Nasz prezydent

25 paź 2019

Czy Senat w rękach opozycji zatrzyma PiS? A może nowy Prezydent?

Utworzenie Senatu w 1989 roku było powrotem do kształtu polskiego parlamentu z okresu II Rzeczypospolitej. Ale już pierwsze kadencje tej izby przekonały znaczną część polskiego społeczeństwa, że była to decyzja błędna. W 2005 roku w sondażu Biura Badania Rynku i Opinii Estymator aż 62 proc. respondentów opowiedziało się za likwidacją Senatu. Taki postulat zgłaszali zarówno politycy Platformy Obywatelskiej jak i Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
Tak pisałem o Senacie w czerwcu tego roku na łamach Trybuny. Również moje doświadczenie sejmowe potwierdzało tezę, że kosztująca rocznie ponad 100 milionów złotych izba wyższa parlamentu nie ma racji bytu. W ciągu czterech lat bytności w Sejmie tysiące razy miałem styczność z poprawkami wprowadzanymi do ustaw przez Senat. Problem w tym, że 99 procent poprawek dotyczyło kropek, przecinków, innego szyku zdań lub ewidentnych błędów w ustawach uchwalonych przez Sejm. Kilku dobrych prawników i legislatorów by wystarczyło – taka była moja ocena. Tymczasem dzisiaj na Senat zwrócone są oczy milionów Polek i Polaków.

Rządzą rządzący

Marginalizacja roli Senatu ma swoje uzasadnienie. Od wielu lat większość w Senacie miały te ugrupowania, które miały również większość w Sejmie. Największą ilością senatorów dysponowała rządząca od 2001 roku koalicja SLD-Unia Pracy. Było ich aż 75. Również koalicja PO-PSL nie miała problemów z większością w Senacie. W latach 2007-2011 Platforma i ludowcy mieli w sumie 60 mandatów w Senacie, a w latach 2011-2015 nawet 65 mandatów. Podobnie Prawo i Sprawiedliwość. Podczas swoich pierwszych rządów, PiS wraz z koalicjantami dysponował 59 mandatami senatorskimi, a w kończącej się właśnie IX kadencji 60 mandatami.
Rządząca w Sejmie większość nigdy nie oczekiwała od Senatu ani „refleksji”, ani „zadumy”. W żargonie parlamentarnym mówiło się, że ustawę trzeba „przepuścić” przez Senat. Gdy zaś ustawa była pilna, pilnując przy tym, by senatorom nie przyszło do głowy wprowadzanie poprawek. Bez poprawek ustawa prosto z Senatu trafiała na biurko prezydenta.
Zgodnie z art. 118 Konstytucji Senatowi przysługuje inicjatywa ustawodawcza. W trakcie mojej czteroletniej kadencji senatorowie korzystali z tej możliwości ponad 100 razy. W ostatniej kadencji – o połowę rzadziej. Trudno jednak oczekiwać, że PiS pochyli się nad projektami przygotowanymi przez opozycyjnych senatorów. Czy wobec tego Senat, w którym większość ma opozycja, jest w stanie zatrzymać PiS?

Zatrzymać PiS

Każda ustawa po uchwaleniu przez Sejm trafia do Senatu. Senat ma trzy możliwości. Może uchwalić odrzucenie ustawy w całości. Wprowadzić do ustawy dowolną liczbę poprawek – również zmieniających diametralnie pierwotny kształt projektu. Lub pozostawić projekt w niezmienionym kształcie. W dwóch pierwszych wypadkach projekt ustawy wraca z powrotem do Sejmu.
W Sejmie do odrzucenia senackich poprawek potrzebna jest większość bezwzględna. To oznacza, że ilość głosów przeciw poprawce musi być większa niż suma głosów za poprawką i głosów wstrzymujących się. Taka sama większość jest wymagana do odrzucenia senackiej uchwały o odrzuceniu ustawy w całości. Taką większość PiS w Sejmie ma. I z pewnością wykorzysta ją, by odrzucić każdą inicjatywę Senatu nie będącą po myśli Jarosława Kaczyńskiego.
Dodatkowo twórcy Konstytucji z 1997 roku zadbali, by w sytuacji gdy w Senacie rządzi opozycja, nie doprowadzono do paraliżu państwa. Artykuł 121 Konstytucji daje Senatowi 30 dni na uporanie się z projektami ustaw, które trafiły z Sejmu. W przypadku projektów uznanych za pilne – tylko 14 dni. Jeśli w tym czasie Senat nie podejmie decyzji, obowiązującą staje się wersja projektu uchwalona przez Sejm.

