PKO Ekstraklasa: Teraz prowadzi Legia

Piłkarze Wisły Płock tylko przez tydzień cieszyli się z pozycji lidera ekstraklasy. W 14. kolejce przegrali we Wrocławiu ze Śląskiem 1:3 i spadli na piąte miejsce. Nowym liderem została Legia Warszawa, która pokonała w Gdyni Arkę 1:0 i wyprzedza drugą w tabeli Cracovię lepszym bilansem bramek.

Dla „Nafciarzy” nie jest to dobry okres. W połowie poprzedniego tygodnia odpadli w 1/16 finału z Pucharu Polski, przegrywając z pierwszoligowym Stomilem Olsztyn w rzutach karnych, a w miniony poniedziałek przegrali ligową potyczkę ze Śląskiem, przez co stracili prowadzenie w tabeli. Była to pierwsza porażka płockiego zespołu w ekstraklasie od 13 września, ale też trudno uznać to za jakąś wielką sensację. W naszej przeciętnej pod względem sportowym najwyższej klasie rozgrywkowej nie ma zespołu, który potrafiłby utrzymać zwycięską passę dłużej niż przez kilka tygodni. Swoje pięć minut miały w tym sezonie Śląsk Wrocław, Jagiellonia Białystok, Pogoń Szczecin i ostatnio Wisła Płock, teraz na ligowym tronie zasiadła Legia Warszawa, ale nie jest wcale powiedziane, że na tym gorącym meblu utrzyma się dłużej od innych drużyn. W ostatniej przed reprezentacyjna przerwą 15. kolejce legioniści zagrają u siebie z Górnikiem Zabrze, „Nafciarze” podejmą Cracovię, Piast zagra w Gliwicach z Jagiellonią, a Lechia Gdańsk u siebie z Pogonią. Wyniki trudno przewidzieć, więc także układ czołówki tabeli na formalne zakończenie rundy jesiennej. Tym bardziej, że prowadząca w tabeli Legia zaliczyła serię trzech meczów z rzędu bez porażki i zgodnie z regułami naszej ekstraklasy jest poważnie zagrożona wpadką.

Bohaterem stołecznego zespołu w meczu z Arką był strzelec gola Jarosław Niezgoda. Było to ósme ligowe trafienie tego 24-letniego napastnika w tym sezonie. Taka liczba goli winduje go na czoło klasyfikacji strzelców ekstraklasy, gdzie są jeszcze Duńczyk Christian Gytkjaer z Lecha Poznań i Hiszpan Jesus Imaz z Jagiellonii. Za plecami tego tercetu z jedną bramką mniej znajdują się Paweł Brożek (Wisła Kraków) i kolejny Hiszpan, Jorge Felix z Piasta Gliwice. Sześcioma trafieniami mogą wykazać się Słoweniec Damjan Bohar (Zagłębie Lubin), Patryk Klimala (Jagiellonia Białystok), Portugalczyk Rafael Lopes (Cracovia) i Artur Sobiech (Lechia), a pięcioma Kostarykanin Felicio Brown Forbes (Raków Częstochowa), Adam Buksa (Pogoń), Hiszpan Erik Exposito (Śląsk Wrocław), Szwajcar Darko Jevtić (Lech), Piotr Parzyszek (Piast), Słowak Robert Pich (Śląsk Wrocław) i Słoweniec Sasza Żivec (Zagłębie Lubin). Ewidentną zmianą na lepsze jest obecność w ścisłej czołówce kilku polskich piłkarzy, a zatem może to któryś z nich zdobędzie na koniec sezonu koronę króla strzelców i przerwie dominację obcokrajowców w tej rywalizacji. Brożek ma już w dorobku dwa takie trofea, ale jest już jak na piłkarza w emerytalnym wieku, a na dodatek podatnym na kontuzje. Większe szanse mają Klimala, Niezgoda, Buksa i Parzyszek, o ile rzecz jasna dotrwają do końca rozgrywek, bo cała czwórka już ma transferowe oferty z zagranicznych klubów.

 

Na szczycie tabeli ścisk jak w metrze

Piłkarze Cracovii ostatni tydzień mieli udany. Pokonali u siebie Pogoń 2:0, potem w Pucharze Polski Bytovię Bytów 3:2, a w minioną sobotę wygrali z Lechią Gdańsk 1:0. „Pasy” są w czubie ligowej tabeli, z szansami na tytuł mistrza jesieni, ale w czołówce ścisk jest ogromny i wystarczą dwa-trzy potknięcia, żeby zlecieć do grupy spadkowej.

Zwycięstwem z Lechią Cracovia zwieńczyło udany tydzień. W ubiegły weekend krakowianie pokonali Pogoń i zepchnęli ją z pozycji lidera, we wtorek awansowali do 1/16 finału Pucharu Polski, a w sobotę po zwycięstwie nad Lechią sami wspięli się na ligowy tron, bo „Portowcy” nie zdołali pokonać u siebie Lecha Poznań i po remisie 1:1 usadowili się za plecami „Pasów”. Ten układ był jednak bardzo tymczasowy, bo już w niedzielę mogły go zburzyć zespoły Piasta i Legii, a w poniedziałek jeszcze Wisła Płock.

Różnica punktowa między pięcioma czołowymi zespołami ekstraklasy jest tak niewielka, że po każdej kolejce kolejność może ulegać zmianie. W najbliższy weekend odbędzie się 15. seria spotkań i w tej chwili trudno przewidzieć, który zespół zdobędzie symboliczny tytuł mistrza jesieni. Symboliczny, bo pozycja lidera ekstraklasy na tym etapie rozgrywek nie daje żadnych gwarancji na zdobycie mistrzostwa Polski. Prawdę mówiąc, nie daje nawet gwarancji zakończenia tego roku w górnej połówce tabeli, bo przecież nasza ekstraklasa zakończy zmagania dopiero 22 grudnia, po rozegraniu 20. kolejki spotkań. Dowodzi tego najlepiej przykład Lechii Gdańsk, dla której porażka z Cracovią była czwartym ligowym meczem bez wygranej (dwie porażki i dwa remisy).Aa przed tą nieudana serią gdańszczanie zajmowali trzecie miejsce i mieli dwa punkty straty do lidera, a teraz przy niekorzystnych dla nich wynikach innych spotkań mogą już po 14. kolejce nawet wypaść z grupy mistrzowskiej.