PKO Ekstraklasa: Udany start Pogoni

W miniony weekend wznowiła rozgrywki nasza piłkarska ekstraklasa. Sensacją była porażka na własnym boisku aspirującego do mistrzowskiego tytułu Rakowa Częstochowa z Pogonią Szczecin oraz chyba jeszcze bardziej zaskakująca rezygnacja Michała Probierza po przegranym przez „Pasy” spotkaniu z Wartą Poznań.

Drużyna Rakowa podejmowała „Portowców” na stadionie w Bełchatowie, z którego z braku odpowiedniego obiektu w Częstochowie korzysta już drugi sezon. Mecz zapowiadano jako hit kończącej formalnie rundę jesienną 15. kolejki, bo w szranki z zajmującymi pozycję wicelidera ligowej tabeli częstochowianami stawała trzecia w stawce Pogoń. Obie drużyny nie zawiodły oczekiwań i stworzyły nie tylko emocjonujące, ale też stojące na przyzwoitym poziomie piłkarskie widowisko. Jeśli czegoś w nim zabrakło, to chyba tylko celnych strzałów na bramkę. Najwyraźniej po zimowej przerwie gracze obu zespołów zatracili skuteczność.
Papszun kontra Runjaić
Na ten mankament u swoich graczy po meczu bardziej narzekał trener Rakowa Marek Papszun. „Jeśli gra się z drużyną, która straciła tylko osiem bramek w 14 meczach, a nie wykorzystuje czterech bramkowych sytuacji, to trudno liczyć na dobry wynik. Do 60. minuty gra toczyła się wedle naszego planu, ale nie potrafiliśmy strzelić rywalom gola. To potęgowało nerwowość w grze mojej drużyny, natomiast graczy Pogoni ośmielało do coraz odważniejszych ataków i w końcu wykorzystali okazję do zdobycia bramki. Potem straciliśmy kontrolę nad spotkaniem, bo gdy tylko zaatakowaliśmy większą liczbą graczy, natychmiast nadziewaliśmy się na kontry” – ocenił szkoleniowiec Rakowa.
Zwycięską bramkę dla „Portowców” w 58. minucie spotkania zdobył 20-letni Adrian Benedyczak, młodzieżowy reprezentant Polski. Niemiecki trener szczecińskiej drużyny Kosta Runjaić dopiero drugi raz w tym sezonie wystawił tego obiecującego zawodnika do gry w wyjściowym składzie, ale po takim udanym występie być może będzie dawał mu częściej okazję do gry. „Adrian to utalentowany piłkarz, szybki, dynamiczny, technicznie dobrze wyszkolony. Solidnie pracuje na treningach, uczy się od starszych zawodników i dzięki temu znakomicie się rozwija. Przed nim jeszcze dużo pracy, ale jestem przekonany, że jeśli nie zejdzie z tej drogi czeka go wielka kariera – podsumował udany występ podopiecznego trener Runjaić.
Dla szczecinian zwycięstwo w meczu z Rakowem był piątym ligowym z rzędu, a wygrywając w Bełchatowie na półmetku sezonu przeskoczyli częstochowian w tabeli. „Z każdym wygranym meczem rośnie wiara w siebie, ale mnie najbardziej cieszy to, że mój zespół nauczył się też wygrywać w takich wyrównanych spotkania jak z Rakowem. Moi piłkarze zrozumieli, że jeśli każdy należycie wywiązuje się z powierzonych mu zadań, wtedy całej drużynie gra się lepiej. Raków zagrał bardzo dobrze, długo utrudniał nam zadanie na boisku, ale myślę, że nasze zwycięstwo jest zasłużone, chociaż wygraliśmy tylko jedną bramką. Stworzyliśmy jednak cztery doskonałe okazje, z których wykorzystaliśmy tylko jedną. Mój zespół w tym spotkaniu dał z siebie wszystko, może nawet więcej niż mógł” – przyznał trener Pogoni.