Debata

Konkluzja jest prosta: większość opozycyjna w Senacie nie zablokuje destrukcyjnych działań Prawa i Sprawiedliwości. Sejm – opanowany przez PiS – w dalszym ciągu będzie traktowany przez rządzących jak „maszynka do głosowania”. Dlatego głównym zadaniem Senatu stanie się przywrócenie debaty parlamentarnej. Szczególnie że – pisałem też o tym w czerwcu – Senat (podobnie jak Sejm) dysponuje możliwością przeprowadzania wysłuchań publicznych. Pozwalających uspołecznić proces legislacyjny i dających możliwość wypowiedzenia się ekspertom.
Nawet jeśli w ostatecznym rachunku dorobek Senatu zostanie zniweczony przez posłuszną Kaczyńskiemu większość sejmową, jedno jest pewne. Ekspresowe stanowienie prawa i jego psucie na jedno kiwnięcie palca Kaczyńskiego lub Ziobry nie będzie możliwe. To dlatego PiS tak walczy o Senat. Posuwając się nawet do kwestionowania wyników wyborów.

Przeliczenie

Pisząc ten tekst w środę, nie wiem jaka będzie decyzja sędziów Sądu Najwyższego dotycząca protestów złożonych przez Prawo i Sprawiedliwość. Ale jestem zdania, że licząc na powtórne przeliczenie głosów w sześciu okręgach – PiS się przeliczył. Dziennikarze Onetu przyjrzeli się bliżej głosom nieważnym w tych okręgach. Bo po wyborach samorządowych w 2014 roku, kiedy to liczba nieważnych głosów była rekordowa, wprowadzono do kodeksu wyborczego zapis dotyczący kwalifikacji tychże głosów w protokołach powyborczych. Najwięcej głosów nieważnych nie miało na karcie wyborczej zaznaczonego żadnego kandydata. Tu nie sposób mówić o jakimkolwiek „fałszerstwie”. Zdecydowanie mniej było kart wyborczych ze skreślonymi dwoma lub więcej kandydatami – to te głosy są teoretycznie „podejrzane”.
Onet podliczył, że w skali kraju ponad 72 proc. nieważnych głosów było pustymi kartkami, a tylko niespełna 28 proc. kartami do głosowania z podwójną (lub większą) liczbą skreśleń. Według dziennikarzy Onetu, gdyby nawet wszystkie karty do głosowania z podwójnymi skreśleniami zaliczyć na poczet głosów przegranego kontrkandydata, niewiele by to dało. Z sześciu zakwestionowanych przez PiS okręgów, jedynie w okręgu koszalińskim mogłoby to coś zmienić. Co? Tego nie wiemy. Bo w tym okręgu, oprócz kandydata PiS-u i kandydata popieranego przez KO (Stanisława Gawłowskiego), startował również Krzysztof Berezowski, będący kandydatem niezależnym. I zebrał zaledwie 1700 głosów mniej od kandydata PiS-u. Więc i on mógłby być beneficjentem tych rzekomo „sfałszowanych” głosów.
Jeden z komentatorów zwrócił uwagę, że zgoda Sądu Najwyższego na powtórne przeliczenie głosów miałaby trudne do przewidzenia konsekwencje w przyszłości. Zwłaszcza podczas przyszłych wyborów samorządowych. Tam bowiem w wielu wypadkach kandydaci wygrywają lub przegrywają nieznaczną ilością głosów. I protesty wyborcze żądające powtórnego liczenia głosów mogłyby iść w tysiące.

Trzecia kratka

Zupełnie na marginesie trwającej dyskusji o takiej, a nie innej liczbie głosów nieważnych, można zadać pytanie. Dlaczego wyborcy – w tym wypadku wyborcy senatorów – oddają tysiące głosów nieważnych. Odpowiedź wydaje się prosta. Lista kandydatów do Senatu jest z reguły bardzo krótka. Zawiera dwa lub trzy nazwiska. Zmuszając tym samym wyborcę – pod rygorem oddania głosu nieważnego – do wybrania któregoś z nich. Może warto zastanowić się nad dodaniem jeszcze jednej kratki. Opisanej jako „żaden z wymienionych”. Redukując tym samym liczbę głosów nieważnych. A przy okazji pokazując rzeczywiste poparcie startujących kandydatów.

Pakt senacki

Większość opozycji w Senacie nie powinna zaskakiwać. Przecież w wyborach do Sejmu opozycja też zebrała więcej głosów niż PiS. Spośród 18,5 mln wyborców, na Prawo i Sprawiedliwość głos oddało tylko nieco ponad 8 mln wyborców. Na opozycję (zaliczając do niej Konfederację i mniejsze komitety) – ponad 10 mln głosów.
Swoje zrobił również tak zwany pakt senacki, którego zadaniem było wytypowanie wspólnych kandydatów dla całej opozycji w każdym okręgu. Niestety, nie wszędzie to się udało. W Toruniu senatorem mógł zostać Jerzy Wenderlich. Zabrakło mu 5 tys. głosów. A tymczasem Józef Lewandowski – kandydat partii o nazwie Polska Lewica – zebrał prawie 10 tys. głosów. Tak, tej samej partii Polska Lewica, która próbowała zablokować w sądzie utworzenie wyborczego porozumienia SLD, Wiosny i Razem.
Polska Lewica okazała się „koniem trojańskim” Kaczyńskiego również w Jeleniej Górze. Startujący tam jako trzeci, Kazimierz Klimek – kandydat Polskiej Lewicy – walnie przyczynił się do zwycięstwa kandydata PiS-u. Który zebrał o 1200 głosów więcej niż Jerzy Pokój – kandydat uzgodniony w ramach paktu senackiego.
Już na przykładzie tych dwóch okręgów widać, że przewaga opozycji w Senacie mogła być większa. W Łodzi też starło się dwoje kandydatów z grona opozycji: wiceprzewodnicząca SLD, kandydatka wspólnej opozycji, Małgorzata Niewiadomska-Cudak oraz startujący jako kandydat niezależny, były szef NIK Krzysztof Kwiatkowski. Tym razem, mimo rozłożenia się głosów opozycji, mandat nie trafił w ręce Prawa i Sprawiedliwości. Wygrał Krzysztof Kwiatkowski – zdobywając 5 tys. głosów więcej od kandydata PiS-u.

