Kontrowersyjny pakiet i cięcie zarobków

PZPN w miniony piątek zatwierdził do realizacji pakiet pomocowy dla polskich klubów, które w wyniku epidemii koronawirusa wpadną w finansowe tarapaty. W sumie w ramach tego projektu przekaże ponad 116 milionów złotych. Jednak cele, na które zostaną przekazane pieniądze, wzbudziły w piłkarskim środowisku wiele kontrowersji.

Główny zarzut, jaki stawiają oponenci, dotyczy sposobu dystrybucji owych 116 milionów złotych. Z tej imponująco wyglądającej kwoty niemal połowa to środki, które PZPN i tak miał już wcześniej wpisane do budżetu na ten i przyszły sezon. Na przykład w ramach programu Pro Junior System PZPN wypłaca klubom za wystawianie młodzieżowców 18,1 mln złotych, bo do tego się zobowiązał wymuszając wystawianie do gry graczy do lat 21.
W pakiecie pomocowym umieszczono od razu dwie transze, na ten sezon i następny, co dało kwotę 36,2 mln złotych, która i tak miała przecież wpłynąć na konta klubów. Jako pomoc PZPN uznał też dotacje na rozwój piłki kobiecej, który już wcześniej zostały zatwierdzone. A to kolejne 7,6 mln złotych w pakiecie pomocowym. Kreatywnie policzono też pieniądze za Puchar Polski, bo do planowanych wcześniej sześciu milionów dorzucono cztery, ale do pakietu doliczono dziesięć „baniek”. I tak z wszystkich wcześniej i tak już ujętych w budżecie wydatków uzbierało się blisko 60 milionów złotych, czyli połowa z owych tak szumnie ogłoszonych w pakiecie pomocowym 116 milionów.
Realna pomoc to połowa kwoty
A z realnych pieniędzy, jakie związek przeznaczył na wsparcie klubów, 30 milinów złotych dostaną kluby ekstraklasy. To oznacza, że po zdjęciu z tego pakietu propagandowego opakowania w środku znajdziemy znacznie mniej „ciasteczek”, niż obiecuje kolportowana już szumnie przez bezkrytyczną wobec władz PZPN część mediów. Tymczasem program pomocowy przygotowano pod kątem wsparcia największych graczy na naszym piłkarskim rynku, a dla małych zostawiono okruchy z pańskiego stołu.
Faktyczną pomoc finansową PZPN rozbił jeszcze na kilka etapów. W sezonie 2020/2021 kluby ekstraklasy dostanie do podziału 30 milionów złotych, kluby I ligi 10 mln złotych, kluby II ligi 6 mln złotych, a kluby III ligi 4 mln złotych. Do tego PZPN przesunął m.in. terminy spłaty zobowiązań licencyjnych oraz zwiększył do czterech liczbę miesięcy bez wypłaty, co dla piłkarzy jest podstawą do wnioskowania o rozwiązanie kontraktu z winy klubu. Do tej pory mogli to robić już po dwóch miesiącach bez wypłaty.
W sumie jednak tak naprawdę to mało kto jest zadowolony z pakietu pomocowego PZPN. Kluby ekstraklasy, które dostaną po 1,8 mln złotych, liczyły rzecz jasna na poważniejsze wsparcie, na znacznie więcej liczyły też kluby w niższych ligach, a najbardziej płaczą akademie piłkarskie i przedstawiciele futbolu amatorskiego. Prezes PZPN Zbigniew Boniek wszystkim niezadowolonym opowiedział w medialnych przekazach.
