Legia wstrzymała Pogoń

Lider ekstraklasy zadziwiająco łatwo pokonał na swoim boisku wicelidera. Legia Warszawa wygrała z Pogonią Szczecin 4:2 i po tym zwycięstwie ma już nad „Portowcami” dziesięć punktów przewagi, a do końca rozgrywek pozostało już tylko siedem kolejek. Legioniści mogą już powoli mrozić szampany.

Zespół Pogoni Szczecin przed sobotnim wyjazdowym spotkaniem z Legią Warszawa w 22 ligowych meczach stracił zaledwie 13 goli i pławił się w glorii najszczelniejszej defensywy w PKO Ekstraklasie. W rundzie jesiennej na swoim stadionie „Portowcy” wywalczyli w starciu z legionistami bezbramkowy remis, wygląda jednak na to, że trener stołecznej drużyny Czesław Michniewicz przed rewanżową potyczką uważnie przeanalizował taktykę gry stosowaną przez swojego odpowiednika w Pogoni Kostę Runajicia. W odróżnieniu jednak od niemieckiego szkoleniowca, który przed meczem na Łazienkowskiej chwalił się, że wie jak trzeba grać przeciwko Legii, w drugą stronę nie składał publicznie żadnych tego typu deklaracji.
Demolka w pół godziny
I kto wie, może właśnie dlatego legioniści tak mocno zaskoczyli szczecinian w pierwszych 30 minutach gry. „Portowcy” pierwszego gola stracili już w 3. minucie gry, po kwadransie przegrywali już 0:3, a w 29. minucie stracili czwartą bramkę. Taka kanonada w wykonaniu gospodarzy wprowadziła w szczecińskiej drużynie kompletny chaos – zawodnicy Runjaicia gubili koncept się już po dwóch, trzech podaniach, po stracie piłki zbyt wolno wracali na swoje pozycje, a panującego bałaganu w organizacji gry nie zdołał opanować wprowadzony już w 23. minucie świeżo upieczony debiutant w reprezentacji Polski 17-letni Kacper Kozłowski, który zmienił kompletnie „zagubionego w akcji” Portugalczyka Luisa Matę. Legioniści przez pierwsze dwa kwadranse meczu grali wręcz koncertowo, jakby chcieli pokazać, że selekcjoner biało-czerwonych Paulo Sousa popełnił błąd faworyzując w kadrze piłkarzy z Pogoni kosztem graczy lidera ekstraklasy. Dokazywali zwłaszcza pominięty Bartosz Kapustka i trzymany na uboczu Bartosz Slisz. Legioniści zmiażdżyli najlepszą defensywę w ekstraklasie, ale nasyciwszy czterema golami swoje urażone ambicje zwolnili tempo i już nie atakowali z taką zawziętością.
Szczecinianie jeszcze przed przerwą trochę ochłonęli i nawet zdołali strzelić honorowego gola, a po zmianie stron momentami nawet przeważali, lecz chociaż legioniści dali sobie wbić jeszcze jedną bramkę i ostatecznie wygrali tylko 4:2, to nawet przez moment ich zwycięstwo nie było zagrożone.
Dzięki wygranej zespół Legii powiększył przewagę nad drugą w tabeli Pogonią do 10 punktów. Pauzujący w tej kolejce z powodu przełożonego meczu ze Stalą Mielec trzeci w zestawieniu Raków Częstochowa ma w tej chwili już 14 punktów straty do Legii, a kolejne w stawce zespoły Lechii Gdańsk i Piasta Gliwice tracą do legionistów odpowiednio 15 i 16 „oczek”. Można więc na siedem kolejek przed zakończeniem rozgrywek uznać, że rywalizacja o mistrzostwo została de facto rozstrzygnięta na korzyść obrońców tytułu.
Lechia, Piast i Śląsk gonią czołówkę
Lechia Gdańsk pokonała Zagłębie Lubin 3:1. Gole dla gdańskiej drużyny strzelili Łukasz Zwoliński, Mario Maloca i Żarko Udovicić, zawodnicy którzy jeszcze do niedawna byli przez trenera Piotra Stokowca trzymani w głębokim odwodzie. W spotkaniu z „Miedziowymi” dostali szansę wykazania się i nie sprawili zawodu. Dzięki wygranej Lechia przesunęła się na czwarte miejsce i ma do drugiej Pogoni już tylko pięć punktów straty. Od trzeciego Rakowa gdańszczan dzieli tylko jeden punkt, lecz trzeba pamiętać, że częstochowianie w tej kolejce pauzowali z powodu wykrycia w ich ekipie zakażeń koronawirusem, a mieli grać w Mielcu z walczącą o utrzymanie Stalą. Ale nawet w przypadku wygranej z mielczanami ich przewaga nad Lechią urośnie do czterech „oczek”, a taki dystans jest jeszcze możliwy do odrobienia w ostatnich siedmiu ligowych kolejkach.
