Dokąd popłynie Brytania?

Pojedynek Jeremy’ego Corbyna i Borisa Johnsona był bardzo ważną konfrontacją. Spotkały się dwa rodzaje polityki oraz dwie wizje państwa.

19 listopada miała miejsce debata liderów dwóch najważniejszych partii brytyjskich – Partii Pracy i Partii Konserwatywnej. Debata miała miejsce w Salford w Greater Manchester.
Wizję na żywo gwarantowała stacja ITV News, jest to fakt wart odzwierciedlenia ze względu na to, że media brytyjskie są niezwykle spolaryzowane, chyba nawet bardziej niż w Polsce. Kolejną ważną rzeczą była struktura debaty: prowadziła ją Julia Etchingham, lecz pytania zadawali ludzie z różnych klas, regionów i różnej płci, również byli to wyborcy różnych partii.
Część pytań padała prosto z widowni, część została wcześniej wysłana do stacji telewizyjne, te czytała prowadząca. Dotyczyły one oczywiście Brexitu oraz dalszych losów unii spajającej Anglię, Walię. Szkocję oraz północną część Irlandii, jednolitych finansów Wielkiej Brytanii oraz jednych służb publiczny (tutaj mowa była głównie o edukacji oraz NHS). Mowa była również przez chwilę o ustroju Wielkiej Brytanii, który jest nie do tknięcia według Johnsona, natomiast Corbyn stwierdził, że potrzebuje on naprawy.

Corbyn merytoryczny

Dowiedzieliśmy się również, co Corbyn czy Johnson kupiliby sobie na święta. Lider Labour kupiłby oponentowi powieść Dickensa „Opowieść wigilijna”, by ten zobaczył, jakim skąpcem był Ebenezer Scrooge. Premier Johnson natomiast, we właściwym sobie stylu, podarowałby egzemplarz swojego „Brexit deal”.
Debata była więc nie tylko pokazem wizji stojących za liderami, ale też osobowości, szczególnie humoru oraz charyzmy. To też istotne w momencie, w którym padają pytania o to, jak obywatele i obywatelki mogą zaufać politykom w momencie tak wielkiej polaryzacji, która wzmacniana jest przez obie partie. Wynika to z samej istoty polityki, lecz pod względem chamskich zagrywek przodują w niej Torysi.

Johnson demagogiczny

Dowodzi tego między innymi akcja mająca miejsce w czasie debaty. Twitterowy serwis prasowy Torysów na czas debaty zmienił nazwę, jak i logo na „factcheckUK”, co upodobniło go do jednego z serwisów weryfikujących tezy i pomysły polityków. Nie powinno to dziwić: lider tej partii jest wprost dzieckiem epoki prawicowego populizmu. Ostatnio zresztą porównał on Corbyna do Stalina, w kontekście podejścia do zamożniejszej części społeczeństwa.
Krzykliwym i arogancki premier podczas debaty potrafił dziesiątki razy skręcać w stronę Brexitu, praktycznie przy każdej kwestii. Nawet we wspomnianym humorystycznym „świątecznym” momencie musiał eksponować swoje ego. Był non stop upominany przez prowadzącą, co i tak mu kompletnie nie przeszkadzało, nie raz musiała ona na niego podnieść głos, ale on miał to wprost za nic.
Za nic miał też prawdę, rzucając fake newsami, m. in. twierdząc, że Labour już ustaliła koalicję ze Szkocką Partią Narodową. To kłamstwo było szczególnie dobrze dobrane, ponieważ taka koalicja wiązałaby się z kolejnym referendum niepodległościowym.

Leave lub Remain

Johnson jest w końcu niezwykle energicznym i niezmordowanym medialnym potworkiem, którym media od lat podbijały sobie oglądalność telewizyjną czy prasową sprzedaż. W konfrontacji z nim Jeremy Corbyn zaprezentował się zdecydowanie jako osoba dążąca do narodowego konsensusu ponad wszystko.
Szczególnie w sprawie Brexitu. Niestety nie udało mu się obronić retorycznym chwytem pozycji Partii Pracy, która uważa, że najlepszym wyjściem dla kraju byłyby kolejne negocjacje oraz nowe referendum za około pół roku, w którym to Brytyjczycy zdecydowaliby znów: Leave lub Remain.
Nie był on również w stanie zadeklarować się, za czym opowie się jego partia. Mimo to robił wrażenie na tyle dobre, że dziennikarze po debacie mogli twierdzić, że Corbyn kieruje się interesem wspólnym obywateli i obywatelek, a nie egotyczną strategią, którą wyznaje Johnson.
Pod względem charakteru brakowało Corbynowi humoru, prezencji oraz charyzmy, co szczególnie widać było w kwestii Brexitu. Tyrady Johnsona wgniatały go w mantrę powtarzania stanowiska Labour, a wrażenie to pogłębiały w jego przekrzywione okulary i trochę stetryczała dynamika ciała.

Emocje rzadzą

Jednak w kwestiach programowych Corbyn przodował. Potrafił on stworzyć spójną wizję państwa dobrobytu, od NHS po edukację oraz służby publiczne, czy też skrócenie tygodnia pracy do czterech dni. Johnson pod względem programowym nie miał do zaoferowania niczego: albo Brexit albo standardowa demagogia dotycząca gospodarki, którą opinia publiczna już dawno sfalsyfikowała. Bez zmian finansowych, między innymi bez podwyżki podatku korporacyjnego, nie można kompleksowo usprawnić funkcjonowania państwa.
Niestety to prymitywne emocje rządzą brytyjską polityką, co widać szczególnie od kilku Brexitowych lat, nie rządzi nią merytoryka. W niej królują laburzyści, Corbyn świetnie to wykorzystał. Program został jasno i ściśle przedstawiony. Lecz viralowy fakt tego, że Corbyn dziewięć razy nie odpowiedział na pytanie „leave or remain?”, może być szczególnie ważny. Co Johnson, człowiek brukowych mediów, fake newsów i demagogii doskonale wiedział.