Prezes odpowiada malkontentom
Jego stanowisko brzmi mniej więcej tak: „Przygotowaliśmy ten plan, aby dać klubom fundamenty. Dzięki nim mają o co się oprzeć przed rozpoczęciem rozgrywek sezonu 2020/2021. Nasza pomoc jest rzeczywiście wyjątkowa, bo chyba nie ma takiej drugiej federacji w Europie, która pomagałaby klubom i ligom, bo to są niezależne podmioty. Natomiast my mamy własną strategię, rządzimy tak, aby polska piłka miała ręce i nogi. Mam nadzieję, że kluby wyciągną wnioski z tego kryzysu i nie odbiorą naszej pomocy na zasadzie takiej, że oto pod dom podjechały sanie, wysiadł z nich Gwiazdor, czy święty Mikołaj, rozdał prezenty, a my bawimy się dalej. Jeżeli nie nastąpi zmiana mentalności, w postrzeganiu piłki, poprawa umiejętności zarządzania w klubach, to za chwilę wróci to, co było. Od dawna twierdzę, że nasze kluby żyją ponad stan, nie mają strategii, są za bardzo uległe piłkarzom, których rola, nawet tych najlepszych, nie powinna się do tego sprowadzać. A to właśnie teraz, w czasie pandemii, mocno przeszkadza w sprawnym radzeniu sobie z kryzysem, bo kluby chcą obniżyć pobory piłkarzom o 50 procent i racja jest po ich stronie, lecz co z tego, skoro z powodu istniejących zaległości płacowych napotykają na zrozumiały opór”.
Mimo tych zastrzeżeń rada nadzorcza Ekstraklasy SA, na wniosek wszystkich klubów, podjęła uchwałę o zasadach ograniczania wynagrodzenia zawodników w związku z nadzwyczajnymi okolicznościami w kraju spowodowanymi przez pandemię wirusa SARS-CoV-2. Zasady podano w oficjalnym komunikacie spółki.
Ekstraklasa tnie zarobki piłkarzy
„Wskutek wprowadzonych w Polsce ograniczeń kluby nie mogą prowadzić zorganizowanych treningów i rozgrywać meczów. W rezultacie, świadczenie usług profesjonalnych przez zawodników na rzecz klubów w dotychczasowym kształcie zostało znacząco ograniczone, a kluby nie osiągają zaplanowanych przychodów. Przyjęta uchwała ma na celu minimalizowanie negatywnych wpływów pandemii na sytuację finansową klubów, a zwłaszcza uchronienie ich przed bankructwem, zachowanie miejsc pracy i ochronę wynagrodzeń, a także zapewnienie integralności rozgrywek. Uchwała rady nadzorczej Ekstraklasy reguluje, że kluby są uprawione do obniżenia wynagrodzenia piłkarzy o 50 procent, jednak do kwot nie niższych niż 10 tys. zł brutto w przypadku umów o pracę lub umów cywilnoprawnych dla zawodników nieprowadzących działalności gospodarczej oraz do 10 tys. zł netto dla piłkarzy rozliczających się z klubami na podstawie faktury VAT. Obniżki wynagrodzeń piłkarzy mają obowiązywać od 14 marca br. do minimum pierwszego meczu ligowego w Ekstraklasie rozgrywanego jako impreza masowa z udziałem publiczności, jednak nie krócej niż do zakończenia sezonu rozgrywkowego 2019/2020 lub do dnia 30 czerwca 2020 r. – zależnie od tego, które z tych zdarzeń nastąpi później. Na bazie uchwały rady nadzorczej zarząd Ekstraklasy zwróci się do zarządu PZPN o przyjęcie stosownych regulacji w Federacji w tym zakresie, obejmujących także zasady wyłączające możliwości rozwiązania kontraktów przez zawodników wskutek obniżek wynagrodzeń dokonanych na bazie uchwalonych zasad. Ta pomoc ze strony Związku jest obecnie traktowana przez kluby jako priorytetowa, gdyż zapewnia wsparcie w bieżącym sezonie i daje szanse na przetrwanie tego trudnego okresu” (…). Podobną uchwalę podjęły też kluby I ligi piłkarskie, z tą różnicą, że one granice nietykalności zarobków obniżyły do kwoty 4 tys. złotych.
Związek zawodowy piłkarzy na razie tylko jęknął, że takie odgórne obniżanie zarobków jest działaniem nieprawnym, lecz teraz nie ma w ręku żadnych argumentów do zmiany tej decyzji.