8 sierpnia 2022

loader

Pytania, pytania … (cz. II), stan wojenny -„ popłynęły… krople polskiej krwi”

CD33 6.12.2001 warszawa gen.wojciech jaruzelski fot.witold rozbicki

„Historia jest cenna, nie tyle przez swe pamiątki, co przez nauki i doświadczenia”

                                gen. Wojciech Jaruzelski

Poprzednią część kończyłem refleksjami o groźbie interwencji sąsiadów, zakresie naszej suwerenności i zachętą Pana Redaktora do jednoznacznej aprobaty oceny Generała, że to władza w latach 1980-81 miała „rację aktualną, sytuacyjną, pragmatyczną”.

Kopalnia Wujek  tragiczny aspekt stanu wojennego

Mówił Pan Redaktor – „przy wszystkich tragicznych aspektach stanu wojennego, ofiary kopalni Wujek i lepiej, że był to stan wojenny …że skończyło (się)… stoma ofiarami a nie stoma tysiącami ofiar”. Skłania tym do zastanowienia się nad ogólnymi i szczegółowymi „aspektami stanu wojennego”, przynajmniej niektórymi, charakterystycznymi.

Ofiary stanu wojennego, sprostowanie.

Generał w wyjaśnieniu złożonym przed Sądem(„Ostatnie słowo”, Wyd. Comandor 2008) powiedział – „od momentu wprowadzenia stanu wojennego 13 grudnia 1981 r., do jego zniesienia 22 lipca 1983 r.-śmiertelne ofiary zaistniały…w kopalni Wujek, gdzie zginęło 9 górników oraz w czasie zajść ulicznych: 3 osoby w Lubinie, jedna w Krakowie, jedna w Gdańsku, jedna we Wrocławiu. Ponadto, jeden milicjant w Warszawie. Nie chcę, żeby zostało to odczytane jak sucha formuła statystyczna. Każda krzywda i cierpienie ma swoje imię. Każda śmierć, zwłaszcza w tak  dramatycznych okolicznościach jest tragedią… Każda zostawia w rodzinnej, ale także społecznej pamięci ból i bliznę. Jednakże sprzeczne z tym, w pełni uzasadnionym odczuwaniem, jest rzucanie nie zweryfikowanymi liczbami-raz 80, raz 100, a nawet 120 ofiar. Śledztwa prowadzone w ostatnich kilkunastu latach, nie dają podstaw do takich ocen, a zwłaszcza do epatowania nimi opinii publicznej”.

Podane przez Generała „nie zweryfikowane” liczby pojawiły się publicznie krótko przed rozpoczęciem procesu sądowego jako efekt kilkuletniego dochodzenia Pana Jana Rokity i miały zdarzyć się do końca 1989 r. Dlaczego do tego czasu?- tylko ten niedoszły premier wie. Widać, że głęboko zapadły w pamięć, skoro temu „epatowaniu” liczbami uległ też Pan Redaktor. To nie zarzut wobec Pana z mojej strony, a zwrócenie uwagi na faktyczne dążenie niektórych  kręgów do podnoszenia liczby ofiar. Ich myślenie jest proste- s tan wojenny ma być „podły”, pod każdym względem, każdym bez żadnego wyjątku, więc i ofiar musi być bardzo dużo. To  przecież „filozofia” niedoszłego premiera z Krakowa i nie tylko jego. Natomiast niewiele osób- poza nagłośnioną tragedią w kopali Wujek, zna nazwiska pozostałych zabitych osób, np. Zdzisława Karosa,  sierżanta MO- zastrzelonego w tramwaju, w Warszawie.

