O Mirosławie Dzielskim

Działaczu opozycji w PRL,

dzisiaj zapomnianym, warto wiedzieć i pamiętać, bo w swoich poglądach i działaniach prezentował odmienną, acz realną drogę polskich przemian.
Na łamach lewicowych pism rzadko pojawiają się postacie opozycjonistów, o których wyrażane są pozytywne opinie. Jedną z niewielu był Karol Modzelewski, głównie za sprawą jego odważnej krytyki polskiej transformacji oraz skutków działań postsolidarnościowych rządów, ale również za otwartość prezentowanych poglądów idącą w parze z chłodną oceną historyka. Wielką estymą cieszył się Aleksander Małachowski, także Jan Strzelecki ze swoim PPS-owskim rodowodem, czasem ktoś z Klubu Krzywego Koła i Jacek Kuroń, który swe ideały zmieścić musiał w ministerialnej posadzie, połączonej z charytatywnymi akcjami.

Do tych postaci

Bronisław Łagowski dołączył ostatnio Mirosława Dzielskiego („Przegląd”, 4.11.2019) pisząc m. in. „Programem Dzielskiego było skierowanie zainteresowań opozycji na zagadnienia ekonomiczne, co dawało nadzieje na zepchnięcie nurtu rewolucyjnego [w „Solidarności” i politycznej opozycji – S.T.] na dalszy plan….Przewagę zdobyli ludzie o mentalności bolszewickiej, jak ich z małą przesadą określano, których celem było (i jest) karanie i poniżanie ludzi biorących udział w odbudowie Polski, w jej uprzemysłowieniu, w rozszerzeniu edukacji na całe społeczeństwo… Na ugrupowania „opozycji demokratycznej” patrzył pod tym kątem: które z nich będzie czysto polskim bolszewizmem, a które chce walczyć o prawo i wolność.” I jeszcze bardzo ważne: „Uważał on, że przeciwnik komunizmu może wchodzić w porozumienia z ludźmi aparatu władzy, ale zdradą jest czynienie ustępstw ideologii komunistycznej.”
Przywołuję słowa Profesora gdyż jako ówczesny redaktor naczelny partyjnej „Gazety Krakowskiej”, a więc ten z aparatu władzy, miałem okazję spotykać się z dr Dzielskim kilkukrotnie. Zbędne jest, z oczywistych powodów, potwierdzanie słów Łagowskiego, a to co poniżej stanowi jedynie ich dokumentację.
„Gazeta Krakowska” o problemach ekonomicznych i gospodarczych, tych w skali makro i mikro, dotykających często bardzo boleśnie każdego dnia i każdego jej czytelnika, pisała wiele i równie krytycznie. Jesienią 1987 toczyła się w Polsce, a więc i na łamach „GK” ożywiona dyskusja, spory i dywagacje na temat planowanego II etapu reformy gospodarczej. W ostatnich dniach października bądź pierwszych listopada spotkałem się w redakcji z Mirosławem Dzielskim, który zaproponował druk na naszych łamach opinii Krakowskiego Towarzystwa Przemysłowego na temat programu realizacyjnego II etapu reformy gospodarczej. Była to dla nas sytuacja niewątpliwie wyjątkowa, ze względu na inicjatywę spotkania i publikację głosu właśnie tego stowarzyszenia, bowiem tworzyła zaczyn do dalszych kontaktów i kolejnych, otwartych, ważnych tekstów. Wiedziałem, że Dzielskiego zaliczano do kręgów opozycyjnych ale byłem także przekonany, że sukces reformowania gospodarki nie może się udać bez jak najszerszego udziału, poparcia, a najlepiej współpracy wszystkich możliwych sił i środowisk w kraju. Wychodząc z takich właśnie przesłanek przyjąłem tekst obiecując, że po zapoznaniu się z nim dam odpowiedź. Nie byłem oczywiście jedynym w redakcji jego czytelnikiem, a w zgodnej ocenie kierownictwa gazety „Opinia KTP” niewątpliwie zasługiwała na druk.
Pojawiły się jednak problemy, na razie tylko o charakterze technicznym; tekst był bardzo obszerny i nie mieścił się żadną miarą w skromnym sześciokolumnowym środowym wydaniu, a w zamyśle autora powinien zostać opublikowany jak najszybciej. Zadzwoniłem do Dzielskiego i poprosiłem o skrócenie materiału, a w odpowiedzi usłyszałem: „To proszę, niech pan redaktor go przytnie”. Na to nie mogłem przystać obawiając się, w tym szczególnym przypadku, możliwych niezręczności, negatywnych opinii i przeróżnych komentarzy. Dokonał tego w redakcji współautor tekstu.

