Heynen odchodzi, kto za niego?

Brązowy medal mistrzostw Europy zdobyty w katowickim Spodku przez reprezentację Polski siatkarzy jest szóstym trofeum zdobytym przez biało-czerwonych pod wodzą trenera Vitala Heynena. W tej kolekcji tylko jeden krążek jest z najcenniejszego kruszcu – wywalczone w 2018 roku złote medale mistrzostw świata. tylko jeden złoty. Po zakończeniu europejskiego czempionatu kontrakt belgijskiego szkoleniowca wygasł, a on sam pożegnał z drużyną i polskimi kibicami.

Koniec ery Heynena stał się oczywistym faktem już po półfinałowej porażce naszych siatkarzy ze Słowenią. Łzawe pożegnanie belgijskiego trenera z polskimi kibicami wsparte wyliczanką zdobytych medali ogólnej oceny wyników jego czteroletniej pracy z polska kadrą zmienić nie były w stanie. Ale nie sposób zaprzeczyć, że Belg odchodzi z posady w znacznie lepszej atmosferze, niż kilku jego poprzedników. Włoch Andrea Anastasi stracił sympatię po ćwierćfinałowej klęsce na IO 2012 w Londynie, a czarę goryczy przelał słaby występ naszych siatkarzy w ME 2013. Jego następca, Francuz Stephane Antiga podbił polskie serca triumfem w mistrzostwach świata w 2014 roku, ale zdobyty wówczas kapitał sympatii całkowicie roztrwonił ponosząc klęskę na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro. Włoch Ferdinando De Giorgi nawet nie zdążył zyskać uznania, bo zanim odniósł jakiś sukces musiał rejterować odsądzony od czci i wiary za porażkę biało-czerwonych w barażu o ćwierćfinał mistrzostw Europy w 2017 roku. Heynen zaczął pracę z polską kadrą od piątego miejsce w Lidze Narodów w 2018 roku, lecz potem obronił tytuł mistrza świata. Było to jego pierwsze i ostatnie złoto w roli selekcjonera polskiej kadry siatkarzy. Po nim zdobył dwa brązowe medale w mistrzostwach Europy, brąz i srebro w Lidze Narodów oraz srebrny krążek w Pucharze Świata w 2019 roku.
Garść medali, ale tylko jeden złoty
Tylu medalowych miejsc w ważnych turniejach nie zdobył żaden selekcjoner reprezentacji Polski w XXI wieku. To była jednak „drobnica”, bo głównym celem jaki przed nim postawiono był przecież złoty medal olimpijski, na który kibice polskiej siatkówki czekają od 1976 roku, kiedy to jedyny raz jak dotąd wywalczyła legendarna drużyna Huberta Wagnera. I z tego zadania Heynen się nie wywiązał, chociaż miał do dyspozycji być może najbardziej liczną i zarazem wyrównaną kadrę na świecie. Ale to tylko na początku było dla niego błogosławieństwem, bo gdy w 2019 roku rezerwowy skład kadry w finałowym turnieju Ligi Narodów zajął trzecią lokatę, bijąc w meczu o brąz zespół Brazylii, w Polsce zrodziło się przekonanie, nawiasem mówić w pełni usprawiedliwione, że mamy genialne pokolenie siatkarzy zdolne do sięgnięcia po najważniejsze trofeum, czyli olimpijskie złoto. Przekonanie to podsycał też sam Heynen, do czego uczciwie się przyznał po klęsce w Tokio: „Przybyłem tu, by zdobyć medal na igrzyskach, ale tego nie zrobiłem”. To dlatego poczucie porażki było nad Wisłą tak bolesne, co w sposób nieuchronny musiało też zmienić ocenę pracy belgijskiego szkoleniowca. Nagle zauważono, że od zwycięstwa w rozgrywanych w Polsce mistrzostwach świat w 2018 roku zespół pod jego wodzą nie wygrał już żadnego turnieju, nawet tegorocznych mistrzostw Europy, chociaż biało-czerwoni wszystkie spotkania w tym