Sushi con carne

Donald Trump nim poszedł w cholerę, pokazał że facecjonistą jest. Proklamował 22 stycznia Narodowym Dniem Świętości Życia Ludzkiego. „Każde ludzkie życie jest darem dla świata. Każdy człowiek, urodzony czy nienarodzony, młody czy stary, zdrowy czy chory, jest stworzony na święty obraz Boga. Wszechmocny Stwórca daje każdemu człowiekowi wyjątkowe talenty, piękne sny i wspaniały cel. W Narodowym Dniu Świętości Ludzkiego Życia świętujemy cud ludzkiej egzystencji i odnawiamy nasze postanowienie budowania kultury życia, w której każdy człowiek w każdym wieku jest chroniony, ceniony i kochany” – dowcipkował e prezydenckiej proklamacji. Żeby spointować ją rozśmieszającym cały świat stwierdzeniem , że od pierwszego dnia urzędowania podejmował „historyczne działania mające na celu ochronę życia niewinnych ludzi w kraju i za granicą”.
Dlaczego to śmieszne jest?. A kto był prezydentem USA w 2019 roku lat 70. poprzedniego wieku. Drugi najtragiczniejszy wynik zanotowano w 2006 roku – wówczas masowych morderstw zanotowano 38.
211 zabitych w tych zabójstwach osób, nie jest jednak rekordową liczbą. Najwięcej, 224 ofiar, zanotowano w 2017 roku, głównie dzięki zamachowi w Las Vegas, gdy doszło do najtragiczniejszej we współczesnej historii USA strzelaniny. Wtedy w Białym Domu też przecież był Trump obrońca życia.
W minionym roku , czyli za prezydentury Trumpa, nawet Nowym Jorku, gdzie obowiązywał wiele miesięcy lockdown, też znacznie wzrosła przemoc. Odnotowano tam 462 zabójstw w porównaniu z 319 w roku 2019, co oznacza wzrost o 44.8 proc. Poprzednio najwięcej ludzi zginęło w Nowym Jorku w 2011 roku. Śmierć poniosło wówczas 515 osób.
W 2017 roku Stany Zjednoczone pobiły też rekord w śmiertelności z użyciem broni palnej. Niemal 40 tys. osób zginęło tam wtedy z powodu zabójstw na skutek strzału, jak i samobójstw. To najgorszy wynik od ponad 20 lat. Dało to również wynik 12 takich zgonów na 100 tys. mieszkańców, podczas gdy w 2010 roku współczynnik ten wynosił 10,1.
O tym, że z USA jest coś mocno nie tak świadczą wyniki z innych krajów. Choćby 0,2 osoby zabitej ze spluwy na 100 tys. mieszkańców w Japonii, 0,3 w Wielkiej Brytanii i 0,9 w Niemczech. Nawet w Kanadzie współczynnik ten wynosi 2,1.

Przejrzenie polskich serwisów z informacjami ze świata jest pouczające. Świat według polskich szacownych agencji i portali to Unia Europejska, po starej znajomości Wielka Brytania i Stany Zjednoczone. Czasem pojawi się Rosja, a to głównie po to, żeby przywalić Putinowi – choćby Nawalnym. Równie nieczęsto (jeśli akurat nie ma jakiegoś zamachu w Izraelu), pojawia się Bliski Wschód. Od wielkiego dzwonu mignie gdzieś nius o Chinach. Indonezja istnieje tylko jak gdzieś zaginie jej samolot.
W świecie według naszych mediów nie ma Ameryki Południowej, nie ma też Afryki, Australii z Oceanią, a Azja występuje bez Indochin, Indii i Japonii. Mały ten nasz świat się zrobił? Czy może żadnej redakcji nie stać na wypuszczenie dziennikarzy choćby tam, gdzie masowo (nawet w porze pandemii) docierają turyści. Dlatego dziś jak ktoś chce się czegoś ciekawego dowiedzieć o świecie to zostają mu niszowe portale i pełen fotek z podróży Facebook.
Gdyby zaś kogoś interesowało to, co interesuje polskich dziennikarzy poza plotkami z Waszyngtonu, opowieści z Unii i koronawirusa światowego, to wyjdzie, że nic. Wojna w Afryce Środkowej nie istnieje, Wojna w Rogu Afryki też nie. Ciągłe zadymy w niemal każdym zakątku Ameryki Łacińskiej również nikogo nie ruszają, w przeciwieństwie do śmierci Maradony.
Nie dziwmy się zatem, że niemające pojęcia o istnieniu świata innego niż mediach społeczeństwo, nie jest w stanie zauważyć, że to co zaproponował Polsce liberalizm przeniosło nas wprost do struktury społecznej panującej w Ameryce Południowej. Ta zaś charakteryzuje się tym, że demokrację zmienia już to na rządy populistów, już to na jakąś inną juntę.

