Atak nożem na mistrza enduro

W minioną niedzielę w okolicy Andrychowa doszło do bandyckiej napaści na specjalizującego się w rajdach SuperEnduro Franka Dubanowskiego. Podczas treningu na leśnych drogach wokół Pańskiej Góry 21-letni motocyklista i towarzyszący mu ojciec zostali zaatakowani przez uzbrojonego w nóż mężczyznę. Było o włos od tragedii.

Franek Dubanowski startuje w zawodach enduro od kilku lat. Ma na swoim koncie występy w tak prestiżowych w tej odmianie sportów motocyklowych imprezach, jak Red Bull 111 Megawatt i Enduro Liga. Uważany jest za wielką nadzieję polskiego enduro i typowany nawet na następcę Tadeusza Błażusiaka – legendy enduro i trialu, kilkukrotnego mistrza świata. W niedzielę Franek wybrał się z ojcem pojeździć trochę treningowo, ale wypad na Pańską Górę w Andrychowie zmienił się dla Dubaniowskich w prawdziwy koszmar. Trenujący na leśnych bezdrożach zawodnicy enduro dosyć często spotykają się z agresją ze strony innych użytkowników lasów, dlatego starają się nie prowokować nawet słownych utarczek.
Tym razem obaj motocykliści także zatrzymali się karnie, aby przepuścić idącego przez leśny dukt mężczyznę z psem, lecz ku ich zaskoczeniu on niespodziewanie ich zaatakował. Rzucił się najpierw na ojca, wywracając go razem z motocyklem, a następnie skoczył z nożem na syna biegnącego z pomocą ojcu. Zadawał mu ciosy głównie w klatkę piersiową, ale na szczęście wysportowany młody mężczyzna zdołał się przed nim zasłonić rękami i nogami. Ostrze, chociaż nie trafiło w korpus, spowodowało jednak liczne i głębokie rany na rękach, ramieniu i udach. Oszalłego ze złości napastnika przegonił w końcu Dubanowski senior, ale zamiast pomóc krwawiącemu coraz bardziej synowi, musiał się tłumaczyć człowiekowi, który podał się za miejscowego leśniczego i groził mandatem za wjazd motorami do lasu. Z powodu osłabienia wykrwawiony już mocno poszkodowany motocyklista w pewnym momencie stracił przytomność i trzeba było wezwać karetkę pogotowia, która przewiozła go do szpitala w Wadowicach.
Motywy działania nożownika bada policja, ale wedle nieoficjalnych informacji zatrzymany przez nią 39-letni napastnik jest mieszkańcem Andrychowa i jednym z okolicznych myśliwych. Okazało się też, że ów nadgorliwy leśniczy wcale nie był, jak twierdził, leśniczym. Wyjaśniła to Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Katowicach w specjalnie wydanym oświadczeniu: „Pragniemy poinformować, że miejsce, w którym doszło do wskazywanego przez Państwa zdarzenia, nie znajduje się na gruntach zarządzanych przez Lasy Państwowe, jest to las gminy Andrychów. A leśniczy, który stał się świadkiem części wspomnianego zdarzenia, to w rzeczywistości mężczyzna, który tego dnia prowadził w lesie prace taksacyjne na zlecenie gminy Andrychów – nie wykonywał zadań na rzecz jakiejkolwiek jednostki organizacyjnej Lasów Państwowych lub jej kierownika”.
Biuro prasowe Komendy Powiatowej Policji w Wadowicach z kolei podało, że 39-letni sprawca napaści na motocyklistów w chwili zatrzymania był trzeźwy. Postawiono mu zarzut „spowodowania średniego uszczerbku na zdrowiu z art 157 paragraf 1 kk”, za co grozi do 5 lat więzienia, ale śledczy nie wykluczają, iż kwalifikacja popełnionego czynu w toku postępowania może zostać zmieniona.
Do scysji między myśliwymi, grzybiarzami czy rowerzystami, a miłośnikami sportów motorowych, w tym endurowcami, dochodzi u nas dosyć często, rzadko jednak przybierają one tak brutalną formę. Najczęściej są to słowne utarczki, rzadziej rękoczyny. Ktoś jednak anonimowo zawiesza w poprzek leśnych duktów i ścieżek linki, nierzadko stalowe, które mają zniechęcić motocyklistów i quadowców do ścigania się po nich, ale czasem powodują tragiczne w skutkach wypadki. Podobnie jak rozrzucane kamienie, kłody drzew czy tłuczone szkło.
Druga strona tego tlącego się konfliktu, czyli ludzie uprawiający amatorsko lub profesjonalnie ściganie się w rajdach terenowych na motocyklach, quadach czy samochodach, też mają swoje za koszulą, a niezmotoryzowani użytkownicy lasów mogą przytoczyć mnóstwo przykładów ich chamskiego zachowania, lekceważenie zasad bezpieczeństwa, łamania zakazów i dewastacji środowiska naturalnego.
Nic jednak nie usprawiedliwia ataku nożem z ewidentnym zamiarem zrobienia krzywdy bliźniemu, jak miało to miejsce w minioną niedzielę na Pańskiej Górze w Andrychowie. Rany zadane Frankowi Dubanowskiemu były bardzo głębokie, a nóż użyty przez napastnika z pewnością nie służył do zbierania grzybów, skoro przebił nim także opony w motocyklu, a nawet blachę na zbiorniku paliwa.