13 czerwca 2024

loader

Chamenei ogłosił zwycięstwo

fot. Wikipedia Commons / Ali Chamenei

Tegoroczny Nowruz Irańczycy spędzili odwiedzając groby zabitych przez policję krewnych. Na ulicach kobiety coraz rzadziej noszą obowiązkowe chusty, a kraj ponownie otwiera się na turystów. Jednak mimo widocznych zmian, które przyniosło pół roku protestów, władze skutecznie przeczekały stan przedrewolucyjny. 

Nowruz (farsi: „nowy dzień”), noworoczne święto wywodzące się z tradycji zaratusztriańskiej, mieszkańcy Azji Środkowej obchodzą w dzień wiosennej równonocy. Według obowiązującego w Iranie kalendarza Dżalali (podobnie jak w kalendarzu muzułmańskim lata liczone są od opuszczenia Mekki przez Proroka) 21 marca powitano rok 1402. Oprócz obywateli Iranu świętują również inne narody żyjące na terenach dawnego Imperium Achemenidów (550-330 p.n.e.) w tym Afgańczycy (ku niezadowoleniu Talibów) i Tadżykowie – dalecy kuzyni Persów. Po rewolucji islamskiej władze Iranu próbowały ukrócić noworoczne celebracje, uważając je za pogańskie i umniejszające świętom muzułmańskim. Sami jednak szybko ulegli urokom ojczystej tradycji: dziś z okazji Nowruzu urzędnicy państwowi (a nawet sam przywódca religijny) wystosowują orędzia do tysięcy pobożnych zwolenników. 

W jednym ze swoich ostatnich przemówień ajatollah Ali Chamenei nawiązał do wydarzeń ostatniego półrocza: za zamieszki w kraju obarczył winą USA – Wielkiego Szatana – a mieszkańców pochwalił za niewielkie zainteresowanie protestami. Jednak, gdy tłum zwolenników przerwał jego wywód, wznosząc okrzyk „Śmierć Ameryce!”, nieco poirytowany ajatollah jedynie przytaknął, a następnie uciszył zgromadzonych. O wrogach wypowiadał się pobłażliwie, z dozą szyderczej, zwycięskiej dumy, ogłaszając tym samym ponowne, zgodne z wolą Allaha, zwycięstwo Islamskiej Republiki. W przeciwieństwie do poprzedniej edycji orędzia przemówienie wygłosił zgodnie ze zwyczajem w Meszhedzie – mieście zwanym religijną stolicą Iranu (zeszłoroczne, nieco mniejsze z powodu pandemii odbyło się w Teheranie), gdzie cieszy się sporym poparciem konserwatywnych mieszkańców. W kontrze na ulice znów wyszli demonstranci, życząc śmierci Chameneiemu i Islamskiej Republice.

Tradycyjna rewolucja

Z dachów i balkonów znów padły antyrządowe okrzyki, a w noc między ostatnim wtorkiem a środą roku na publicznych drogach rozpalono ogniska – tym razem nie tylko na znak protestu, lecz także zgodnie z nowruzową tradycją, według której Irańczycy skaczą nad nimi, by oczyścić się z trudów minionych dwunastu miesięcy. Ogień jest jednym z najważniejszym symboli religijnych zamieszkujących Persję zaratusztrian, którzy do dziś w swoich świątyniach (najważniejsza spośród irańskich znajduje się w Jaździe) utrzymują niegasnący od ponad tysiąclecia święty płomień. Choć władze otwarcie nie zakazują wielu praktyk pozaislamskich (oprócz bahaizmu, XIX-wiecznego odłamu wyznawców Allaha), to właśnie za ich pomocą Irańczycy uwielbiają manifestować swój sprzeciw wobec religijnego ustroju. Widoczne na ulicach w czasie protestów tańce, często tradycyjnie kurdyjskie, także stały się wyrazem buntu – szczególnie wśród kobiet, którym islamskie prawo zakazuje podobnych rozrywek. 

Przed rewolucją i zaprowadzeniem przez ajatollaha Chomejniego nowego, mahometańskiego porządku, celebracjom towarzyszyło także picie wina. Iran, do niedawna uważany za kolebkę trunku, wokół którego rozwinęły się później najważniejsze europejskie kuchnie, gospodarki i cywilizacje, stracił niedawno swój status na rzecz Gruzji. To właśnie na Kaukazie w 2017 odkryto najstarsze, datowane na prawie 6000 lat p.n.e. dowody produkcji wina wyprzedzające Persów o tysiąclecie. Konieczność przyznania racji archeologom stanowiła dla Irańczyków nie lada porażkę: konflikty w regionie od lat rozchodzą się nie tylko o ziemię i wiarę, lecz także o kulinarne wynalazki. Kiedy Ormianie wojują z Turkami o tradycyjną kawę w tygielku, na scenę wkracza zauroczony krajami arabskimi (gdzie kawa była napojem pustynnych plemion) Zachód. Nadaje jej uniwersalne miano „bliskowschodniej”, czasem nawet „orientalnej”. Persowie natomiast unikają sporu, gdyż na co dzień preferują herbatę cejlońską lub chińską (która dotarła do nich szlakiem jedwabnym) gotowaną w podpatrzonych u Rosjan samowarach, kawę zostawiając jedynie na specjalne okazje. 

