociągu Deutsche Bahn z Komendantem w środku świętowali jedynie piłsudczycy. Do 1926 roku prywatnie. Rangę święta państwowego nadano mu dopiero ustawą w 1937. Miało upamiętniać odzyskanie niepodległości, zakończenie I wojny światowej i zmarłego w 1935 roku marszałka Piłsudskiego. Do czasu wybuchu II wojny światowej obchodzono je tylko dwa razy.

Podczas niemieckiej i radzieckiej okupacji świętowanie 11 Listopada było zakazane. Dlatego czczono je konspiracyjnie. To sprawiło, że „piłsudczykowskie” święto stało się ogólnonarodowym. Celebrowano je w wojsku „londyńskim” na Zachodzie i korpusie generała Berlinga maszerującym z Armia Czerwoną. W 1944 roku w Lublinie urządzono paradę żołnierzy ludowego Wojska Polskiego, a potem polscy i radzieccy notable wzięli udział w uroczystych nabożeństwach. W 1945 roku zniesiono je na rzecz nowego, lipcowego święta Odrodzenia Polski. Przywrócono je, jeszcze w Polsce Ludowej, 15 lutego 1989 roku.

Od kilku lat piłsudczykowskie święto przejęli neoendecy i neofaszyści. Zwalczani kiedyś przez Piłsudskiego i jego świtę. Naziole uczynili z niego swe Święto Nienawiści. Dzień marszu, bójek, pożarów i strat.

Dlatego „Flaczki” proponują zamienić je na Święto Deutsche Bahn i zaprosić Niemców na wspólny Marsz Niepodległości. Przecież 11 listopada 1918 roku to oni podstawili Piłsudskiemu tamten pociąg do niepodległości.

Piotr Gadzinowski

Poprzedni

Najważniejszy jest głos PANA

Następny

Sadurski na dzień dobry