Tak dla seksedukacji

Kojarzenie lekcji o seksualności z promowaniem pedofili, bzdury o przymuszaniu do masturbacji i „przymusowej seksualizacji” dzieci – to tylko niektóre z kłamstw na temat edukacji seksualnej serwowanych społeczeństwu przez propagandę rządu PiS. Okazuje się jednak, że większość obywateli nie kupuje tej narracji. Pokazał to sondaż IBRiS przeprowadzony dla Dziennika Gazety Prawnej i RMF FM.

Walka z edukacją seksualną w szkołach to jedna z głównych płaszczyzn konfliktu społecznego, na którym partia Jarosława Kaczyńskiego próbuje budować kapitał polityczny. Od drugiej połowy 2018 roku działa pisowskiej propagandy – TVP, media braci Karnowskich, stacje ojca Rydzyka i prawicowe tygodniki usilnie rozpowszechniają nieprawdziwe informacje na temat charakteru szkolnych zajęć na temat życia seksualnego.
Społeczeństwo ma jednak swój rozum. Badanie ankieterów IBRiS wykazało, że 79,4 proc. respondentów uważa, że w szkole powinny być zajęcia związane z edukacją seksualną. 46,5 proc. opowiedziało się, by były prowadzone od podstawówki, a 32,9 proc. od szkoły średniej.
W opiniach pojawił się jednak rys konserwatywny. 60 proc. ankietowanych stwierdziło, że odpowiedzialność za uświadamianie dzieci spoczywa przede wszystkim na rodzicach. Dla prawie 30 proc. uczestników sondażu główną odpowiedzialność ponosić powinna szkoła. Wszyscy byli zgodni, że dzieci nie powinny czerpać wiedzy od rówieśników czy z internetu.
Z sondażu wynika, że PiS nie zdołał przekonać większości społeczeństwa do swoich pomylonych teorii. 80 proc. respondentów uważa, że antykoncepcja i nauka o współżyciu seksualnym nie mają nic wspólnego z namawianiem do seksu. Ponad 68 proc. ankietowanych ocenia, że takie lekcje nie zachęcają do przedwczesnego rozpoczęcia życia płciowego. Pisowską bajkę przyjęło 20 proc. ankietowanych, którzy są zdania, że lekcje wychowania „seksualizują” dzieci i stanowią zachętę do wczesnego współżycia.