Nie wszystko stracone?

Amerykanie zerwali ostatecznie rozbrojeniowy traktat INF, o rakietach średniego zasięgu mogących przenosić ładunki jądrowe. To jeden z serii pokojowych układów międzynarodowych unicestwionych przez Stany Zjednoczone za rządów Donalda Trumpa. Celem amerykańskiej akcji jest uwolnienie się z ograniczeń traktatu, by skontrować rosnące w siłę Chiny.

Amerykanie przedstawili pretekst do zerwania układu wskazując, że Rosja nie w pełni przestrzega jego postanowień. Antonio Guterres, sekretarz generalny ONZ, żałował, że traktat INF przeszedł do przeszłości: „Świat stracił cenne narzędzie przeciw wojnie nuklearnej”. W tej chwili działa już tylko ostatni rosyjsko-amerykański układ – START, który utrzymuje na wodzy arsenały atomowe obu krajów. Wygaśnie za dwa lata.
Mimo tej oficjalnej wersji amerykańskiego motywu, obserwatorzy w Stanach i Europie utrzymują, że chodziło raczej o wyścig z Chinami, które przecież nie podpisywały traktatu amerykańsko-radzieckiego i w ciągu ostatnich 10 lat rozwinęły swe zbrojenia rakietowe, bez żadnych ograniczeń zasięgu. W kontekście wojny handlowej z Chinami, USA chcą mieć wolną rękę. Te przypuszczenia potwierdził zresztą następnego dnia sam prezydent USA Donald Trump. W wypowiedzi dla mediów powiedział, że chciałby doprowadzić do zawarcia nowego układu, w którym uczestniczyłyby obok USA i Rosji właśnie także Chiny. „Chiny były bardzo zainteresowane rozmową na ten temat, podobnie jak Rosja. Tak więc sądzę że w pewnym momencie dojdziemy do porozumienia” – zapewnił.
W reakcji na wygaśnięcie traktatu rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych poinformowało, że Rosja nie będzie rozmieszczać na swoim terytorium naziemnych rakiet pośredniego zasięgu, jeśli tylko analogicznych pocisków nie rozmieszczą tam przed nią Stany Zjednoczone. „Apelujemy do USA, by zrezygnowały z rozmieszczania opracowywanych przez siebie rakiet wymienionych klas, o czym niestety aktywnie zaczął mówić Pentagon i poszły za przykładem Rosji” – czytamy w oświadczeniu. W przeciwnym razie, pisze MSZ, „pełna odpowiedzialność za wzrost napięcia na świecie spocznie na barkach Waszyngtonu” – napisano w oświadczeniu rosyjskiego MSZ.
Układ o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych pośredniego zasięgu został zawarty między ZSRR a USA w 1987 roku. Zgodnie z traktatem zakazano również tworzenia i rozmieszczania rakiet lądowych o zasięgu od 500 do 5500 km. Zakaz dotyczył zarówno pocisków manewrujących, jak i balistycznych. Wówczas chodziło o radzieckie rakiety SS-20 i amerykańskie „Pershingi”.
Zdaniem Amerykanów strona rosyjska naruszała traktat rozmieszczają pociski manewrujące 9M729 (w nazewnictwie NATO SSC-8) o zasięgu 480 km, będące lądową wersją bazujących na okrętach podwodnych pocisków SSN-21. Z kolei Rosjanie zarzucają USA, naruszenia umowy w zakresie testowania systemów obrony przeciwrakietowej, a także możliwości zainstalowania zakazanych przez traktat rakiet na tarczy antyrakietowej AEGIS.
W sumie, choć traktat teraz nie obowiązuje, obie strony zastrzegają się jak mogą, że nie dopuszczą do powrotu niekontrolowanego wyścigu zbrojeń. Ile warte są te zapewnienia – okaże się. Dobre wszakże choć to, że tak Waszyngton jak i Kreml zdają sobie sprawę, jakie wrażenie na świecie to wywołało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *