6 grudnia 2022

loader

Milik rozmawia z Napoli

Arkadiusz Milik i Kamil Grosicki, dwaj ważni piłkarze reprezentacji Polski, przed nowym sezonem usiłowali bez powodzenia zmienić pracodawców i mają teraz ten sam problem – w tej chwili nie grają w swoich klubowych zespołach. Próbują jednak wybrnąć z patowej sytuacji.

We Włoszech medialna wrzawa wokół Arkadiusza Milika nie gaśnie. Polski napastnik nie doszedł do porozumienia z SSC Napoli w sprawie przedłużenia wygasającego w czerwcu 2021 roku kontraktu i ogłosił, że chce tego lata odejść. Ale chociaż jego pozyskaniem zainteresowanie wyrażało wiele klubów, ostatecznie w minionym okienku transferowym nie udało mu się opuścić Neapolu. Niewątpliwie wśród wielu powodów tego niepowodzenia było wybitnie nieprzychylne nastawienie do Polaka ze strony apodyktycznego właściciela SSC Napoli Aurelio De Laurentiisa. Słynny kreator mody lubi postawić na swoim, więc chciał Milika złamać torpedując korzystne dla reprezentanta Polski opcje transferowe. Trafiła jednak kosa na kamień, bo polski piłkarz w odwecie odrzucił wszystkie oferty korzystne dla Napoli. Za karę został wykreślony z kadry zgłoszonej do rozgrywek Serie A, Ligi Europy i Pucharu Włoch, dostał też zakaz treningów z pierwszym zespołem. Ale chociaż trenował indywidualnie, to jego występy w październikowych meczach reprezentacji Polski pokazały, że banicja zarządzona przez De Laurentiisa nie wpłynęła znacząco na jego formę. To oczywiście tylko spotęgowało zainteresowanie polskim napastnikiem, który już w styczniu, czyli na pół roku przed wygaśnięciem umowy z Napoli, będzie już mógł podpisać kontrakt z nowym klubem. A to już zapowiada najgorszy dla De Laurentiisa scenariusz, czyli taki, że Milik po wygaśnięciu umowy będzie mógł odejść całkowicie za darmo. Chociaż polski piłkarz z powodu ostatnich perturbacji sporo stracił na wartości, to wedle ocen ekspertów od piłkarskich transferów wciąż jest wart 20-25 mln euro. Nawet De Laurentiis nie może machnąć na takie pieniądze ręką.
Sytuacja zrobiła się zatem patowa, ale wygląda na to, że złe emocje trochę opadły, bo wedle doniesień włoskich mediów pod koniec ubiegłego tygodnia w siedzibie SSC Napoli w Castel Volturno odbyło się spotkanie, w którym wzięli udział Aurelio De Laurentiis, dyrektor sportowy Cristiano Giuntolio i dyrektor generalny klubu Andrea Chiavelli. Po drugiej stronie stołu zasiedli Arkadiusz Milik i jego agent David Przemyslaw Pantak. Piłkarz podtrzymał decyzję o rozstaniu z SSC Napoli, ale oświadczył, że jest gotów odejść już w styczniu, co będzie dobrym rozwiązaniem dla obu stron. Reprezentant Polski zaznaczył, że nie jest jego celem odchodzenie z klubu za darmo, ale nie zgodził się też na przedłużenie kontraktu, co znacznie podniosłoby jego wartość transferową. Spotkanie na razie nie doprowadziło do zakończenia konfliktu, ale Milik znowu widziany był na obiektach treningowych Napoli i nawet podczas treningów z pierwszym zespołem.
Kamil Grosicki z kolei, jak ma to już w zwyczaju, znowu uwikłał się w „transfer last minute”. W efekcie papiery w sprawie wypożyczenia z West Bromwich do Nottingham Forest wysłano tuż przed zamknięciem letniego okna transferowego w Anglii i jak się potem okazało, dokumenty dotarły z 21-sekundowym opóźnieniem. Przez kilka dni trwały w tej sprawie pertraktacje, ostatecznie jednak Komisja Arbitrażowa English Football League uznała transfer za nieważny. A to oznacza, że Grosicki przynajmniej do stycznia pozostanie zawodnikiem West Bromwich, z kadry którego zdążono go już całkowicie wykreślić. Na szczęście trener WBA Slaven Bilić nie okazał się łobuzem i przywrócił skrzydłowego reprezentacji Polski w prawach zawodnika podległego sobie zespołu, ale rzecz jasna nie obiecał mu miejsca choćby w szerokim składzie meczowym. „Będzie uwzględniony w kadrze i tylko od niego zależy, jak dużo będzie grał. Osobiście bardzo lubię go jako zawodnika. Kiedy jest w formie, potrafi być bardzo cenny dla drużyny, dlatego w sumie to się cieszę, że z nami został” – tak skomentował aktualną sytuację Grosickiego trener Bilić. Czy da Polakowi szansę do wykazania się, przekonamy się już w poniedziałek 2 listopada. Tego dnia West Bromwich gra ligowy mecz z Fulham.

Jan T. Kowalski

Poprzedni

Oni odeszli w tym roku

Następny

Rząd Islandii zakazał nawet sportu

Zostaw komentarz