„Wymiar” Kopalni…  

Szeroko, w tekście dwu- częściowym, publikowanym na przełomie grudnia- stycznia br.  przeprowadziłem analizę ówczesnej sytuacji w kopalni, wokół niej oraz w aspekcie politycznym i zewnętrznym. Skupiłem uwagę na ofiarach, na dążeniu do wyjaśnienia „drogą sądową” tragedii, ze wskazaniem na winnych, tylko po stronie władzy! Wreszcie udało się za czwartym razem -Sąd „znalazł” winnych-funkcjonariuszy ZOMO i gen. Czesława Kiszczaka. Oczywiście, nie „utuliło” to żalu większości górników, którzy  po 8 latach (1989) wykrzyczeli „swoje” Generałowi, gdy przyjechał oddać hołd poległym górnikom. Także zbywano machnięciem ręki, brakiem  czasu na zastanowienie, na głęboki namysł górników gdy Jerzy Wartak (znam z osobistych wspomnień- słowa uszanowania dla Jego Rodziny) zachęcał i gdy próbował doprowadzić do porozumienia, pojednania, zakopania „kilofa nienawiści”, jak mówił. Nie pomogło odwołanie nawet do refleksji nad odejściem Papieża (2005). Można postawić pytanie- skąd te pokłady nienawiści, zajadłości, zapiekłości… tak między nami, samymi Polakami jak i na szczególnej linii górnicy- władza…

„Krople polskiej krwi”

Film Kazimierza Kutza, „Śmierć jak kromka chleba” (pisałem w tych tekstach)- oparty na książce „Rozstrzelana kopalnia” Jana Dziadula, a ponownie emitowany w dniach 40- rocznicy, zwiera taką scenę: ostrzeżony o możliwości aresztowania Jan Ludwiczak (szef Solidarności na kopalni), dzwoni do kolegów, by przyszli jako- chyba świadkowie jego aresztowania albo bronić go w mieszkaniu. Faktycznie, po krótkim czasie pod jego drzwiami zjawia się kilku ludzi. Też, w niedługim czasie przychodzi patrol MO. I co się dzieje? Jeden z młodych ludzi zasłania sobą drzwi. Funkcjonariusz MO bez słowa uderza młodego człowieka, leje się krew… Ludwiczaka aresztują, lament żony i dzieci…

Scena ta, stała się przedmiotem dyskusji, gdy Generał pisał „mowę obrończą” w 2008 r. Wtedy (choć miał uwagi do kilku scen pokazanych w filmie), była świadectwem, „że polała się krew”. Przecież 13 grudnia min. apelował aby „nie popłynęła ani jedna kropla polskiej krwi”. Te „krople polskiej krwi” były dla Generała dojmującym bólem. Przeżywał to niejako „od nowa”, wspominając, że tylko Córkę powiadomił o tej tragedii -„stała się rzecz straszna, zginęli górnicy” i „zamknąłem się w sobie”. Piszę te słowa jako wtedy naoczny świadek (2008) i obecnie, po 40 latach od tamtej tragedii. Świadomie pomijam „ludzkie szczegóły”- łzy, głęboki oddech, drgawki rąk, by „nazbyt wrażliwym” nie przyszło na myśl, że „wybielam” albo – co „nie daj Boże”, chcę pokazać „człowieczą duszę”, której „nie miał”- to wiedzą „piaskowi znawcy” biografii Generała.

Pracując nad kolejnym fragmentem „mowy sądowej”, Generał wrócił do tego wątku po kilku dniach, pokazując jego korektę i podejmując dyskusję. Wtedy też użyłem określenia,  że to zachowanie funkcjonariuszy MO – oczywiście naganne pod tym mieszkaniem – było i konieczne i wymuszone- taki mamy nasz polski charakter! Drastycznie i boleśnie- na konkretnych osobach MO pokazało, że nie jest „do dyskusji i negocjacji”, że ten czas minął, a twarde egzekwowanie rygorów stanu wojennego jest niezbędne „od pierwszej chwili”. Oczywiście, to zachowanie, tak pod tym mieszkaniem jak i na terenie kopalni, dla „politykierów” Solidarności i „wyuczonych prostym sposobem” było dowodem, że cytowane wyżej słowa Generała, okazywały się wtedy „pustymi”. Ale trzeciego rozwiązania nie było! Dowodzą tego min. takie myśli wypowiedziane 13 grudnia – „Jak długo można czekać na otrzeźwienie? Jak długo ręka wyciągnięta do zgody ma się spotykać z zaciśniętą pięścią?… Nie wolno, nie mamy prawa dopuścić, aby demonstracje stały się iskrą, od której zapłonie cały kraj”…

„Po ludzku patrząc”, MO nie musiało uderzyć młodego człowieka, by się zakrwawił, ale mogli go odepchnąć, mogli …Także górnicy po ogłoszeniu stanu wojennego, o  którym wiedzieli, słyszeli na ulicy i w TV-wtedy, 16 grudnia, „nie musieli” też „podjąć walki” na śruby, kamienie i styliska z ZOMO, co film pokazał wyraźnie, próbując wskazać ich racje. Mieli 3 dni na ocenę i namysł – jak wykorzystali? Podejmuję to we wspomnianych tekstach.