Od wielu lat mnóstwo polityków chce wmówić ludziom, że Władimir Putin to idiota. Bo tylko idiota każe zabijać swoich przeciwników, po to, żeby wszyscy wiedzieli, że to on stał za morderstwami. Annę Politkowską w Rosji znała garstka ludzi. Dziennikarka nie miała zatem najmniejszych szans, by stać się dal Putina, kimś kogo trzeba się było pozbyć. A jednak ją zabito. Litwinienko naopowiadał po wyjeździe z Rosji wszystko co mógł. Miał na to dużo czasu, tak samo jak wielu innych pracowników rosyjskich służb, którzy przenieśli się na Zachód i tam żyją z opisywania tego co chcą czytać i słuchać miłośnicy wolności i demokracji. Ale to Liwinienkę potraktowano polonem i to w taki sposób, że wszyscy wiedzieli, że to robota FSB. Po ataku Nowiczokiem” na kolejnego byłego agenta i jego rodzinę w Zjednoczonym Królestwie, kto chciał mógł dowiedzieć się, co to ten Nowiczok oraz to, że występuje on jedynie w Rosji i służy do zabijania ludzi niewygodnych dla Kremla.
Skoro jednak atak w Anglii nikogo nie zabił, a środek bojowy został zdekonspirowany, to dlaczego właśnie jego użyto do otrucia Aleksieja Nawalnego? Wytłumaczenie serwowane przez media mówi, że dlatego, że Putin boi się Nawalnego i postanowił do wyeliminować. I pewnie dlatego za Nawalnym jeździła od lat ta sama szpiegująca go na rzecz Kremla ekipa, której skład otoczenie Nawalnego dobrze znało. Potem zaś ktoś z dzielnych zabójców od Putina wykonał jego rozkaz i wlał Nowiczoka do butelki.
Zapewne dlatego, że rosyjskie służby nie mają pojęcia jak kogoś zabić, żeby nie został żaden ślad, że to zbrodnia a nie wypadek. Władimir Putin rządzi zatem strukturami zatrudniającymi kretynów, którzy nie mają pojęcia o mokrej robocie. Taka opinia przylgnęła do rosyjskich służb za sprawą mediów. Opinia ta oczywiście ma w sobie i to, że przełożonym takich kretynów nieudaczników, musi być jeszcze większy kretyn. Putin znaczy.
Nikt nie lubi być nazywany kretynem i idiotą. Putin też nie. I właśnie za to, a nie za wydumane poparcie społeczne dla Nawalnego ma do opozycjonisty pretensje. Dlatego zapuszkował go tuż po przylocie z Niemiec. Ale zamiast zesłać go na białe niedźwiedzie, Putin pozwala Nawalnemu nawet w pierdlu nie rozstawać się z komórką, dzięki której Nawalny jakby nie siedział.
Sushi prosi zatem, żeby ktoś wreszcie powiedział o co w tym wszystkim chodzi.