Nasz prezydent

Zdobycie większości przez opozycję w Senacie to dopiero przyczółek na drodze do odsunięcia ekipy Jarosława Kaczyńskiego od władzy. Porozumienie opozycji – powstanie Koalicji Europejskiej przed wyborami do Europarlamentu i Paktu senackiego przed wyborami so Senatu – to właściwy kierunek. Choć i tu i tam nie obyło się bez potknięć. W maju w Koalicji Europejskiej zabrakło Wiosny Roberta Biedronia i Lewicy Razem Adriana Zandberga. W wyborach do Senatu w kilku okręgach w bratobójczej walce starli się kandydaci antypisowskiej opozycji. Takie błędy trzeba wyeliminować w kolejnych wyborach. Prezydenckich.
Senat może jedynie utrudnić destrukcyjne działanie PiS-u. Prezydent może je zablokować. Bo PiS nie ma w Sejmie 276 posłów, by móc odrzucać prezydenckie weta.
W tym roku opozycja już dwa razy zdobyła więcej głosów od Prawa i Sprawiedliwości. W wyborach do Europarlamentu i w wyborach parlamentarnych. Przegrała z D’Hondtem – metodą liczenia głosów premiującą zwycięską partię. W wyborach prezydenckich nie ma D’Hondta. Wygra kandydat lub kandydatka, która zdobędzie najwięcej głosów. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby był to ktoś z opozycji.

 

Najnowsze

Sprawdź również

„Nie ma jak w domu”

„Nie ma jak w domu”

Pod takim hasłem w dniach 17–19 lipca 2026 r. odbyła się 44. Łemkowska Watra w Zdyni – jedno z najstarszych i najważniejszych wydarzeń kulturalnych społeczności łemkowskiej w Polsce. Od ponad czterech dekad Beskid Niski staje się miejscem spotkań Łemków z kraju i z...

Nawrocki chce znów bezzębnej PIP

Nawrocki chce znów bezzębnej PIP

Prezydent Karol Nawrocki zaskarżył część reformy PIP do Trybunału Konstytucyjnego. Dlatego, że jak domagały się związki zawodowe, powinna być ostrzejsza względem nadużyć ze strony zatrudniających? Wręcz przeciwnie. Domaga się jej osłabienia i ogarniczneia...

Pożegnanie z Jackiem M.

Pożegnanie z Jackiem M.

Z prezydentem Krakowa najdłużej pełniącym swoją funkcję nie sposób rozstać się szybko. To po prostu niemożliwe. Choć formalnie Jacek Majchrowski przestał być prezydentem ponad dwa lata temu, nadal jest punktem odniesienia – zwłaszcza w specyficznej sytuacji, w jakiej...

Politycy walczą o wpływy, kurierzy o przyszłość

Politycy walczą o wpływy, kurierzy o przyszłość

Rozeszli się, a może się nie rozeszli. Morawiecki z ekipą został wyrzucony czy sami odeszli. Mówią, że lewacy dramatyzują, ale wszystkie inby w lewicowych grupkach są niczym w porównaniu z tymi łzawymi spektaklami na prawicy. W dodatku temat został podchwycony i...

Sprzedamy „tanio” – za 700 tysięcy…

Sprzedamy „tanio” – za 700 tysięcy…

Spółka Skarbu Państwa PKP S.A. oferuje na swojej stronie sprzedaż nieruchomości głównie mieszkaniowych, usytuowanych w różnych miejscowościach, które przedstawia jako „tanie”. Choć niektóre z cen faktycznie nie wydają się w obecnych realiach wygórowane, to wśród ofert...

Współlokator+ nie ocalił koalicyjnej hipokryzji

Współlokator+ nie ocalił koalicyjnej hipokryzji

Prezydent zawetował ustawę o „osobie najbliższej”. Stało się więc to, co było oczywiste, że się stanie. Nawrocki opowiada bajki o „obronie małżeństwa”, ponieważ jak podkreśla bezustannie „nic, co jest quasi-małżeństwem, nie może liczyć na moje wsparcie”. Krucha jest...