Rozmawiając z Generałem o „ludzkiej stronie” wydarzeń w Wujku, wskazał na sens słów wyżej cytowanych – „napisałem ku pamięci rodzin ofiar, do nich i dla nich”- czy je zrozumieją? Opowiedział o autentycznym bólu, cierpieniu najbliższych, co sam wtedy przeżył w Krakowie (o tym niżej). Wspomniałem, że jako premier każdego roku był na Barbórkę u górników, nieco poznał ich myślenie, mentalność. Czy słowa napisane w księdze pamiątkowej, cytuję – „Płynęły przez śląską ziemię potoki polskiej krwi. Tej, która tu została razem przelana, mogliśmy uniknąć. Niech pamięć o Niej będzie przestrogą dla żywych i hołdem dla Ofiar”- mówiąc wprost-  zrobiły na nich wrażenie?  Doświadczył skutku wręcz odwrotnego – momentami agresji podczas debaty w audycji „Co z tą Polską?” w TV Polsat, przed rokiem, 27 kwietnia 2005. Zauważył, że Jerzy  Wartak i osoby z którymi rozmawiał w Belwederze i  mieszkaniu, zrozumiały racje władzy za późno, stąd była szansa na uniknięcie tragedii. „Widzę w tym moją i partii słabość”, ocenił. A listę zmarnowanych szans i dowodów otwierają zarzuty wobec władzy…niestety, to przykre.

Na początku września 2008, podczas spotkania z Panem Jerzym Wartakiem (pamiętając rozmowę z Generałem), nawiązałem do wpisu w księdze pamiątkowej kopalni i zapytałem czy ofiar można było uniknąć? Po namyśle-słowa „mogliśmy uniknąć”, są inteligentnym wskazaniem na współwinę górników, są prawdziwe i szczere. Że „ślonskie chopy” twarde, nie chcą przyznać się do tego, widzą tylko winę Generała. Przyznał, że gorące i nerwowe rozmowy z kolegami, ich upór tylko podłamały, zostali przy swoim. Prosił by podziękować Generałowi za wizyty u Niego, bo mieli szczęście  poznać szlachetnego człowieka, tego nigdy nie zapomną. A podczas procesu sądowego (zaczynał się pod koniec września), są gotowi być świadkami. Treść rozmowy Generał przyjął z widoczną ulgą.

Czy te ofiary musiały się zdarzyć?

Zatrzymam tu Państwa uwagę, powtarzając takie pytanie- czy ofiary musiały się zdarzyć?

Miałem zaszczyt rozmawiać z prof. Karolem Modzelewskim w Jego mieszkaniu, po promocji książki „Modzelewski, Werblan”… 2017 r. Uważnie słuchałem wywodu o naszym uzależnieniu od ZSRR i zbyciu machnięciem ręki mojej uwagi o oddaniu nas przez Zachód Stalinowi. Tu była istota, klucz: położenie geograficzno-polityczne i militarne Polski, jej ustrój polityczny, co rola Partii uosabiała.  Bo zachodnia demokracja i prawa człowieka są wyższością – nie zaprzeczałem. Ale przecież w 1975 r. Edward Gierek zgodził się w tym względzie na pewne ustępstwa, co spowodowało, że Akt Końcowy KBWE w Helsinkach został podpisany. Skutek- powstaje opozycja, właśnie KOR, do czego min. przyczyniły się wypadki w Radomiu i Ursusie. Tą drogą należało iść, wspólnie z grupą „trzeźwo myślących” w PZPR, np. Werblan, Rakowski, Kubiak, Wiatr, Ciosek, gdy premierem został Generał i umocniło się skrzydło reformatorskie. Tacy też, o innym rodzaju myślenia- rozłożeniu akcentów o skali i tempie zmian byli w Solidarności, np. Geremek, Wielowiejski, Trzeciakowski, Mazowiecki, Kuczyński, Lityński, Pinior czy Michnik. Usłyszałem, że to władza i blok wschodni powinni zrozumieć i dostosować się do zmian, wręcz żądań Solidarności, bo ona miała rację, nie odwrotnie. Pokazał to Okrągły Stół. Ale to był rok 1989 a nie 1981- ripostowałem. Profesor oczekiwał, że Generał przekona Moskwę, że usunie „twardogłowych” z Partii. Zapytałem, czy ma świadomość tego, co mówi, nawet w 2017 r.? Znał przecież mechanizmy sprawowania władzy, także w samej Partii. Zgoda- mógł nie znać treści rozmów Generała i Kani w Brześciu, Moskwie, ale treść „listów” od „bratniej partii” znał – o nich pisała i kpiła podziemna prasa. Czy trudno było wyczytać, jak Moskwa i sąsiednie stolice oceniają i nazywają Solidarność oraz zrozumieć skalę zagrożenia? Przecież „myślenie  Moskwy” poznawał od dziecka i odczuwał na własnej skórze, np. w więziennych celach. Czy to niczego nie nauczyło Profesora i mądrych kolegów? Czy z tymi pomysłami był u Generała, Rakowskiego, by  wspólnymi siłami je podjąć- choćby korzystając z rad Prymasa, którego nie darzył sympatią.

Kto tego nie rozumiał i nie respektował wbrew logice-stawał się samobójcą, zmierzał do stanu wojennego. Okazał on się ratunkiem- najpierw dla Kierownictwa Solidarności, członków i samego Profesora z rodziną. Przypomniałem Jego wypowiedź w 20 -lecie stanu wojennego – tu cytuję:  „I choć wiele rzeczy mogliśmy zrobić lepiej albo gorzej, nie sądzę, abyśmy byli w stanie uniknąć dramatycznego finału (stanu wojennego- GZ). Ale odpowiadamy za ten finał, bo do wszystkiego przykładaliśmy rękę, po obu stronach. I nie w jedną pierś trzeba się uderzyć”…A dalej – mówiąc o tragedii w kopalni Wujek: „ Ja też ponoszę moralną odpowiedzialność za śmierć tych ludzi. Odpowiedzialność, od której nikt z nas, biorących czynny udział w podejmowaniu decyzji, nie może się wykręcić i nie powinien składać jej wyłącznie na kogoś innego”. Generał Pamiętał Profesorowi tę szczerą ocenę, cytował ją przed Sądem, przypomniał osąd Profesora – „W polityce polskiej uwija się sporo bojowników, którzy w czasie komunizmu siedzieli cicho za piecem” (Gazeta Wyborcza- 4.8.1997). A jak Pan Redaktor ocenia takie myślenie Profesora?

Jestem zainteresowany-sądzę, że niemal wszyscy Czytelnicy Trybuny poznaliby Pana Redaktora opinię, refleksje o odpowiedzialności Solidarności za stan wojenny- wcześniej pisałem o jej „odpowiedzialności w pierwszej kolejności”.

Przykład ofiary z Krakowa  

Po napisaniu obszernego fragmentu pierwszej wersji „mowy sądowej”, w dyskusji nad innym ujęciem, Generał opowiedział mi jak dojmujący ból, jakiego doznał, poczuł w domu państwa Włosików. Otóż, w styczniu 1982 Solidarność Nowej Huty zorganizowała strajk. Wśród  osób obserwujących, a może i uczestniczących (tego nie znam), był Bogdan Włosik, chyba 16- letni i funkcjonariusz SB.  Do rozpędzenia manifestacji ZOMO użyło wody i gazów łzawiących, co oczywiście spowodowało ucieczkę „widzów”. Jeden z nich, funkcjonariusz SB potknął się i upadł na chodniku. W tym momencie nadbiegał młody chłopak, SB-ek wyciągnął pistolet i strzelił, śmiertelnie ranił. Był nim właśnie Bogdan. Później tłumaczył się, że strzelił, bojąc się, że biegnący zabije go leżącego.

Generał postanowił z gen. Czesławem Kiszczakiem złożyć wyrazy żalu i ubolewania po śmierci syna Bogdana, nieumyślnie zastrzelonego przez funkcjonariusza SB. Rodzina milcząco przyjęła nie proszoną wizytę gości. Generał – jak mi powiedział- „mówiłem łamiącym głosem,  jakbym nad grobem żegnał własne dziecko, prosiłem o przebaczenie”. Generał pamiętał głębokie oddechy ojca, pojedyncze słowa, przejmujący szloch Matki. Wtedy pamięć przywołała obraz, gdy Matka mocno Go tuląc na Syberii, żegnała odchodzącego do wojska. Westchnął – jakiż ból musiała przeżyć ta Matka, „trzymając w ramionach martwe ciało Syna” (odniesienie do Biblii nasuwa się samo). Jednakże tego uczucia nie chciał wyznać przed Sądem, choć było do bólu szczere i zarazem potwierdzające słowa, które odczytał Zalecił zachowanie na inny czas, niestety, odszedł licząc, że prawda zwycięży. Refleksje pozostawiam Państwu.

Przykład z Otwocka.

Mówiąc o sytuacji w więziennictwie, o buntach więźniów, dewastacji mienia, ucieczce 130 więźniów, w tym groźnych kryminalistów z aresztu śledczego w Bydgoszczy Generał min. przypomniał przed Sądem taki fakt. „Tłum, podjudzany wezwaniami pijaka, chuligana, a nawet przestępcy, uwalniał go z rąk milicjantów. Do tego właśnie doszło 10 maja 1981 r. w Otwocku. Dwóch pijanych obrzuciło kamieniami kolejowy posterunek MO. Zostali zatrzymani. Wokół posterunku zgromadził się tłum – liczył momentami do 1000 osób. Milicjantom groziło zlinczowanie. Przybył Adam Michnik- zatrzymanych zwolniono- i wezwał tłum do rozejścia się Posłuchano. Jednakże nazajutrz, tj. 11 maja budynek posterunku został podpalony i doszczętnie spalony. Straży pożarnej utrudniano gaszenie ognia”. Jak „poprawnie” skomentować fakt takiego zachowania obywateli – kto z Państwa zechce? Natomiast Generał pamiętał o postawie Pana Adama Michnika, byłem świadkiem gdy podawał ten przykład na środowiskowych spotkaniach.

„Emigracja i…wstrząs”

Pan Redaktor Marek Barański m.in. pisze („Rechot starucha”)- „za prawdę przesiedział (Pan Michnik- moje G.Z) swoje w więzieniu, ale nawet stamtąd, w stanie wojennym, odważył się odrzucić gen. Kiszczakowi w twarz propozycję emigracji”. Ten fakt, tak oceniał przed Sądem (2008 r.) Generał. „W roku 1984 powstała sytuacja, w jakiej dojrzała gotowość „czołówki solidarnościowych” więźniów do zaniechania na kilka lat aktywnej działalności opozycyjnej, przy tym połączona z możliwością wyjazdu za granicę. Szczegóły są dokładnie opisane i udokumentowane w książce: „Czesław Kiszczak mówi …prawie wszystko” (str. 207-218), Wyd. BGW, 1991). Chcę jedynie podkreślić, że o załamaniu tej, uzgodnionej ze stroną kościelną koncepcji, przesądził zdecydowany, nawet gwałtowny sprzeciw Adama Michnika. Nie muszę chyba dodawać, co oznaczałaby jej realizacja. Krótko mówiąc-Michnik w istocie rzeczy uratował Solidarność przed głębokim polityczno- psychologicznym wstrząsem”.

Pamiętam rozmowy, gdy powstawał cytowany zapis. Generał wstępnie podzielał pogląd, że emigracja w historii Polski ma zarówno wymiar naganny, krytyczny – gdy świadczyła o braku zaspokojenia podstawowych potrzeb bytowych-„Podhale krainą krzyczącej biedy i nędzy”- znane słowa Generała. Była też „emigracja polityczna”, jako ucieczka przed więzieniem, czy wybór życia w lepszych warunkach na Zachodzie, gdy pogardzało się-nie tylko politycznie własnym krajem. I ten sens akceptował Kościół. Był  wysoce naganny fakt, gdy przypomnimy wydarzenia marcowe 1968 r., w tym rugi studentów -nie tylko pochodzenia żydowskiego – z uczelni. Do tych faktów odnosi się powyższa ocena, która dla Pana Adama Michnika była rzeczywistym „wstrząsem”. To także słowa pokory Generała, choć nie wypowiedziane wprost- wobec tamtych wydarzeń. Sugeruje to inne spojrzenie na Generała, Jego „rozumienie” historii i wynikających z niej nauk. Kto potrafi i zechce wniknąć w takie myślenie Generała i rozumienie historii, jej nauk?, proszę spróbować.

„Politycy-państwowcy”

Gazeta Wyborcza (sobota – niedziela 22-23 stycznia 2022) publikuje „List otwarty do Borysa Budki”, gdzie syn w rozmowie z matką mówi- „Mamo, powiedział, Solidarność to był cud, to byli politycy-państwowcy, takich dzisiaj już nie ma. To jest wbrew polskiej naturze”.

Nie wiem której szkoły średniej czy uczelni jest absolwentem ów syn, który okres naszej historii miał na myśli, tak wysoko oceniając ów „cud…politycy-państwowcy”. Ale wypowiedź ta skłania do poważnej refleksji. Pokazuje dorobek „polityki historycznej”, swoiste uwielbienie dla Solidarności, wpajane naszej młodzieży. Nie mam zamiaru tego w żaden sposób dyskredytować, jednie zwrócić uwagę Państwu Czytelnikom. Trybuna z 26-27 stycznia br.  publikuje rozmowę z Panią prof. Moniką Płatek- „Zjednoczona opozycja uratuje Polskę”. Pani Profesor min. ocenia, że to „co dzieje się w Polsce przede wszystkim (jest) …wynikiem polityki wewnętrznej”. Zwraca uwagę, „by przerwać instytucjonalne i społeczne niszczenie państwa polskiego”. Odniosłem to – oczywiście w skrótowej, uogólnionej postaci do sytuacji przed stanem wojennym, o niszczeniu naszego państwa „od wewnątrz”. Czy Pan Adam Michnik podzieli odczucie, że w tym przypadku „historia jest cenna… przez nauki i doświadczenia”- także Solidarności lat 1980-81. Cały tekst rozmowy wyczuwalnie opiera się na doświadczeniach dekady lat 80-tych i III RP.

„Na innej orbicie”

Generał, z dystansu czasu (rok 2008), ówczesną opozycję oceniał tak- „Znaczna część członków czy sympatyków Solidarności – ludzi światłych, ideowych, o patriotycznych zasługach i wysokich walorach moralnych, funkcjonowała jak gdyby na innej „orbicie” tego ruchu. Widzieli więc w nim głównie to co mądre, piękne i szlachetne. Natomiast nie dostrzegali lub nie doceniali innego nurtu, który zwłaszcza w ostatniej fazie coraz bardziej w Solidarności dominował”. Wśród „członków czy sympatyków” z tej „innej orbity” sytuował „polityków-państwowców”. min. Michnika, Kuronia, Geremka, Mazowieckiego. To odnosi się do „okresu” Okrągłego Stołu. Jak Pan Redaktor postrzegał wtedy i dziś – zarówno tę „orbitę” i „inny nurt”? Znajomość obiektywnej oceny „od wewnątrz”- Solidarności, byłaby ważnym przyczynkiem do, właśnie obiektywnej oceny przyczyn stanu wojennego. Stąd do odpowiedzi na pytanie -dlaczego tak długo, aż 6 lat po stanie wojennym trwał proces „dojścia” do Okrągłego Stołu? I drugie pytanie- czy zdaniem Pana Redaktora istniała szansa  dojścia do porozumienia Solidarność – władza w 1981 r., szczególnie po Spotkaniu Trzech? (wg mnie była zmarnowana).

Proszę Pana Redaktora o odniesienie się do takiego poglądu prof. Grzegorza Kołodki- „Okrągły Stół był możliwy nie tylko dlatego, że dojrzały ówczesne elity polityczne, ale również z tej przyczyny, iż dojrzał do tego trwający już w Polsce od lat proces reform gospodarczych. Widzę to szczególnie teraz, nawet jeszcze wyraźniej niż 10 lat temu, gdy zasiadałem przy Okrągłym Stole. Co ciekawe, rzuca się to w oczy nie tylko z perspektywy Moskwy, czy Kijowa, gdzie brak wcześniejszych reform rynkowych bardzo utrudnia transformację systemową, ale także z Berlina. Tam wciąż jeszcze jest Wschód, a w niektórych, graniczących z nami landach sytuacja jest nawet mniej korzystna, niż w Polsce” („Moja globalizacja”, Wyd. 2001).