4 listopada pisaliśmy:

„Zamieszczane streszczenie (uzgodnione z Zarządem KTP) opinii towarzystwa traktujemy jako artykuł dyskusyjny i nie we wszystkim podzielamy opinie Autorów. Tekst publikujemy, gdyż w naszym przekonaniu podejmuje on wiele ważkich problemów i niewątpliwie przyczynia się do dalszej edukacji ekonomicznej nas wszystkich.”
Oto jego skromny fragment: „Krakowskie Towarzystwo Przemysłowe z satysfakcją wita przedłożony przez rząd Program Realizacyjny Drugiego Etapu Reformy Gospodarczej. Program ten, podobnie jak przemówienie sejmowe premiera Messnera z dnia 12 października z 1987 roku, dowodzi, że władze polityczne zmierzają do osiągnięcia dalszego postępu w kierunku wprowadzenia w Polsce gospodarki rynkowej […] Na szczerość intencji władz wskazuje umożliwienie przez cenzurę otwartej, publicznej debaty gospodarczej na łamach prasy, w radiu i telewizji…”.
Publikacja nie wywołała uwag czujnej na ogół cenzury, żadnych zastrzeżeń nie zgłosił Wydział Propagandy KC PZPR, ale miejscowi obrońcy „świętego ognia” i owszem. Padły liczne pretensje o druk i krytyczne komentarze ze strony pionu ekonomicznego Komitetu Krakowskiego PZPR. Moją odpowiedzią była propozycja zamieszczenia tekstu polemicznego, ale nigdy go nie opublikowaliśmy, bo takowy nie powstał. Nie była to jedyna wypowiedź Mirosława Dzielskiego w „Gazecie”, a 27 listopada ukazał się w niej artykuł Zbyszka Satały i Edka Wąsika „Reforma to ostatnia szansa dla Polski”, którego tytuł, jak okazało się za niecałe dwa lata, należał do samospełniających się przepowiedni.

Później bieg historii przyspieszył,

kolejne spotkania stron rządowej i opozycyjnej, po nieudolnej i nieudanej próbie reformowania polskiej gospodarki, nie dotyczyły wspólnego rozwiązania tej kwestii, a udziału w politycznej władzy. Sytuacja oczywiście była w tym czasie już inna, co nie zmienia faktu, że zaprzepaszczona została przez obie zantagonizowane strony szansa na polsko-polskie porozumienie. Niemałą w tym zasługę, a może jeszcze większą, miały ugrupowania „opozycji demokratycznej” z czysto polskim bolszewizmem, czyli solidarnościowi fundamentaliści, którzy uznawali, że żaden układ z ówczesną władzą jest dla nich nie do przyjęcia.
Dramatyczny apel autorów z ówczesnej „Gazety Krakowskiej” o reformie gospodarczej jako o ostatniej szansie dla Polski wydaje się dziś tylko propagandowym zawołaniem. Przecież jest nadal Polska, i to w wielu sferach lepsza od tej poprzedniej, która musiała odejść wyczerpawszy swoje rozwojowe możliwości w zakreślonych ideologicznie granicach i byt polityczny w nowym układzie sił na świecie. Ale także tracąc szansę na wzrost w kontekście globalnego postępu technologicznego oraz legitymizację wobec obywateli stanem spraw materialnych i publicznych. Ten proces był nieunikniony ale jego przebieg i koszty mogłyby być inne, a więc i nasza współczesność odmienna.
Rzecz dotyczyła bowiem (i nadal jest aktualna) elementarnej dla każdego narodu zasady, jak uważał Dzielski „prawa i wolności”, co w konsekwencji oznacza demokrację z jej naturalnym poszukiwaniem w miarę bezkonfliktowych społecznie rozwiązań, niosących w sobie nie walkę a szacunek dla innych, ku dobru wspólnemu. I te nauki filozofa, działacza opozycji demokratycznej z czasów PRL są aktualne nadal w naszej dzisiejszej rzeczywistości.
Z Dzielskim, po raz ostatni widziałem się 7 sierpnia 1988 roku w Domu Polonii w Krakowie podczas poufnego spotkania Józefa Czyrka z grupą krakowskich opozycjonistów.

W styczniu 1989 roku

Mirosław Dzielski wyjechał na stypendium do Stanów Zjednoczonych, z powodu choroby pozostał tam na leczeniu. Zmarł 15 października 1989 roku w Bethesda. Dziś w Krakowie upamiętniają Go dwie tablice, jest też ulica jego imienia ale, jak pisał Bronisław Łagowski, „pozostawił wielu przyjaciół, ale niewielu kontynuatorów swojego sposobu myślenia.”

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *