Mistrz megalomanii

Premier Mateusz Morawiecki osiągnął mistrzostwo Europy w konkurencji megalomańskich przechwałek. Jego wiekopomne osiągnięcia mają jednak miejsce nie tylko na odcinku krajowym, lecz także w skali międzynarodowej a przynajmniej, póki co, europejskiej.

Tak bowiem, jak zauważa szewc Fabisiak, wynikałoby z jego oficjalnych enuncjacji odnoszących się do ubiegłotygodniowego szczytu Unii Europejskiej. Otóż pan premier oświadczył, iż w efekcie tegoż szczytu polska polityka w stosunku do Białorusi stała się polityką Unii. Dlaczego? Ano dlatego, że to Polska, oczywiście ustami swojego premiera, naciskała na wprowadzenie sankcji wobec naszego wschodniego sąsiada. Zatem, jak wnioskuje szewc Fabisiak, gdyby nie Morawiecki, to cała Unia nadal trwałaby w bezradnym impasie zupełnie nie wiedząc jak się w tej kwestii zachować.

Wprowadzone w końcu na unijnym szczycie antybiałoruskie sankcje mają wyłącznie symboliczne znaczenie. Dotyczą one bowiem ok. 40 osób z białoruskiej administracji, którym zakazano wjazdu na teren UE oraz zablokowano zagraniczne konta bankowe. Tak jak gdyby owi funkcjonariusze pałali nieodpartą chęcią podróżowania sobie po Europie i trzymali swoje oszczędności w europejskich bankach. Sankcje te nie objęły samego Aliaksandra Łukaszenki, co jest logicznie zrozumiałe. Skoro Unia nie uznaje go za prezydenta, co wyraźnie powiedział czołowy unijny dyplomata Josep Borrell, jak również potwierdził Parlament Europejski, to tym samym jest on osobą prywatną jak choćby szewc z Homla, kolega Fabisiaka po fachu. Jednakże decyzja o zastosowaniu owych niby sankcji nie była bynajmniej, jak twierdzi Morawiecki, efektem polskich starań nie wnikając w to czy były ona właściwie ukierunkowane, lecz przełamaniem oporu ze strony Cypru uzależniającego sankcjonowanie Białorusi od przyjęcia analogicznych decyzji wobec Turcji z którą ma na pieńku z powodu tureckich poszukiwawczych wierceń na obszarze morskim, który Cypr uważa za swój a Turcja wręcz przeciwnie. W końcu przyjęto kompromisowy wariant zawierający jedynie ostrzeżenie o możliwości zastosowania wobec Turcji sankcji, gdyby nadal plądrowała sobie sporne akweny. Unia obchodzi się z Turcją trochę jak z jajem. Pod presją Cypru formułuje ostrożne ostrzeżenia w kwestiach nadających się do mediacji, natomiast nie grozi sankcjami mimo tego, że skala politycznych represji jest w Turcji niebotycznie większa niż na Białorusi. Być może dlatego, że Turcja wciąż czeka w kolejce do członkostwa UE zaś Białoruś może zostać wciągniętą w unijny krwiobieg dopiero po zmianie władzy – snuje domysły szewc Fabisiak.

Oprócz megalomanii premier Morawiecki umie od czasu do czasu błysnąć niewiedzą. Jego zdaniem, USA i Kanada czekały na sygnał aż Unia Europejska zacznie mówić w sprawie sankcji jednym głosem – czyli jak wynikałoby z poprzednich enuncjacji głosem Mateusza Morawieckiego – aby je nareszcie wprowadzić. Otóż nie, panie premierze. Kanada wespół z już pozaunijną Wielką Brytanią wprowadziły podobne restrykcje wobec białoruskich oficjeli na dwa dni przed szczytem UE nie czekając na brukselski sukces polskiego premiera. Owo faktograficzne potknięcie nie zostało zauważone przez światowe agencje informacyjne. Podobnie jak szumie prezentowany w kraju plan Morawieckiego dotyczący pomocy ekonomicznej dla Białorusi zakładający wsparcie dla małych i średnich firm, otwarcie jednolitego rynku UE dla białoruskich przedsiębiorców, wprowadzenie ruchu bezwizowego oraz funduszu stabilizacyjnego. Według jego słów program ten spotkał się z uznaniem ze strony szefującej Komisją Europejską Ursuli von der Leyen. Premier Morawiecki snuje też plany o wciągnięciu doń instytucji międzynarodowych takich jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy Bank Światowy i Europejski Bank Inwestycyjny nie dostrzegając tego, że tego typu projekty uzgadnia się z władzami danego kraju czyli w tym przypadku z rządem podporządkowanym nieuznawanemu prezydentowi. Mimo to wydawałoby się, że na temat takiego planu będą głośno trąbić światowe media. Jednak nic z tych rzeczy. Wręcz przeciwnie, w oficjalnym komunikacie Rady Europejskiej mówi się jedynie o tym, że Rada sugeruje Komisji Europejskiej przygotowanie planu ekonomicznego wsparcia dla demokratycznej Białorusi – czyli po obaleniu Łukaszenki. Więc jak to w końcu jest, Unia przyjęła plan Morawieckiego czy dopiero będzie pracować nad jakimś innym? – dopytuje szewc Fabisiak.