Lewandowski nie przestaje strzelać

Robert Lewandowski nie zwalnia tempa. Kapitan reprezentacji Polski w piątej kolejce Bundesligi strzelił siódmego gola, dokładając jedno trafienie do wysokiej wygranej Bayernu Monachium z beniaminkiem VfL Bochum 7:0. Ale było to już 13. ligowe trafienie „Lewego” z rzędu, co jest nowym rekordem niemieckiej ekstraklasy.

Lewandowski przed meczem z VfL Bochum miał dwa cele do zrealizowania. Pierwszy, to zdobyć bramkę w starciu z ekipą beniaminka Bundesligi, albowiem tej drużynie nie miał jeszcze okazji strzelić gola, bo wcześniej nie występowała w niemieckiej ekstraklasie. Dokonał tego po godzinie gry, dokładnie w 61. minucie, dobijając piłkę w podbramkowym zamieszaniu. Tym samym nasz piłkarz dołączył VfL Bochum do listy swoich ofiar i od soboty jest jedynym graczem, który strzelał gole wszystkim zespołom grających obecnie w Bundeslidze. Drugim celem było wyjście na samodzielne prowadzenie w liczbie meczów z rzędu ze strzelonym golem w meczach u siebie. „Lewy” do soboty miał na koncie dwanaście taki występów i dzielił pierwszą lokatę wśród wszystkich graczy Bayernu na spółkę z legendami bawarskiego klubu – Gerdem Muellerem i Juppem Heynckesem. Teraz polski snajper jest pierwszy w tym zestawieniu, bo na Allianz Arenie w Monachium strzelał gole w 13. meczach ligowych z rzędu. Ostatni raz nie trafił do bramki 5 grudnia 2020 roku, gdy Bayern Monachium zremisował z RB Lipsk 3:3. Te strzeleckie rekordziki, w sumie niezbyt istotne, nie mają istotnego znaczenia. Ważne jest to, że Lewandowski nie traci strzeleckiej formy i w każdym kolejnym meczu dokłada co najmniej jedno trafienie. Jak wyliczyli futbolowi statystycy, w ostatnich 19 meczach Bayernu Polak zdobył 30 bramek.
W spotkaniu z VfL Bochum „Lewy” nie był jednak postacią pierwszoplanową. Po wybitnym występie we wtorkowej potyczce z Barceloną w 1. kolejce Ligi Mistrzów (3:0), w której zdobył dwie bramki, tym razem nie był to wielki mecz w jego wykonaniu. Ale jego koledzy z Bayernu tylko przez pierwszy kwadrans gry pozwolili rywalom żywić nadzieję, że mogą coś zwojować na Allianz Arenie. Pierwszego gola dla bawarskiej ekipy w 17. minucie strzelił w trochę kontrowersyjnych okolicznościach z rzutu wolnego Leroy Sane, 10 minut później trafił Joshua Kimmich, a do przerwy było już 4:0 dla Bayernu po trafieniach Serge’a Gnabry’ego i samobójczym Wasiliosa Lampropoulosa. Lewandowski w pierwszej połowie miał tylko jedną strzelecką sytuację, ale jego strzał był zbyt słaby i bramkarz Bochum bez problemu obronił. Po zmianie stron na swoje siódme w tych rozgrywkach Bundesligi trafienie czekał kwadrans. W 61. minucie w polu karnym wypatrzył go Gnabry, a po jego podaniu „Lewy” dołożył tylko nogę i z kilku metrów wpakował piłkę do bramki rywali. Cztery minuty później na 6:0 podwyższył Kimmich i piłkarze Bochum zaczęli spoglądać na zegar, bo w oczy zajrzało im widmo dwucyfrowej porażki.
W 68. minucie trener Julian Nagelsmann zdjął Lewandowskiego z boiska, a w jego miejsce wprowadził Erica Choupo-Motinga. Zmiennik „Lewego” nie chciał być gorszy i jedenaście minut po wejściu także wpisał się na listę strzelców. I na tym zespół Bayernu zakończył kanonadę. W 5 meczach obecnego sezonu bawarska jedenastka zdobyła aż 20 bramek, tracąc tylko cztery. Jeśli „Lewy” i spółka utrzymają taką strzelecką dyspozycję do końca rozgrywek, mogą poprawić swój rekord 100 zdobytych bramek z sezonu 2019-2020.
Gerd Mueller skończył swoje występy w Bundeslidze mając na koncie 365 bramek. To był rekord, którego nikt nigdy miał nie pobić, nawet tak genialny napastnik, jakim stał się Robert Lewandowski. Ale Polak trafia z tak nieprawdopodobną wręcz regularnością, że dzisiaj traci do Gerda Muellera już tylko 81 bramek. Ma 33 lata, ale uważa, że na takim poziomie jak teraz może grać jeszcze co najmniej przez cztery sezony. Teoretycznie może więc odebrać legendzie niemieckiego futbolu także i ten rekord, ale Bayern musiałby przedłużyć z nim kontrakt co najmniej do 2025 roku. Na razie „Lewy” ma umowę do końca czerwca 2023 roku.