Pan minister „Jojo”

– Jeżeli ten mandat zdobędę, to nie po to, żeby za przeproszeniem, „za jedno euro gonić sukę do Brukseli” – w ten nieco wyszukany sposób pan Joachim Brudziński, obecnie minister spraw wewnętrznych, opisał sens swojego kandydowania w wyborach do PE.

Otóż, zapewnia on, nie kwestie finansowe motywują go do ubiegania się o mandat europosła, a chęć doskonalenia siebie, zdobywania niezbędnego międzynarodowego doświadczenia, żeby jeszcze lepiej służyć krajowi i być jeszcze skuteczniejszym politykiem…
Nie wiedzieć czemu, ale jakoś to tłumaczenie nie przekonało odbiorców. Zwłaszcza „suka goniona do Brukseli” była całkowicie niezrozumiała i zupełnie nie pasowała do lejącego się z pana ministra patriotycznego patosu.
– Przepraszam, ale jest takie powiedzenie – dopowiedział więc pan Brudziński. To „powiedzenie” – objaśniał dalej, dotyczy tzw. „europosłów dietetycznych”, którzy robią wszystko, tylko żeby nabijać swoją kabzę.
– Nie ma takiego powiedzenia. Ja się z tym nigdy nie spotkałem, odpowiedział zapytany o nieszczęsną „sukę gonioną do Brukseli” pan prof. Jerzy Bralczyk.
Pan minister Brudziński sięgnął więc po wyjaśnienie ostateczne – postanowił powiedzieć prawdę:
– To wszystko przez sunię (golden retriever) mojego przyjaciela Marcina, która dzisiaj w nocy w Szczecinie się szczeniła, a ja byłem myślami razem z nim. To jego pierwsze szczenięta…
„Goniona do Brukseli suka”, „posłowie dietetyczni” „sunia” i jej malutkie golden retrieverki, służba krajowi… Pomieszanie z poplątaniem!
Ale nie dziwmy się, każdemu by się pomieszało, gdyby mu przyszło – jak panu ministrowi, żyć w kilku światach na raz. Panu ministrowi akurat pomieszały się języki. Głównie język polityki, który posługuje się obecnie i język potoczny, który przyswoił sobie w młodości.
W świecie języka potocznego istnieje określenia: „gonić furę do…”. Jest to zwrot używany przez kierowców – na ogół ciężarówek i wozów dostawczych, ale nie tylko. Używa się go dajmy na to przy zawieraniu transakcji na przewóz samochodem czegoś skądś dokądś. Np:
– Panie, za takie pieniądze, to mi się fury gonić nie opłaca…
„Suka” – to z kolei radiowóz (samochód policyjny) albo więźniarka (samochód do przewozu więźniów).
„Suki” (niczym „fury”) też można „gonić” w różne miejsca i w różnym celu – po pizzę dla urzędnika z MSW, albo do pilnowania domu policyjnego prominenta…
Tyle, że z kolei tak rozumiana „suka”, to określenie rodem z grypsery. Znaleźć ją można w Słowniku Tajemnych Gwar Przestępczych (Klemens Stępniak, Wydawnictwo Puls, Londyn 1993).
Wiosek z tego językowego śledztwa wynika więc taki, że języka nie oszukasz. Sposób wymowy, charakterystyka głosu, ale też słownictwo, sposób formułowania myśli, polemik, są jak linie papilarne. Nie wyprzesz się. Wystarczy na chwilę zdjąć rękawiczki, albo zwolnić hamulce kontrolne i wszystko staje się jasne… Panu ministrowi chyba właśnie to się przydarzyło, wszystko się ponakładało i pokićkało: obecne obowiązki i niezbędny do ich pełnienia smar patrioto-ideolo, młodość chmurna i durna, no i chęć nawinięcia publiczności sreberka na uszy… Przepraszam – nie sreberka. Malutkich, słodkich golden retrieverków.