Starcie Rakowa z Pogonią było też prestiżową potyczką trenerów tych drużyn. Papszun prowadzi ekipę Rakowa od 18 kwietnia 2016, natomiast Runjaić pracuje w Pogoni od 6 listopada 2017 roku, obaj zatem należą do trenerskich weteranów w naszej ekstraklasie. Po zwolnieniu Jerzego Brzęczka z posady selekcjonera reprezentacji pojawiły się nawet pogłoski, że prezes PZPN Zbigniew Boniek rzekomo rozważał zatrudnienie w jego miejsce właśnie Papszuna. Jeśli nawet taki pomysł był, to chwilowo jest nieaktualny, ale umieszczenie trenera Rakowa wśród ewentualnych sukcesorów Paulo Sousy bynajmniej nie wydaje się niedorzeczne. Lecz skoro jego przymierza się do selekcjonerskiej buławy, to może warto też uwzględnić w tych przymiarkach Runjaicia.
Rejterada Probierza
Właściciel Rakowa Częstochowa Michał Świerczewski jeszcze w styczniu w wypowiedziach dla mediów nie krył, że plotki o selekcjonerskiej ofercie dla Papszuna wzbudzały w nim niepokój, bo ewentualne odejście tego trenera po pięcioletniej pracy w Rakowie stworzyłoby w tym klubie trudną do zapełnienia lukę kadrową. Nie mniejszym zaufaniem właściciela, Jarosława Mroczka, cieszy się w Pogoni Kosta Runjaić. Co ciekawe, obaj ci szkoleniowcy mają umowy ważne do końca czerwca 2022 roku, ale w naszym klubowym futbolu, jak pokazuje choćby przykład Michała Probierza, nawet wypłacalni i zapewniający szkoleniowcom komfort pracy właściciele nie mogą być nigdy na sto procent pewni ich lojalności. Prezes i główny udziałowiec Cracovii Janusz Filipiak musiał być w ciężkim szoku na wieść, że po przegranym w sobotę 0:1 meczu z Wartą Poznań Probierz rzuci zabawkami i złoży nie tylko rezygnację z funkcji trenera pierwszego zespołu, ale nawet posady wiceprezesa ds. szkoleniowych.
„Rezygnuję dzisiaj z funkcji trenera i wiceprezesa Cracovii. Po prostu muszę trochę odpocząć. Przez piętnaście lat cały czas pracowałem i nadszedł moment, w którym sam widzę, że muszę to zrobić. To był dla mnie z wielu względów bardzo burzliwy okres. Przez te piętnaście lat miałem tylko kilka miesięcy przerwy. Zawodnicy też chyba potrzebują jakiegoś innego impulsu. Życzę wszystkim powodzenia. Zawsze będę kibicował Cracovii i będę wdzięczny prezesowi Filipiakowi. Jestem jednak już na tyle doświadczonym człowiekiem i trenerem, że wiem, kiedy trzeba umieć powiedzieć stop” – oświadczył Probierz na pomeczowej konferencji prasowej.
Wypada przypomnieć, że ten 48-letni szkoleniowiec prowadził ekipę „Pasów” od czerwca 2017 roku i zdobył z nim Puchar oraz Superpuchar Polski. Pod jego wodzą Cracovia rozegrała 126 ligowych meczów, odnosząc 51 zwycięstw, notując 28 remisów oraz ponosząc 47 porażek. Jego kontrakt, który przedłużył we wrześniu ubiegłego roku, obowiązuje do końca czerwca 2023 roku. Nic dziwnego, że nagła rezygnacja Probierza wywołała falę spekulacji wokół powodów jego decyzji. W Cracovii miał pozycję, jakiej nie ma żaden z trenerów w naszej ekstraklasie, bo poza nim żaden nie jest w zarządzie klubu i na dodatek w randze wiceprezesa.
Co się takiego stało, że zrezygnował z tego po jednym przegranym meczu, mając za sobą najlepszy sezon Cracovii od 72 lat. Co prawda drużynę „Pasów” pod jego wodzą prezentowała toporny futbol oparty na sile fizycznej, wybieganiu i grze z kontrataku, ale jeszcze większe pretensje można mieć do niego za forsowaną politykę kadrową, preferującą zatrudnianie zagranicznych piłkarzy. Na razie nie wiadomo co z tym fantem zrobi prezes Janusz Filipiak.