Dwa symbole Kosowa – Rugova i Thaci

Stare pojęcie „kocioł bałkański” powróciło w ostatniej dekadzie ubiegłego stulecia w związku z erupcją nacjonalizmów na obszarze byłej Jugosławii – głównie serbskiego, chorwackiego i albańskiego. Efektem tego stały się stare i nowe konflikty oraz wojny w regionie, w które zaangażowane były w różnym stopniu Rosja i USA, a także organizacje międzynarodowe-m.in. ONZ, NATO i Rada Europy.

Ta sytuacja wciąż nie jest do końca uregulowana i odnosi się to w największym stopniu do 2-milionowego,niewielkiego (11 tys. km kw.) Kosowa, gdzie dominuje ludność albańska,a którego status nadal stanowi przedmiot sporów. Przypomina o tym najnowsze wydarzenie jakim jest rezygnacja z urzędu prezydenta tej republiki Hashima Thaci (pełnił tę funkcję od 2016 r.),który był pierwszym premierem Kosowa, a wcześniej jednym z dowódców tzw. Armii Wyzwolenia Kosowa (UCK). Błyskawicznie trafił do Hagi, gdzie wraz z kilkoma innymi liderami UCK (m.in. Jakub Krasniqi, Sali Mustafa) stanie przed specjalnym Trybunałem oskarżony o zbrodnie wojenne na przeciwnikach politycznych – Serbach i Romach. Do tego dochodzą zarzuty o przestępstwa innego rodzaju-przemyt narkotyków, a nawet handel organami przeznaczonymi na przeszczepy.
Kilkanaście lat wcześniej (w 2001 r.) przed Międzynarodowy Trybunał ds. Zbrodni Wojennych w byłej Jugosławii utworzony w Hadze trafił też były prezydent tego państwa Slobodan Milosevic, który wkrótce tam zmarł.
Od początku lat 90.-jako członek Zgromadzenia Parlamentar-nego Rady Europy, a później jego wiceprzewodniczący, miałem możliwość uczestnictwa w wielu misjach Rady w Serbii, Chorwacji,Albanii,Bośni i Hercegowinie (m.in. w trakcie oblężenia Sarajewa) zwłaszcza o charakterze humanitarnym, związanych z tragicznym losem uchodźców w specjalnych obozach (np. w Kukes). Także rozmów z przywódcami tych państw-Milosevicem, Izetbegovicem, Tudjmanem i innymi. A uchodźców z niewielkiego Kosowa było aż 300-350 tys. i w znacznym stopniu stali się ofiarami czystek etnicznych.
Wyjątkowo pozytywną, koncyliacyjną rolę (w odróżnieniu od Thaciego) odgrywał przywódca kosowskich Albańczyków Ibrahim Rugova – prezydent Kosowa w latach 1992-2006, laureat Nagrody Sacharowa w 1998 r. Pamiętam nasze spotkania w jego domu w Prisztinie. Mówił dobrze po francusku – w końcu studiował na Sorbonie i był językoznawcą.
Jego znakiem rozpoznawczym była zawsze apaszka u szyi.
Nie krył, iż jest pacyfistą, unikającym radykalnych środków. To go odróżniało od gotowych do uciekania się do przemocy wobec Serbów działaczy UCK. Paradoksalnie dlatego miał poparcie USA i polityków Zachodniej Europy. Aż do śmierci w 2006r. był niekwestionowanym autorytetem zarówno politycznym, jak i moralnym.
Rugova wchodził w skład kosowskiej delegacji na rozmowach pokojowych kosowsko- serbskich, które toczyły się na zamku Rambouillet pod Paryżem. Podpisał porozumienie gwarantujące Kosowu autonomię, natomiast kontrolę nad procesem pokojowym miał sprawować blisko 30-tysięczny kontyngent żołnierzy NATO (KFOR). Jednak Milosevic odrzucił te warunki co doprowadziło do rozpoczęcia 24 marca 1999 r. nalotów lotniczych NATO, które trwały aż 79 dni. Bombardowany był m.in. Belgrad, w tym ambasada Chin. Rada Bezpieczeństwa ONZ nie zaakceptowała takiej polityki, ostro reagowała także Rosja. Wzrosła natomiast liczba uchodźców, uciekających zwłaszcza do Albanii i Macedonii.
Problem Kosowa nie jest do dziś rozstrzygnięty. 17 lutego 2008 r. parlament (na czele rządu stał Hashim Thaci) proklamował jednogłośnie niepodległość tego państwa-bez konsultacji ze społecznością międzynarodową. Nie uznała tego faktu do dziś połowa członków ONZ, w tym m.in Chiny, Rosja, Hiszpania, Rumunia. Kosowo nie należy też do Rady Europy, gdyż szereg państw (np. Cypr, Słowacja) obawia się, iż taki precedens może zagrozić integralności ich terytoriów. Co więcej Rosja zręcznie wykorzystuje tę sytuację i powołuje się na casus Kosowa broniąc własnej polityki np. w odniesieniu do Abchazji, Naddniestrza, a nawet „Republik” Donieckiej oraz Ługańskiej. W 2008 r. były prezydent Finlandii Martti Ahtisaari otrzymał pokojową Nagrodę Nobla za wkład w rozwiązanie pokojowe szeregu konfliktów międzynarodowych, w tym tego w Kosowie. Nie po raz pierwszy mieliśmy tu do czynienia z sytuacją „wishful thinking”.
Cały problem jest wciąż nader delikatny. Gdy przed wielu laty byłem na stypendium Fulbrighta na Harvardzie poproszono mnie, bym przez jeden semestr trochę pomógł w „aklimatyzacji” w Cambridge (Mass.) Albańczykowi, który wcześniej był w Chicago, gdzie jest niewielka kolonia albańska. Okazał się być Albańczykiem z Kosowa – filozofem, który później stał się gorliwym zwolennikiem niepodległości tego terytorium i działał w opozycji wobec rządu w Belgradzie. Polubiliśmy się.
Kilkanaście lat temu w drodze do Grecji , w samochodzie, którym jechaliśmy (Ford) zepsuła się jakaś część. To było w Kosovskiej Mitrovicy. Wieczór, nic nie daje się zrobić. Wtedy jakoś zapytałem o Ukshina Hoti, którego imię nosi obecny Uniwersytet w Prizrenie (drugie co do wielkości miasto Kosowa). Wszystko zmieniło się jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej. ”W warsztacie jutro wszystko będzie gotowe” „Znaleziono” nawet małżeństwo polsko-albańskie. Ukshin był dla nich bohaterem narodowym, który siedział m.in. w więzieniu w Dakovicy. Niestety już zmarł.