Ministrowie uciekają

Szef resortu zdrowia opuścił stanowisko, gdy nie widać końca pandemii, a szef dyplomacji – kiedy za wschodnią granicą Polski trwają największe od lat protesty społeczne i ścierają się interesy wielkich graczy.

To staje się już smutną tradycją rządu Morawieckiego – jego ministrowie porzucają swoje posterunki właśnie wtedy, kiedy potrzeba ciężkiej pracy i stabilnego przywództwa.

Pogrążyły go maseczki?

Łukasz Szumowski odszedł, nie doczekawszy się drugiej fali pandemii, krótko po tym, gdy padło kilka kolejnych dziennych rekordów liczby zakażeń, a lekarze coraz głośniej alarmują, że służba zdrowia skupiona na walce z koronawirusem ma coraz mniej sił na inne – przecież wciąż istniejące – choroby.

„Gazeta Wyborcza” spekuluje, że Szumowskiego ostatecznie pogrążyła afera z zakupem maseczek za pośrednictwem znajomego instruktora narciarskiego. Były już szef resortu zdrowia krótko przed ogłoszeniem swojej dymisji rozmawiał z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą. Czy usłyszał „propozycję nie do odrzucenia” – dymisja albo zarzuty, bo śledczy dotarli do kolejnych kompromitujących ministerstwo okoliczności tamtej transakcji?

Niezależnie od tego, jak było, Szumowski zapewnia, że pozostawi resort w dobrych rękach – tymczasowo pokieruje nim Waldemar Kraska – i w dobrym stanie.

– Udało się ufortyfikować Polskę w walce z wirusem. Zbudowaliśmy mury obronne. Stworzyliśmy zaplecze do testowania pacjentów oraz laboratoria, które są niezbędne do tego, aby odbierać wyniki testów. Do tego powstały szpitale jednoimienne – mówił minister „Super Expressowi”, przekonując, że druga fala pandemii zostanie zatrzymana.

Szumowski dodał, że nie znika z życia publicznego. Będzie nie tylko praktykował jako lekarz w klinice w Aninie, ale też pozostanie w Sejmie.

Uprzedzał, że odejdzie

Z kolei Jacek Czaputowicz jeszcze w lipcu niedwuznacznie dawał do zrozumienia, i premierowi, i opinii publicznej, że zamierza odejść ze stanowiska.

– Minister wcześniej stwierdził, że po wyborach prezydenckich jest dobry moment na zmianę na czele polskiej dyplomacji oraz wyraził przekonanie, że jego następca będzie kontynuował dotychczasową linię i sprzyjał dalszemu umocnieniu pozycji Polski na arenie międzynarodowej – to komunikat MSZ. Co do kontynuowania dotychczasowej linii wątpliwości raczej nie ma. Jednak moment odejścia Czaputowicza absolutnie nie przysłuży się umacnianiu – czy raczej ratowaniu – międzynarodowej pozycji Warszawy.

U najbliższego sąsiada Polski na wschodzie nastąpił długotrwały kryzys, w którego rozwiązanie powinni zaangażować się poważni gracze międzynarodowi, działający na jak najszybsze uspokojenie sytuacji. Polska, po początkowych deklaracjach, że działać będzie w kierunku porozumienia w sąsiednim państwie, usztywniła swoje stanowisko, ogłaszając ustami opozycyjnego polityka białoruskiego – Walerija Cepkały o stworzeniu funduszu dla poparcia strajkujących robotników białoruskich przedsiębiorstw oraz o gotowości pomocy dla białoruskich uchodźców poprzez uproszczenie formalności na polsko-białoruskiej granicy. Sam Cepkało, zagrożony aresztowaniem na Białorusi, schronił się początkowo w Kijowie, by przybyć do Warszawy. Tu też dołączyła do niego żona Wieranika, jedna z bliskich współpracownic Swiatłany Cichanouskiej.
W narracji Aleksandra Łukaszenki Warszawa zaczęła występować jako główny manipulator, popierający, czy wręcz nakręcający protesty Białorusinów, nie tylko za sprawą przyjmowania opozycjonistów, ale też wspierania antyłukaszenkowskich mediów i ich twórców. NEXTA, animator kanału w aplikacji Telegram, który wzywa do protestów i na żywo relacjonuje ich przebieg, przebywa przecież w Polsce.

O tym, że rezygnacja Czaputowicza została wybrana w fatalnym momencie mówił też Radek Sikorski: -„To fatalny moment na rezygnację ministra spraw zagranicznych. Polska powinna teraz przewodzić Europie w sprawie kryzysu na Białorusi” – stwierdził były minister spraw zagranicznych i obrony. Zastanawiał się również, czy – niezależnie od wcześniejszych wypowiedzi Czaputowicza – jego dymisja nie wynika z różnic w podejściu do białoruskiego kryzysu między ministrem a kierownictwem PiS.
Wypada w tym miejscu zauważyć, że przewodzeniem to raczej myślenie życzeniowe – na razie Rosja rozmawia ze wszystkimi w Europie, tylko nie z Polską, co dobrze podsumowuje złe wybory w polskiej polityce wschodniej.

Czy rząd się sypie?

Rekonstrukcję gabinetu Morawieckiego zapowiadano po wakacjach. To, że ministrowie odchodzą jeszcze wcześniej, w ocenie części opozycji jest dowodem na bardzo ostre walki frakcyjne za fasadą Zjednoczonej Prawicy. W siłę rosnąć miałaby grupa związana ze Zbigniewem Ziobrą, ta sama, która zainspirowała kolejne ataki na społeczność LGBT i ostrą reakcję policji na jej demonstracje.

– Rząd Morawieckiego zaczyna się sypać, nikt nie chce czekać do tzw. rekonstrukcji gabinetu – skomentował na Twitterze Dariusz Rosati, polityk Koalicji Obywatelskiej.