W walce o niegdyś popularne wino przeszkodziła im jednak islamska prohibicja: podczas gdy Gruzja skutecznie rozpowszechnia na Zachodzie kaukaskie szczepy winogron, Irańczycy produkują alkohol jedynie w domowych warunkach. Czarny rynek zdominował łatwiejszy do uzyskania Arakh-sagi – samogon z rodzynek o lekko mętnej, lecz wciąż przezroczystej barwie i powszechnie nielubianym smaku. Często rozcieńcza się go z popularnym bezalkoholowym piwem (choć ambitniejsi dodają do zeroprocentowego napoju drożdży i sami go fermentują) lub pije bezpośrednio z plastikowych kanistrów, jeszcze nim zdąży ostygnąć po opuszczeniu destylarni. Protestujący wypełniają nim dla niepoznaki butelki po wodzie mineralnej, by dodać sobie odwagi i otuchy w ulicznych walkach, a kierowcy nie stroniąc od niego, wsiadają do samochodów (w 2012 miesiąc kontroli trzeźwości na teherańskich drogach wykazał, że ponad jedna czwarta prowadzi pod wpływem). Choć za posiadanie i spożywanie alkoholu grozi więzienie, chłosta (kara wykonywana coraz rzadziej) lub nawet śmierć, władze są nieskuteczne w egzekwowaniu obowiązujących przepisów, a czarny rynek zapewnia używki zarówno szmuglowane z zagranicy, jak i te krajowej produkcji.

Strajk generalny

Ostatnie półrocze ponownie wystawiło rząd Ajatollahów na próbę. Śmierć Kurdyjki Żiny Amini z rąk islamskiej policji poruszyła coraz bardziej liberalizujący się naród: kobiety wyszły na ulice, paląc noszone dotąd często zaledwie na czubkach głów chusty, policjanci i członkowie działającej nieprzerwanie od czasów Chomejniego islamskiej milicji – basydżowie (farsi: Basij – mobilizacja) – ginęli z rąk wściekłego tłumu, a pozostawione w spadku przez szacha Pahlaviego teherańskie więzienie Evin ponownie wypełniło się po brzegi. Życie tracili studenci i klasa pracująca, dzięki której w ogóle protesty wybuchły, a także dzieci, niekiedy przypadkowo trafiające na uliczne przepychanki. Liberałowie grzmieli o konieczności powrotu do kraju Cyrusa Rezy Pahlaviego, wygnanego dziedzica tronu, a irańska diaspora (często również dobrze wspominająca monarchię) namawiała do rezygnacji z hasła „nie dla hidżabu” na rzecz „nie dla obowiązkowego hidżabu” – nieco mniej prowokującego. Za protestującego uznawany był ten, kto znalazł się w centrum wydarzeń, wracając ze szkoły, pracy, zakupów. Choć rządu ostatecznie nie obalono, irańskie ulice zobaczyły tak wielkie tłumy po raz pierwszy od pokonania brutalnego reżimu Szacha. W dawnej rewolucji szukano wręcz analogii: na podstawie map protestów z 1979 planowano nowe marszruty dla demonstrantów tak, by nie rozpierzchli się oni po odległych zakamarkach Teheranu, tworząc odrębne manifestacje. 

Choć protesty z początku były zrywem feministycznym, szybko nabrały powszechnego charakteru: zastrajkowali straganiarze, sklepikarze, kilkakrotnie stawały nawet linie produkcyjne fabryk. Opustoszały na co dzień tętniące życiem bazary, co stanowi zwykle punkt kulminacyjny irańskich zrywów – można wtedy mówić o strajku generalnym. Gdy w 2018 roku handlarze nie przyszli do pracy władze zagroziły, że będą ich zabijać. Tym razem, choć rząd okazał się w swoich groźbach nieco oszczędniejszy (ostrożniejszy wskutek nagłaśniania sytuacji przez zachodnie media) metody deeskalacji pozostały niezmienione. Basydżowie (główna siła towarzysząca policji w rozpędzaniu zamieszek), mimo odpowiedniego przeszkolenia w zakresie bezpiecznego rozganiania tłumu i obsługi broni niebojowej, w praktyce stronią od wyuczonych metod. Strzelby śrutowe, które domyślnie służyć miały do oddawania jedynie strzałów ostrzegawczych z długiego dystansu, stały się śmiercionośnym narzędziem pierwszej linii frontu, często wyręczając w tym policyjne kałasznikowy. Wśród liczonych w setkach ofiar śmiertelnych znaleźli się postrzeleni, pobici, uduszeni czy też tacy, którzy doczekali swoich egzekucji w murach więzienia. 

Sukcesy i porażki

„Islamska Republika udowodniła, że jest silna” – te słowa ajatollah Chamenei zaadresował do zgromadzonego w Meszhedzie tłumu, a także do tych w domach przed telewizorami. Iran ponownie wrócił na arenę międzynarodową jako istotny gracz, zaopatrując w broń osłabioną przez walki na Ukrainie Rosję, a także otwierając się na wznowienie przerwanych w 2016 roku stosunków dyplomatycznych z Arabią Saudyjską. Pasmo sukcesów w rzeczywistości przyćmione jest jednak przez narastające kłopoty: szalejącą inflację i rosnące ceny paliwa, a także przeludnienie największych miast i kryzys mieszkaniowy. Buntuje się również Kurdystan, gdzie w czasie protestów wojska brutalnie pacyfikowały miejscową ludność. (W sam dzień Nowruzu otworzono ogień do świętujących, raniąc ponad trzydzieści osób). 

Przeciwko Chameneiemu występują już nawet muzułmanie, których zjednał sobie jego poprzednik. Pod koniec 2022 roku media doniosły o pogarszającym się stanie zdrowia ajatollaha: w dalszym ciągu nie ma jednak mowy o następcy, a rządzący unikają rozmów na ten temat. Choć wraz ze śmiercią przywódcy religijnego może nastąpić upadek reżimu, mieszkańcy obawiają się, że stanowisko obejmie kolejny kleryk – tym razem może nieco bardziej liberalny i postępowy. 

Emil Bonk

Poprzedni

Co z tym Ziobrą?

Następny

Koniec marzeń Trumpa?