Przysłowiowo rodzinny Duda

Postanowiliśmy się przyjrzeć o co chodzi, w trzech zadaniach wypowiedzianych przez prezydenta RP.

„Żeby państwo było silne, musi dbać o rodzinę, a rodzina musi być oparta na swoim najważniejszym fundamencie: na tradycji. Musimy go strzec i nie możemy narzucić sobie pseudo nowoczesności w tym zakresie. Wiemy, co pozwoliło nam przetrwać najtrudniejsze momenty w naszych dziejach: rodzina, która miała dzieci, wychowywała je w polskości” – wykrzykiwał w Jędrzejowie Andrzej Duda.
Żeby zrozumieć o czym mówi, wypada sięgnąć do tego co stanowi clou tradycji. Znaczy do mądrości pokoleń przekazywanej w formie odwiecznych prawd – do polskich przysłów ludowych. Dzięki nim można się przekonać, że prezydent wie o czym mówi. Postępy „pseudo nowoczesności” poczyniły wszak olbrzymie spustoszenia w społecznej świadomości.
Jak inaczej można zinterpretować fakt, że policja w tamtym roku dostała ledwie ok. 65 tys. zgłoszeń o biciu kobiet przez swoich facetów. Nawet gdyby przyjąć za socjologami, że na policję trafia tylko co dziesiąty przypadek spuszczenia babie łomotu, to i tak wyszłoby, że tradycyjnych wartości rodzinnych przestrzega ledwie 650 tys mężczyzn. Niepomnych widać wielowiekowej tradycji mówiącej, że „gdy chłop baby nie bije, to jej wątroba gnije”. Nie ma zatem miłości w polskiej rodzinie. Gdyby była, jak nakazuje odwieczny przykaz stanowiący, że „kto się czubi, ten się lubi”, to wpierdol partnerce winno przecież spuszczać jakieś 15 milionów facetów.
Polscy mężczyźni zapomnieli już, że „babska droga: od pieca do proga”? Nie pamiętają, że wedle tradycji „złe gospodarstwo, gdzie kądziel przewodzi nad mieczem”? Mamusie i babcie nie nauczyły współczesnych mężczyzn, iż „ani na wsi, ani w mieście nie wierz niewieście”?
Współczesne pokolenia nie są chyba jednak „wychowywane w polskości”. Gdyby było inaczej, to nie miałyby żadnych praw. Choćby dlatego, że dla każdego jasnym być powinno, że „baby mają długie włosy, a krótki rozum”. Dzięki czemu „nim się baba uszpili, chłop przejdzie pół mili”. Nie wspominając już o tym, że „co mąż zbierze workiem, to żona wyniesie garnkiem”.
„Pseudo nowoczesność” zatriumfowała na tyle, że niewielu stosuje się do wyniesionej z domu prawdy „ożeń syna, kiedy zechcesz, a wydaj córkę, kiedy możesz”. A to dlatego, że „jak się córka urodzi, to jakby się siedmiu złodziei do komory podkopało”.
Tradycja ma się źle i w kwestii posiadania i wychowania dzieci. W tamtym roku wpierdol – według policyjnych statystyk- dostało tylko 12 tysięcy nieletnich. I nawet gdyby to przemnożyć razy dziesięć, to spośród kilku milionów małoletnich, tradycyjnej polskości w wychowaniu zaznał ułamek z nich. Tradycja zaś mówi jasno, że „kto folguje rózdze, nienawidzi syna swego, lecz kto go miłuje, ustawnie ćwiczy”. Gdyby, komuś tej historycznej wiedzy było mało, to winien się wsprzeć wskazaniem płynącym tak z tradycji jak i z nieba. Wszak „różdżką Duch Święty dziateczek bić radzi, różdżka bynajmniej zdrowiu nie zawadzi”.
Andrzej Duda w gloryfikowaniu tradycyjnej rodzinnej polskośći popadł przy okazji w konflikt z faktami. Tradycja nie każe mieć licznego potomstwa, a wręcz przeciwnie. Powiedzenie „dał Bóg dziecko, da i na dziecko”, od zawsze wyrażało raczej sarkazm niż nadzieję. Ludowa prawda była inna, i wyrażała się słowami „kto ma pszczoły, ma miód- kto ma dzieci, ma smród”. Naród mawiał też – nie bez sensu – „ubogiemu dzieciątko, bogatemu cielątko”.
Jeśli jednak się progenitura komuś przytrafiła, to jej rola sprowadzała się do niebycia, bo „dzieci i ryby głosu nie mają”. Pseudo nowoczesne partnerstwo jednak i w tej działce robi tradycji wbrew. Jak dziś rodzic, posiadacz komórki, może sprostać narodowemu wezwaniu „jeszcze tego nie było, by jajko kurę uczyło”, kiedy to właśnie latorośl zna się na elektronicznym badziewiu lepiej?
Statystyki dotyczące pracowitości Polaków, pokazują niestety, że i tu pseudo progresywiści są górą. Nie wyssaliśmy z mlekiem matki, tego, co nakazuje bycie Polakiem. Opieprzania się znaczy. Nie trafiło nam do przekonania twierdzenie „praca nie zając, nie ucieknie”. Większość społeczeństwa nie wierzy też w prawdziwość sformułowania „pracuj, a garb ci sam wyrośnie”. Ani nawet w to, że „rób a rób, zarobisz na grób”.
Całkiem inaczej rzecz się ma z narodowym etosem spożywania alkoholu. Duda na tym polu może być dumny z rodaków. Znów zaczęliśmy dbać o tradycję, w związku z czym spożycie procentów rośnie. Naród wie bowiem, że „aniołowie pijanych na rękach swych noszą”. Oraz to, że „nic tak dobrze nie przenika jak gorzałka do przełyka”.
Zdrowotność społeczeństwa wskazuje, że w tym aspekcie tradycja narodowa podupada. Pseudo nowoczesność wygrywa ze staropolska prawdą, iż „lepiej zjeść i odchorować niż się miałoby zmarnować”. Lewactwo notuje też sukcesy w nihilistycznej koncepcji higieny. Jakże urągającej staropolskiemu przekonaniu, że „świnia się nie myje – i żyje”.
Przyrodzona nam ponoć tolerancja i gościnność kwitną jak zwykle, w myśl przysłowia „gość i ryba trzeciego dnia cuchną”. Bycie Polakiem od zawsze stanowiło dla Polaka nobilitację. Przynależność do innych nacji – wręcz przeciwnie. Stąd mamusie wpajały dzieciom „nie udawaj Greka”. Postponowały jes słownie by „nie nosiło ich jak Żyda po pustym sklepie”. Przestrzegały przed słuchaniem intelektualistów, twierdząc, że to „austriackie gadanie”. I raz tylko jeden stawiały nie Polaka za wzór, co prawda skrupulatności, ale zawsze. Mówiły przecież „kochajmy się jak bracia, liczmy się jak Żydzi”. Oczywiście wspomniane braterstwo w kontekście międzynarodowym też występowało, ale mało kto widać słów babci, że „jak świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi bratem” słuchało, o czym świadczą miliony naszych pracujących i mieszkających dziś za Odrą., i Piszczek z Lewandowskim też.
Gloryfikujący tradycję, prezydent na pewno jest dumny, z wielowiekowych wartości polskich, z dziedziny poczucia prawa i sprawiedliwości. Wie, że naród wychowany w myśl tezy, że „lepiej dać kije stu niewinnym jak puścić płazem jednemu winnemu”, jest świadom tego iż, „jak się chce psa uderzyć, kij się znajdzie”. W swojej zbiorowej mądrości Polacy już dawno orzekli, że „bardziej to ludziom smakuje, czego prawo zakazuje”.Wie, że tolerancyjność w tym zakresie nie ma sobie równych, bo „na tym cała sztuka, kto kogo oszuka”. A ponieważ przy okazji Polacy wyznają tezę „dwóch głupich: jeden, co daje, drugi, co nie bierze”, to Duda wciąż może sobie spokojnie robić zdjęcia nawet z ministrem Szumowskim.
Wszak szacunek do władzy winniśmy mieć w genach. To w DNA pobrzmiewają bowiem takie mądrości jak „jedz chleb z każdą warzą, a rób, co ci każą”, z nieprzemijajacą tezą „co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie”.
Gdyby przyjąć, że przysłowia są mądrością narodów, to zdać by się mogło, że Polacy są mądrzejsi inaczej. Tymczasem z punktu widzenia prazydenta tak nie jest. Jeżdzi zatem po kraju i świecie opowiadając bzdury o rodzinie, dzieciach i tradycji. Ma świadomość, że stoją za nim miliardowe transfery socjalne. A jak stanowi stare polskie przysłowie „kto pieniądze ma, temu duda gra”.