turnieju grali w Polsce i przy dopingu kompletów publiczności. Od jednego z najwybitniejszych pokoleń w historii polskiej siatkówki mamy prawo oczekiwać bardziej spektakularnych sukcesów, a Heynen w roli trenera kadry nie daje żadnych gwarancji na ich odniesienie, ma bowiem ten feler, że nie potrafi wygrywać decydujących meczów. Z Francją w Tokio Polacy przegrali w ćwierćfinale po tie-breaku, a ze Słowenią 1:3, lecz po trwającym prawie trzy godziny boju na przewagi. Następnego dnia w meczu o brązowy medal nasi siatkarze wygrali z Serbią gładko 3:0 (25:22, 25:16, 25:22), bo rywale, którzy nieoczekiwanie przegrali walkę o finał z odmłodzoną drużyną Włoch, byli już myślami w domu, bowiem dla nich już konieczność walki o brąz sama w sobie była porażką. Od samego początku Polacy przeważali i kontrolowali przebieg spotkania. Serbowie rzadko stwarzali zagrożenie. Świetnie prezentowali się przede wszystkim nasi najlepsi zawodnicy – Bartosz Kurek i Wilfredo Leon, którzy wspólnie zdobyli 25 punktów. Brązowy medal był dla polskiej drużyny powtórką wyniku z mistrzostw Europy sprzed dwóch lat. Mało kto w Polsce uznał zajęcie trzeciego miejsca za sukces.
Heynen w pomeczowej rozmowie z Polsatem Sport oświadczył: „Jestem bardzo logicznym człowiekiem. Plan był jasny. Nie udało się zdobyć złotego medalu na igrzyskach, nie udało teraz w mistrzostwach Europy, więc to logiczne, że na moje miejsce powinien przyjść ktoś inny, kto podejmie się zdobycia tych osiągnięć” – stwierdził belgijski szkoleniowiec.
Wielu siatkarskich ekspertów nie szczędziło mu słów krytyki. Mistrz olimpijski Ryszard Bosek wprost stwierdził, że belgijski trener w ostatnim czasie więcej uwagi poświęcał na reklamę swojej osoby, niż poprawianiu jakości gry reprezentacji. Mistrz świata Andrzej Wrona, który w kadrze ma jeszcze kilku kolegów z boiska, w swoich opiniach dawał do zrozumienia, że między zawodnikami a trenerem nie ma już dawnej „chemii”. Sprawę w końcu przesądził jeszcze urzędujący prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej Jacek Kasprzyk, który zapowiedział, że po wyborach nowych władz zostanie rozpisany konkurs na nowego selekcjonera męskiej reprezentacji i jeśli Heynen chce pozostać na stanowisku, będzie musiał wziąć udział w konkursie.
W mediach od razu ruszyła giełda nazwisk ewentualnych następców Heynena na stanowisku selekcjonera. Początkowo wydawało się, że faworytem do tej roli będzie Nikola Grbić, ale według doniesień „Przeglądu Sportowego” większe szanse ma Lorenzo Bernardi. Były trener Jastrzębskiego Węgla sam niedawno zgłosił swoją kandydaturę. „Dla każdego szkoleniowca to byłby wielki honor i zaszczyt prowadzić reprezentację Polski. Polska ma być może jako jedna z niewielu reprezentacji na świecie tak wielki potencjał, by w każdym turnieju walczyć o złoto – przyznał Włoch w rozmowie z „Polsatem Sport”. „Dopóki na rynku nie pojawiła się oferta Bernardiego, najmocniej stały akcje Grbicia – czytamy w dzienniku. Jest to o tyle zadziwiające, że Włoch w przeciwieństwie do Serba nie ma żadnego doświadczenia w prowadzeniu reprezentacji. Niespodziewanie w stawce pojawił się także inny kandydat z Półwyspu Apenińskiego – Andrea Anastasi. 60-letni trener jest doskonale znany polskim kibicom, ponieważ był już trenerem naszej kadry w latach 2011-2013.
