De Laurentiis niszczy Milika

Perypetie Arkadiusza Milika z odejściem z SSC Napoli już od ponad pół roku nie schodzą z łamów sportowej prasy we Włoszech, w Hiszpanii, Anglii, a ostatnio także we Francji, bo kluby z tych krajów były lub nadal są mocno zainteresowane pozyskaniem 26-letniego polskiego napastnika. Do transferu jednak nie dochodzi albo z winy właściciela klubu Aurelio De Laurentiis, albo Milika.

Dla przypomnienia: konflikt zaczął się w połowie ubiegłym roku gdy Milik odmówił przedłużenia umowy z SSC Napoli i zapowiedział, że chce odejść. Jego kontrakt obowiązuje do końca czerwca 2021 roku, zatem ubiegłoroczne letnie okienko transferowe było ostatnią okazją dla klubu z Neapolu, żeby korzystnie sprzedać bramkostrzelnego polskiego napastnika. Ofert dla niego nie brakowało, ale Milik bardzo chciał przejść do Juventusu Turyn, lecz Aurelio De Laurentiis z sobie tylko wiadomego powodu akurat na ten transfer nie chciał się zgodzić i storpedował go stawiając zaporową cenę. W rewanżu doprowadzony do furii reprezentant Polski odrzucał potem wszystkie propozycje, które z kolei były korzystne dla SSC Napoli. W odwecie De Laurentiis nakazał go wykreślić z kadry zespołu zgłoszonej do rozgrywek nowego sezonu i przez całą rundę jesienną Milik grał jedynie w reprezentacji Polski.
W trwającym obecnie zimowym okienku transferowym nic na razie nie zapowiada zmiany tej patowej sytuacji. O polskiego piłkarza mocno wprawdzie zabiega Olympique Marsylia, ale francuskiego klubu nie stać na spełnienie finansowych żądań De Laurentiisa, który twardo domaga się za transfer Milika, jak podają włoskie i francuskie media, co najmniej 18 milionów euro. A Olympique na nowych graczy jakich tej zimy chce pozyskać ma w sumie tylko 10 mln euro. A zatem do transakcji zapewne nie dojdzie, podobnie jak nie doszło w przypadku Atletico Madryt, Tottenhamu Hotspur i Juventusu. Żaden z tych klubów nie miał zamiaru przepłacać za piłkarza, którego za pół roku można mieć za darmo. Owszem, po rocznej przerwie w grze, ale nie zapominajmy, że Milik ma dopiero 26 lat i jak wieść niesie zawzięcie trenuje nawet dwa razy dziennie. To może być trochę ryzykowna transakcja, ale raczej w niewielkim stopniu, natomiast równie dobrze może okazać się transferowym hitem.
Wygląda jednak na to, że De Laurentiis wciąż jest przekonany, że to on z tego starcia wyjdzie zwycięsko i chociaż nie zarobi na transferze choćby centa, to dla przestrogi dla innych nieposłusznych wobec niego piłkarzy pokazowo zniszczy Milikowi karierę, a co najmniej mocno ją wyhamuje. Z informacji wyciekających do mediów z neapolitańskiego klubu wynika, że wedle obowiązujących obecnie decyzji De Laurentiisa Milik zimą nigdzie nie odejdzie i zostanie w Neapolu do 30 czerwca, do końca jednak bez prawa gry, co oznacza, że raczej nie dostanie powołania do reprezentacji Polski na mistrzostwa Europy, na czym mocno mu zależy.
Sytuacja jest cokolwiek idiotyczna także dlatego, że teraz akurat Milik bardzo by się ekipie SSC Napoli przydał na boisku, bo z kadry z powodu kontuzji wpadło dwóch napastników – Belg Dries Mertens i pozyskany we wrześniu ub. roku z OSC Lille za 40 mln euro Nigeryjczyk Victor Osimhen. Reprezentant Polski mógłby w styczniu przejść do Atletico Madryt, lecz hiszpański klub był zainteresowany wypożyczeniem Milika do końca sezonu, na co rzecz jasna właściciel Napoli nie chciał przystać. Atletico już po raz drugi w ostatnim półroczu przymierzało się do pozyskania polskiego napastnika – za pierwszym razem zamiast niego na Wanda Metropolitano gra dzisiaj Urugwajczyk Luis Suarez, a teraz z Olympique Lyon ma tam powędrować Francuz malijskiego pochodzenia Moussa Dembele.
Wydaje się, że ostatnią nadzieją Milika może być Olympique Marsylia. Piąty aktualnie zespół francuskiej Ligue 1 pilnie szuka klasowego snajpera. W tym sezonie jego najskuteczniejszym strzelcem jest Florian Thauvin, który ma na koncie sześć ligowych trafień, ale występuje na pozycji skrzydłowego. Milik o miejsce w składzie rywalizowałby jednak z 30-letnimi napastnikami – Dario Benedetto i Valere’m Germaine’m, którzy zdobyli dotąd po trzy bramki. Zainteresowanie reprezentantem Polski potwierdził trener Olympique Andre Villas-Boas. „To prawda, jesteśmy nim zainteresowani, ale na razie do żadnych zaawansowanych rozmów nie doszło i w najbliższych dniach nic się w tej sprawie istotnego nie wydarzy” – przyznał szkoleniowiec OM na łamach dziennika „L’Equipe”.
Nie wiadomo co o tym sądzi sam Milik, bo z kolei we włoskich mediach pojawiły się ostatnio wieści, że Juventus zaproponował naszemu piłkarzowi kontrakt od 1 lipca, oferując mu roczne zarobki na poziomie 4,5 mln euro, czyli o dwa miliony euro wyższe niż ma obecnie w SSC Napoli. Jeśli Milik na to się zgodzi, przez kolejne pół roku będzie w Neapolu persona non grata.