Aspiracji na włączenie się do walki o dwie premiowane awansem do europejskich pucharów lokaty, zajmowane obecnie przez Pogoń i Raków, ma także Piast Gliwice, który w 23. kolejce wywiózł komplet punktów z Płocka, pokonując tamtejszą Wisłę 1:0. Piast pnie się systematycznie w górę tabeli i jest już coraz bliżej miejsca premiowanego grą w europejskich pucharach. W meczu z „Nafciarzami” ekipa trenera Waldemara Fornalika była murowanym faworytem i nie zawiodła oczekiwań. Inna sprawa, że wyniki płocczan w ostatnim czasie nie powalają – mecz z Piastem był ich siódmym z rzędu bez zwycięstwa.
Do walki o prawo gry w europejskich pucharach może też włączyć się Śląsk Wrocław. W świąteczny poniedziałek wrocławianie pokonali na wyjeździe Jagiellonię 1:0. Był to udany debiut Jacka Magiery w roli trenera Śląska. 44-letni szkoleniowiec wrócił do ekstraklasy po blisko czterech latach przerwy.
Warta wyżej od Lecha
W Poznaniu niebieska część miasta znów przeżywała bolesne rozczarowanie, bo piłkarze Lecha przegrali w Krakowie z Cracovią 1:2 i de facto rozwiali w sercach swoich fanów ostatnie złudzenia, że „Kolejorz” zdoła jeszcze w tym sezonie włączyć się do walki o czołowe miejsca. W zgoła odmiennych nastrojach była natomiast zielona część Poznania, kibicująca Warcie, bo ich ulubieńcy niespodziewanie wygrali w Zabrzu z Górnikiem 2:1 i po 23 kolejkach są w tabeli ekstraklasy o trzy miejsca i trzy punkty wyżej od lechitów. Piłkarze Warty sprawiają nawet wrażenie lekko zakłopotanych tą sytuacją, ale fakty świadczą na ich korzyść – Warta jest bez wątpienia jedną z największych rewelacji sezonu. Skazywany na niemal pewną degradację beniaminek wspiął się na szóste miejsce i ma lepszy dorobek nie tylko od Lecha, ale też innych zasiedziałych w najwyższej lidze drużyn Górnika, Jagiellonii, Cracovii, Wisły Kraków i Wisły Płock. „Zieloni” przegrali w tym roku tylko trzy mecze – z Cracovia, Legią oraz właśnie Lechem, ale wygrali aż sześć. I nie są już zespołem skupionym wyłącznie na zaciekłej obronie, lecz pod wodzą trenera Piotra Tworka stali się ekipą prezentującą coraz bardziej miły dla oka futbol. Chyba zaczęli to dostrzegać także kibice Lecha, bo zamiast okazywać warciarzom lekceważenie czy jawną niechęć, coraz częściej biją im brawo. Niewątpliwie bardziej z chęci dokuczenia zawodzącym ich oczekiwania graczom „Kolejorza”, ale też coraz bardziej w dowód uznania.
Na Bułgarskiej porażka z Cracovią wyczerpała ostatnie rezerwy wyrozumiałości dla trenera Dariusza Żurawia. We wtorek władze klubu poinformowały o jego zwolnieniu. Żuraw jest siódmym trenerem, który w tym sezonie stracił posadę w ekstraklasie. Pracował w Lechu od 1 kwietnia 2019 roku.
Pekhart goni wynik Nikolicia
W 23. kolejce lider klasyfikacji strzelców Tomas Pekhart strzelił dwa gole i powiększył swój bramkowy dorobek do 21 trafień. Czeski napastnik Legii ma już tytuł króla strzelców w kieszeni, bo na kolejnym graczami w zestawieniu ma 11 bramek przewagi. Kibiców ciekawi więc co najwyżej ile będzie miał goli na koniec rozgrywek. W trzech poprzednich sezonach do zdobycia strzeleckiej korony wystarczały 24 trafienia – z takim dorobkiem wygrywali: w sezonie 2019/2020 Duńczyk Christian Gytkjaer (Lech), w sezonie 2018/2019 Hiszpan Igor Angulo (Górnik), a w sezonie 2017/2018 Hiszpan Carlitos (Wisła Kraków). W ostatniej dekadzie najlepszy wynik „wykręcił” w Legii Węgier Nemanja Nikolić, który sezon 2014/15 zakończył z dorobkiem 28 goli.