Wielu chętnych na posadę
Posada trenera polskiej kadry to dzisiaj łakomy kąsek, więc kandydatów do jej objęcia jest wielu. Na personalnej giełdzie pojawiło się już kilka znanych nazwiska. Akces zgłosił m.in. Andrea Anastasi, który zadomowił się w Polsce i jest ponoć zdecydowany zgłosić się do konkursu. Jeszcze kilka miesięcy temu, gdy Heynen zapowiadał, że po wygaśnięciu kontraktu z PZPS zamierza odpocząć przez rok od siatkówki, na jego następcę kreowano Nikolę Grbicia, autora tegorocznych sukcesów Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. I choć serbski trener przeniósł się latem do Perugii, to w niedawnej rozmowie ze sport.pl przyznał, że jeśli otrzyma propozycję poprowadzenia polskiej reprezentacji, z pewnością jej nie odrzuci. O posadę w Polsce przed laty ubiegał się też Argentyńczyk Marcelo Mendez, który w Tokio doprowadził rodzimą reprezentację do olimpijskiego brązu.
Wyboru nowego trenera dokona nowy zarząd PZPS. Na razie nie wiadomo, kto będzie w nim zasiadać. Kandydatów ubiegających sie o stanowisko prezesa związku jest aż siedmiu: obecny prezes Jacek Kasprzyk, Witold Roman, Sebastian Świderski, Andrzej Lemek, Tomasz Paluch, Konrad Piechocki i mający najmniejsze szanse europoseł PiS Ryszard Czarnecki.
Obojętnie jednak która z opcji zwycięży i przejmie władzę w związku, raczej nie będzie pobłażliwa dla Heynena i nie zostawi go na posadzie selekcjonera kadry. Wątpliwe też by przystano na ofertę Belga przejęcia żeńskiej kadry Polski, po Jacku Nawrockim.
Już w 2018 roku roku działacze PZPS dawali do zrozumienia, że w karze nadchodzi czas na polskiego szkoleniowca. Wtedy na ostatniej prostej z Heynenem przegrali Andrzej Kowal i Piotr Gruszka. Kowal, obecnie opiekun Ślepska Malow Suwałki, dziś znów jest wymieniany wśród kandydatów do tej posady. Dwaj kolejni to Mariusz Sordyl, który odnosi sukcesy za granica oraz Michał Winiarski, robiący dobrą trenerską robotę w Treflu Gdańsk. „Czarnym koniem” w tej rywalizacji może okazać się jednak Michał Bąkiewicz, trener reprezentacji do lat 19, która w tym roku zdobyła w cuglach mistrzostwo świata. A przecież są jeszcze dwaj asystenci Heynena – Sebastian Pawlik i Michał Mieszko Gogol. Personalnych opcji jak widać jest mnóstwo. Wybory do władz PZPS odbędą się 27 i 28 września, więc praktyka podpowiada, że nazwiska nowych trenerów reprezentacji siatkarskich, żeńskiej i męskiej, poznamy dopiero pod koniec tego roku.
Bez względu na to, kto zostanie trenerem, zmiany czekają też samą drużynę. Heynen mocno postawił na doświadczonych graczy, z którymi osiągał sukcesy, ale na igrzyskach nie miał przez to żadnych asów w rękawie. Jego następca będzie miał do dyspozycji wszystkich członków obecnej drużyny, nawet 33-letniego Piotra Nowakowskiego, który zapowiedział już jakiś czas temu, że ten rok będzie jego ostatnim w reprezentacji Polski. Ale nawet on jeszcze niczego nie przesądził. Inni doświadczeni zawodnicy, z Bartoszem Kurkiem i Michałem Kubiakiem na czele, deklarują chęć gry w kadrze. Mimo wszystko drużyna w obecnym kształcie przestała istnieć w niedzielę po zwycięskim meczu o trzecie miejsce z obrońcami tytułu Serbami (3:0).
Nowych talentów zabraknąć nie powinno, bo w ekipie Heynena nie zmieściło się kilka głośnych nazwisk, a w odwodzie czeka kolejne pokolenie zdolnych nastolatków. Ci ostatni to dopiero melodia przyszłości, ale i gwarancja, że świetnych graczy w naszej reprezentacji w najbliższych latach nie zabraknie.