Rodzina prawem nie towarem

Słowa wiceministra Sobonia o bykowym doskonale oddają ducha, w jakim prawica fantazjuje o młodych bezdzietnych, ubierając ich w rurki i sadzając w drogich knajpach w centrach miast, gdzie zamiast zakładać podstawowe komórki społeczne i pomnażać kapitał ZUS, piją prosecco po nocy.

 

Tak w prawicowej wyobraźni funkcjonuje pojęcie „singla”.
Singiel ma przy tym obowiązkowo liberalne obyczajowo poglądy bądź deklaruje orientację seksualną inną niż heteronormatywna, co wprawdzie nie obliguje (jeszcze) władzy do podwyższenia mu podatków, ale już jak najbardziej do odmowy prawa do taniego państwowego lokum na wynajem.
Bo program Mieszkanie Plus ma być „przede wszystkim dla rodzin”, choć nie przypominam sobie takiego zastrzeżenia w troskliwych przemowach Beaty Szydło ani Mateusza Morawieckiego, kiedy pochylali się nad „dramatyczną sytuacją mieszkaniową młodych Polaków”. Jest w tym paradoks nad paradoksy, że rząd deklarujący się jako stricte socjalny, uzurpuje sobie prawo do przeprowadzania wśród potencjalnych najemców kapitalistycznych w swojej praktyce castingów z moralności – a według rządu moralnym jest akurat posiadanie obrączki na palcu i spłodzenie co najmniej dwójki dzieci do trzydziestki.
Droga władzo, bardzo się mylisz i wylewasz z kąpielą sporą część swoich wyborców, myśląc, że oto zrobisz pod górkę zamożnej młodzieży i „społecznym egoistom” z wielkich miast. Osobami samotnymi nie są tylko znienawidzone przez was lemingi. To również ludzie z prowincji lub ze wsi, żyjący za połowę minimalnej lub balansujący na granicy ubóstwa – tacy, z których komercyjne telewizje uczyniły sobie maskotki w programach takich jak „Chłopaki do wzięcia” czy „Rolnik szuka żony”. „Bykowe” uderzy w nich dziesięć razy bardziej niż w waszych hipsterów. Ci zresztą znajdą sobie opcję opt-out, chociażby wyjeżdżając z kraju. Biedniejsi zaś zostaną podwójnie ukarani. No chyba, że przyznacie im żony lub mężów z urzędu.
Hipsterska obsesja przesłania wam świat, na którym żyją również osoby owdowiałe, bezpłodne, albo takie, które nie powinny posiadać dzieci z powodów zdrowotnych. A także te, które pragną założyć rodziny, ale nie spotkały odpowiedniego partnera lub partnerki i jest to dla nich wystarczającym życiowym kłopotem. Ciekawi mnie też, jakie regulacje miałyby zostać wprowadzone w odniesieniu do ojców, którzy poszli w świat, porzucając swoje rodziny. Najpierw ściągniecie z nich alimenty czy bykowe?
Wreszcie, skoro samotność postrzegana jest jako „wybór określonego stylu życia” (o bykowym słyszeliśmy już kilkukrotnie od lat 90. – od konserwatywnego skrzydła AWS i PO aż po PiS) – to rozliczcie najpierw duchownych z ich wygodnickiego celibatu.
Wypowiedzi o bykowym na razie pozostają w sferze bajań, jednak spójność z postulatami Beaty Mazurek („trzeba sobie ustabilizować życie i mieć więcej dzieci, żeby na świadczenie się załapać”) czy Krystyny Pawłowicz (wyższe opłaty za rozwody) daje się zauważyć. Ale o ile 500+ jest marchewką na dzietność, to bykowe jest kijem, którym łatwo znokautować nawet potencjalny elektorat. Bo 4 mln samotnych ludzi żyjących w Polsce to niewiele mniej niż wszystkich, którzy w 2015 oddali głos na PiS.
Szczęśliwe i trwałe rodziny nie biorą się stąd, że ludzie wolą urodzić jedno czy dwoje, bo wyjdzie taniej niż płacić za bezdzietność. Dzieci nie powinny przychodzić na świat z troski o budżet, bo rodzicielstwo to odpowiedzialność, a nie wyjście awaryjne przed orwellowską polityką. Każda sytuacja, w której państwo narzuca jeden model życia wszystkim, prowadzi do dramatów. A jak prezesowi naliczą podatek, to partia pójdzie z torbami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *