Szkoda czasu

Rząd olewam, w ogóle mnie on nie obchodzi. Byłbym naprawdę niewiele wart w oczach samego siebie, gdybym zaczął pomstować na to, że ministrem połączonych resortów edukacyjnych obwołano Przemysława Czarnka, na temat którego pisałem, tu i ówdzie, ku przestrodze, kiedy zaczynał dopiero pokazywać co potrafi i kim jest na stolcu lubelskiego wojewody. Niczego dobrego się po nim nie spodziewam, ani po pozostałych. Szkoda na nich czasu.

Na pana prezydenta też mi szkoda czasu. Biedak obraził się na premiera i prezesa, że nie raczyli z nim pogadać w kwestii rekonstrukcji rządu. A przecież pan prezydent wysyłał sygnały. Liczne. Że mu się ustawa o zwierzętach nie podoba. Że ma na ten temat swoje zdanie, inne niż zdanie samego prezesa. Choćby te prezydenckie umizgi mogły Morawieckiego i Kaczyńskiego skłonić do tego, żeby zapytać duży Pałac, co o tym wszystkim sądzi, ale najwidoczniej im też szkoda było na prezydenckie widzimisię czasu i atłasu.

Kiedy w Polsce rząd stoi w nierządzie i kompletnie nie ogarnia sytuacji, rodacy żyją sobie po swojemu. Bo też im szkoda na rząd czasu, tak jak i mi. Gram od dwóch tygodni próby z kapelą i odliczam dni, kiedy będziemy mogli zagrać pierwszy od 8 miesięcy koncert. Im bliżej jednak daty reczitalu, tym bardziej się boję, że niedane nam będzie zagrać ani dźwięku, bo prędzej zamkną nas na kwarantannie albo na powrót odwołają imprezy masowe i cały nasz trud pójdzie, jak krew w piach. Czuję, że wariuję już od tego kowidu. Ale szkoda czasu na wariactwo. Trzeba robić swoje, bo nagle może się okazać, że będę miał tylko czas. Mnóstwo czasu. Tylko ja i moje cztery ściany. A na nich tynk do jedzenia.

Parę dni temu, w Przemyślu, amstafy pogryzły, prawie na śmierć, małego chłopca. Malec wylądował na oiomie i nie wiadomo czy to przetrzyma. W „piątce” Kaczyńskiego zapisano mnóstwo rzeczy-potrzebnych i nie. O tym, żeby zabronić ludziom trzymania pod dachem groźnych psów nikt się nie zająknął. Bo po co. Przecież nikt nie trzyma pitbuli na łańcuchach.

Zastanawiam się, ile jeszcze tragedii musi się wydarzyć przez to, że pozwalać się będzie ludziom na bezkarność w bezmyślności; czasami, kiedy widzę dresiarza z pitbulem na smyczy, zastanawiam się, kto jest w tej parze bardziej inteligentny. To naprawdę niewiele kosztuje, żeby zrobić w ustawie dopisek o rasach groźnych i niebezpiecznych, a co za tym idzie, zakazie ich trzymania i krzyżowania poza wydzielonymi hodowlami. Byłby jednak kłopot, gdyby policja jęła odbierać młodym żołnierzom wyklętym ich pupilki. Czym by wtedy straszyli hipisów po osiedlach. A propos młodzieży i osiedli-wyczytałem gdzieś, że w Warszawie zatrzymano, po kilku miesiącach, trzech młodzianów, którzy w biały dzień pobili człowieka do nieprzytomności, a kiedy ten leżał już na ziemi, skakali mu po głowie i kopali gdzie popadło. Przechodnie próbowali odciągnąć ofiarę spod butów oprawców, ale na niewiele się to zdawało. Panowie odpuścili, kiedy się zmęczyli. Tania meta i dopalacze potrafią zdziałać cuda. Pobity człowiek przeżył. Nie napisano, w jakim stanie się znajduje. Ci którzy go skatowali, to stołeczna recydywa; każdy, mimo dwudziestu kilku lat, ma za sobą odsiadkę. Prokuratura zakwalifikowała czyn jako rozbój. Chłopcom grozi po 2-3 lata. W tym samym czasie zatrzymano też złodziei samochodów, a konkretnie samochodu. I to nie byle jakiego, tylko zielonego Audi za milion złotych. Zniknął z parkingu w Mielnie w te wakacje. Udało się ustalić, że z Mielna pojechał do Trójmiasta, stamtąd na Mazury, a stamtąd na wschód, za granicę, i ślad się po nim urwał. Zbyć ręcznie robioną furę za dużą bańkę nie jest tak łatwo, ale nie takie rzeczy ginęły u nas bez śladu. Nie to jednak w całej sprawie mnie zastanawia. Złodziejom luksusowej bryki grozi bowiem do 10 lat więzienia. Oprawcom, którzy skatowali człowieka na ulicy – 2 lata na twarz. Uwzięli się na złodziei samochodów. Po prostu. Przed paroma dniami zakończył się, po pięciu latach , proces w sprawie zabójstwa gen. Papały. Głównym oskarżonym, dla którego prokurator zażądał dożywocia, jest niejaki „Patyk”, z zawodu, a jakże, złodziej samochodów. To, że złodziej samochodów, który idzie na robotę, nosi ze sobą broń, trochę nie przystaje do złodziejskiej, zawodowej etyki. To, że jej używa, żeby zawinąć auto średniej klasy, zabijając człowieka, też mnie do końca nie przekonuje. Jeszcze bardziej nie przekonuje mnie to, że fachowiec, którym „Patyk” bez wątpienia był, co potwierdzają policyjne statystyki, nie poradził sobie z samochodem bez zabezpieczeń, mimo że wcześniej nie miał z problemów z autami lepiej zabezpieczonymi. Ale nim się też nie zajmuję. Szkoda czasu na złodziei. Tak jak i na rząd.