Tacy jesteśmy?

Czas epidemii zdejmuje z nas przebrania i maski. Pokazuje to, co staramy się ukryć. Jakby na przekór konieczności zakrywania twarzy maską realną, zakładaną dla powstrzymania epidemii.

Z twarzy ministra Szumowskiego z łoskotem spadła maska troskliwego, zapracowanego i współczującego lekarza. Spoza niej wyskoczyła gęba podporządkowanego partyjnym wytycznym urzędnika. Pierwszy raz obsunęła się maska, kiedy lekarz walczący z epidemią i zapewniający o swojej nieustającej pracy i wsparciu dla medyków, jako poseł i urzędas zagłosował przeciw powszechnemu testowaniu pracowników systemu opieki zdrowotnej. Wbrew logice, wbrew wszystkim doświadczeniom z państw, które testując tysiące swoich obywatelek i obywateli, a przede wszystkim pracowników systemu zdrowia, pierwsze osiągnęły sukces w powstrzymaniu zakażeń. Zdrowy rozsądek podpowiada, że skoro istnieje wysokie prawdopodobieństwo przenoszenia się zakażeń od osób chorujących bezobjawowo lub z tylko skąpymi objawami oraz, że najbardziej na zakażenie narażeni są ludzie pracujący w systemie ochrony zdrowia, to należy możliwie szybko i skrupulatnie rozpoznać zakażonych i oddzielić ich od pozostałych. Odsetek zakażonych koronawirusem medyków, pielęgniarek, fizjoterapeutów i pracowników DPS-ów jest w Polsce zatrważający. Szpitale i DPS-y stały się ogniskami epidemii.

Szumowski wbrew logice powtarza, że nie ma wskazań do prewencyjnego testowania. Zgrzyt spadającej z oblicza ministra zdrowia maski słyszeliśmy w powtarzanych komunikatach o kolejnym zamkniętym z powodu zakażenia DPS-ie, którego jednak nie ma powodu ewakuować, nawet wtedy gdy umierają tam bezbronni starzy i chorzy pensjonariusze, a załoga chora z przepracowania i zakażenia wbrew prawu zmuszana jest do pracy. Minister nie „zamyka DPS-ów”, może zrobić to jedynie Inspekcja Sanitarna”. Maska spadła z hukiem do końca gdy minister raczył wydać „rekomendację w sprawie wyborów prezydenckich”. Mimo blisko 10 tys. dotąd potwierdzonych, wzrastającej codziennie liczby nowych wykrywanych zakażeń i rosnącej liczbie zmarłych z powodu covid -19, minister zdrowia oświadczył, że wybory prezydenckie mogą i powinny się odbyć albo w maju jako „korespondencyjne i bezpieczne” albo dopiero za dwa lata. Nieważne, że nie ma do tego żadnych podstaw prawnych. Że wybory w maju bez względu na ich formę zagrażają zdrowiu i życiu milionów wyborców. Że ustawa zamieniająca powszechne, równe, tajne i bezpośrednie wybory Prezydenta RP w „usługę pocztową” jest niekonstytucyjna i nie została uchwalona. A jeśli władza przepchnie ją butem, nie będzie czasu na minimalne choćby przygotowanie do jej prawidłowego przeprowadzenia. Gdy nie ma siły argumentów, władzy zostaje argument siły. Szumowski zrzucając maskę lekarza pokazał gębę podporządkowanego, partyjnego urzędnika.

Połowa Klubu „Lewica” zagłosowała w ostatnim tygodniu za dalszym procedowaniem ohydnego projektu ustawy przywracającej możliwość udziału dzieci w polowaniach oraz przeciw testowaniu wszystkich pracowników sytemu ochrony zdrowia. Nikt z Klubu nie wyjaśnił powodu. Spadły maski lewicowych polityczek i polityków. Zobaczyliśmy ludzi niemających pojęcia za czym i dlaczego oddają głosy. I nieczujących obowiązku ani potrzeby jakiegokolwiek wyjaśnienia swoich wyborów.
Maska sprawnego i odpowiedzialnego włodarza Mazowsza zjechała z twarzy wojewody Konstantego Radziwiłła, gdy prawem władcy absolutnego, pod groźbą odebrania pracy i kar finansowych „kierował” pielęgniarki do pracy w umierających DPS-ach. Gęba oślizgłego węża, którą już wcześniej prezentował Radziwiłł jako lekarz i „ekspert” od zdrowia wylazła na wierzch i poraziła swoją szpetotą. Zadanie dbałości o bezpieczeństwo i zdrowie obywatelek i obywateli okazało się trudniejsze niż posłużenie się batem grzywny, kary, poniżenia godności. Można rzec – Radziwiłł pełną gębą.

Jeszcze niedawno klaskali z balkonów lekarzom i pielęgniarkom. Internet zalewały podziękowania i wyrazy wsparcia. Po tygodniu coraz częściej, w realu, w progu bloku, wracających ze szpitali medyków spotyka złość sąsiadów. Słychać syk „zaraz nam tu syfa przyniesie” i rozkazy „wyprowadź się”. Pojawiają się ogłoszenia w sklepikach – „lekarzy i pielęgniarek w naszym sklepie nie obsługujemy”.

W powiecie gnieźnieńskim jakaś „dobra dusza” wrzuciła do Internetu listę osób w kwarantannie. Inspekcja Sanitarna potwierdziła, że dane są prawdziwe. Prokuratura i policja wszczęły dochodzenie. Zamknięci w swoich domach ludzie boją się linczu.

Starosta z Wysokiego Mazowieckiego wpadł na racjonalizatorski pomysł „oznaczania” domów osób zakażonych koronawirusem. Przekonywał, że taka informacja jest „niezwykle istotna dla pozostałej części społeczeństwa”. Propozycja upadła, a starosta skomentował: „z niewinnego pomysłu zrobił się problem”.

Gdzieś w Polsce ktoś wpadł na pomysł odmowy przyjęcia lekarskiego dziecka do przedszkola, oczywiście w imię „dobra dzieci”.

Maski spadły a zza nich wylazły gęby odwiecznego polskiego kołtuna.
Tylko prezes nie zmienia maski. Maska potwora pałającego żądzą władzy i zemsty na każdej i każdym, kto staje mu na drodze na zawsze już zastąpiła ludzką twarz prezesa. Stała się nią. I jest. Nawet wtedy, gdy prezes udając, że także jego dotyczą „rządowe rozporządzenia na czas epidemii” zasłonił twarz chirurgiczną maseczką.

Tacy jesteśmy, Polki i Polacy wiosną 2020r.

Ps. Wiem o solidarności, która nas „łączy z chorującymi i lekarzami”, wiem o „ofiarności”, „zbiórkach funduszy”, „szyciu masek dla lekarzy”, „posiłkach dostarczanych za darmo do szpitali”, „ochotnikach i ochotniczkach zgłaszających się na apel do pomocy w DPS-ach”. To wszystko jest piękną prawdą. Chylę przed nią czoło, doceniam i podziwiam. Ale jeśli uznamy, że ta „piękna” powinna przysłonić nam tę „niechcianą, brzydką” prawdę, to znowu za moment okażemy się bezradni. Jak wtedy, gdy wielbiąc Solidarność przez duże „S”, nie chcieliśmy wiedzieć, że logo było maską zasłaniającą brak zwyczajnej ludzkiej solidarności, obskurantyzm, pospolite karierowiczostwo i zwyczajne draństwo.