Wspomnę, redaktorzy Gazety Wyborczej rozmawiając z Generałem -Prezydentem, a rząd już składał się z szerokiej koalicji – zapytali o „moment, w którym dojrzała świadomość, że z Solidarnością jednak należy rozmawiać?” Generał odpowiedział -„To nie było nagłe olśnienie. I nie kapitulacja. To była przemyślana uczciwa decyzja. W procesie jej dojrzewania niezwykle cenna była rola Kościoła. Wkrótce po X Zjeździe podjęto różne rozmowy np. Czyrka ze Stelmachowskim, takie badanie gruntu. Zaczęło się mówić pluralizm socjalistyczny, koalicja proreformatorska, następnie konstruktywna opozycja. I tak to szło krok po kroku … My musieliśmy dojrzeć do tego, że kierowniczej roli partii, jej dominacji, nie wolno stawiać nadrzędnie wobec fundamentalnych spraw egzystencji narodu”. (grudzień 1989 r.)

Podczas obchodów 20 rocznicy Okrągłego Stołu, Władysław Frasyniuk w wywiadzie   docenił determinację i zasługi Generała i gen. Czesława Kiszczaka, min. mówiąc- „w nich nie było żadnego komunizmu, tylko absolutnie czysty pragmatyzm”.

Fundamentalne pytanie 

Wyjaśniając w kilku książkach i wielu publikacjach prasowych różne zawiłości związane z przygotowaniami do stanu wojennego i samym jego przebiegiem, Generał odpowiadał na „fundamentalne pytanie: czy stanu wojennego można było uniknąć? Czynię to tym bardziej pamiętając stwierdzenie Jarosława Kaczyńskiego: „Jeśli stanu wojennego można było uniknąć, to Jaruzelskiemu należy się kula w łeb” (ocena ta zawarta jest w książce – wywiadzie z 2006 r. „O dwóch takich”… s.117 oraz w „mowie sądowej”). Otóż uniknąć nie można wybuchu wulkanu i trzęsienia ziemi, trąby powietrznej i gradobicia – jednym słowem wyroków ślepej natury. Wszystko pozostałe zależy od ludzi, od człowieka, usytuowanego w realiach historycznych, cywilizacyjnych, geopolitycznych, geostrategicznych, ustrojowych, mentalnościowych itd. Nie bez znaczenia są też psychologiczne imponderabilia”. Patrząc z takiego „naturalnego punktu widzenia”- stan wojenny był do uniknięcia! A czy biorąc pod uwagę wymienione inne „realia”- zdaniem Pana Redaktora, był do uniknięcia?

Zdaniem Generała- stan wojenny „był lekcją i dla Jaruzelskiego, i dla Wałęsy, i dla wielu innych z obu stron”. Spodziewam się, że Pan Redaktor podzieli tę myśl!

Państwo Czytelnicy!

Okres 40 – lecia stanu wojennego minął. Jest więc naturalnie celowym zamknięcie tego tematu na łamach Trybuny. Mam poczucie swoistej winy, że nie podniosłem wielu ważkich, ale i szczegółowych kwestii związanych z szeroko rozumianym tematem. Dla przykładu – stosunek Zachodu do Solidarności i stanu wojennego; kwestia internowania członków opozycji i władzy sprzed 1980 r. czy Wojsko Polskie w stanie wojennym wobec społeczeństwa i opozycji (aspekty strategiczno – operacyjne na łamach Trybuny podniósł Pan gen. Franciszek Puchała). Nie mówiąc już o wręcz potrzebie odpowiedzi na jeszcze wiele Państwa pytań, pozwalających na 2-3 teksty. Nie mogę dłużej nadużywać cierpliwości Redakcji i wręcz dobroci Pana Sekretarza Redakcji.

Tekstem zamykającym ten cykl będzie przypomnienie okoliczności stanu wojennego oraz jego oceny przez Michaiła Gorbaczowa, przedłożone w specjalnym liście do SKOK. Zaś inne kwestie będę podejmował stosownie do okoliczności. Raz jeszcze dziękuję Państwu za uważne czytanie tekstów, sugestie i refleksje oraz wiele pytań wzbogacających podejmowane problemy.

Gabriel Zmarzliński

Poprzedni

List otwarty

Następny

Początek epoki