Lechia daleko od Lecha

Fot. W meczu na szczycie ekstraklasy Lechia Gdańsk pokonała Jagiellonię Białystok 3:2

 

 

W 16. kolejce były trzy hity. Lechia pokonała wicelidera Jagiellonię 3:2 i umocniła się na prowadzeniu. Porażkę białostocczan wykorzystała Legia, która wywiozła z Lubina komplet punktów i awansowała na drugą pozycję. A w Poznaniu rządy w Lechu objął Adam Nawałka.

 

Były selekcjoner reprezentacji Polski zaraz na przywitanie zaznaczył, że „to nie jest ten czas i ten dzień, żeby mówić o zdobywaniu trofeów”. Ożeż ty orzeszku – chciałoby się rzec. Jeśli nie teraz, na 21 kolejek przed końcem sezonu, gdy do zdobycia są jeszcze 63 punkty, no to kiedy? Nawałka może teraz mówić, co mu ślina na język przyniesie, bo od właścicieli Lecha, kibiców tej drużyny oraz dziennikarzy były selekcjoner naszej reprezentacji dostał ogromny kredyt zaufania. Niemal tak samo duży, jak zakres przyznanej mu w klubie władzy.

„Praca w reprezentacji ma zupełnie inny profil. Mało jest czasu na pracę organiczną. Chcemy rozwijać piłkarzy i skupić się też na rozwoju zawodników z klubowej akademii. Na dzisiejszy trening zaprosiłem pięciu młodych zawodników, żeby wzięli udział w zajęciach teoretycznych i treningu. Chcę się im przyjrzeć, bo zawsze dla mnie wyzwaniem było wprowadzenie młodych zawodników do drużyny i tutaj chcę ten kierunek kontynuować” – przekonywał Nawałka, który został dokooptowany do składu tzw. komitetu transferowego, na dodatek z prawem weta. „Jeśli jakiś piłkarz mu sie nie spodoba, to nie zostanie sprawdzony” – zapewniał dyrektor sportowy Lech Tomasz Rząsa.

Przybyłych na prezentacje nowego trenera „Kolejorza” dziennikarzy bardziej jednak interesowała kwestia, czy Nawałce postawiono za cel walkę o mistrzostwo Polski już w tym sezonie. „To nie jest odpowiedni czas, żeby mówić o trofeach. Chcemy się skupić na najbliższym meczu. Taka będzie nasza strategia. Pamiętamy jednak, że Lech zawsze gra o trofea i z tym nie dyskutujemy” – odpowiedział nowy szkoleniowiec lechitów.

 

W Poznaniu chcą sukcesu od zaraz

Problem w tym, że wszyscy oczekują, że pod wodza Nawałki lechici od razu zaczną zmiatać rywali z boiska. Pierwsi z potęga trenerskiego geniuszu byłego selekcjonera zmierzą się piłkarze Cracovii, którzy podejmą drużynę Lecha na własnym stadionie 2 grudnia. Poznaniacy będą już wtedy znać wyniki spotkań Lechii (zagra 30 listopada na wyjeździe ze Śląskiem) i wicelidera Legii Warszawa (podejmie 1 grudnia Koronę Kielce) oraz trzeciej w tabeli Jagiellonii, która także 30 listopada zmierzy się u siebie z Arką Gdynia. I tak naprawdę to wynik tego spotkania będzie chyba Nawałkę najbardziej interesował, bowiem gdynianie otwierają tabelę grupy spadkowej, a Lech jest w ogonie grupy mistrzowskiej, ale dzieli ich różnica zaledwie jednego punktu. Możliwy jest zatem scenariusz, że w razie niekorzystnego wyniku z Cracovią i wygranej Arki w Białymstoku były selekcjoner zacznie swoja ponowną przygodę z ekstraklasą od zjazdu do grupy spadkowej. Byłby to potężny cios wizerunkowy, więc co by Nawałka nie mówił, już od początku będzie poddany potężnej presji. W Poznaniu nikt nie będzie chciał czekać na sukcesy.

Ostatnio w mediach głośno było o planach powrotu Jakuba Błaszczykowskiego do Wisły Kraków, z której w 2007 roku wykupiła go Borussia Dortmund. Dla 105-krotnego reprezentanta Polski byłaby to szansa na regularną grę i być może odbudowanie podupadłej w VfL Wolfsburg kariery. Sprawa nie jest jednak taka prosta, bo „Biała Gwiazda” w ostatnich tygodniach stoczyła się na skraj przepaści i klubowi grozi nawet upadek. Powrót Błaszczykowskiego byłby z pewnością wielkim wydarzeniem nie tylko dla Wisły, ale też całej ekstraklasy. Rzecz w tym, że w tej chwili chyba nikt na Reymonta 22 w Krakowie nie ma pojęcia, co się stanie z wiślakami w przyszłym roku. Działacze szukają rozpaczliwie chętnego na wykupienie klubu, ale nie jest to łatwe ze względu na ciążące na nim długi.

 

Wiśle grozi upadek na dno

W kasie brakuje ośmiu milionów złotych żeby dokończyć obecny sezon, a piłkarze już od trzech miesięcy nie otrzymują wynagrodzeń, co daje im prawo do składania wniosków o rozwiązanie kontraktów z winy klubu. Na razie tego nie robią, bo jak twierdzi na łamach katowickiego „Sportu” świetnie zorientowany w wiślackich realiach Mateusz Miga, zawodnicy zawarli porozumienie, że będą do dyspozycji trenera Macieja Stolarczyka we wszystkich meczach jakie zostały Wiśle do rozegrania w tym roku. Wiadomo jednak, że rozglądają się już jednak za innymi pracodawcami. Jeśli nic się nie zmieni, jest przesądzone, że Wiusła nie otrzyma licencji na przyszły sezon i będzie musiała wycofać się z rozgrywek i wyląduje w IV lidze.

Możliwość ściągnięcia Błaszczykowskiego do Wisły już w przerwie zimowej to niezły argument w negocjacjach z potencjalnymi nabywcami akcji krakowskiego klubu. Ten piłkarz mimo gorszego okresu w karierze wciąż może wnieść wielki potencjał sportowy i marketingowy. Błaszczykowski ma co prawda kontrakt z VfL Wolfsburg ważny do czerwca 2019 roku, ale jego transferowa wartość szacowana jest przez branżowy niemiecki portal „Transfermarkt” ledwie na milion euro. Niemiecki klub musi wydawać więcej na roczne wynagrodzenie dla Błaszczykowskiego, więc z pewnością chętnie zgodziłby się na jego odejście nawet bez kwoty odstępnego, ale też bez konieczności płacenia mu jakiegokolwiek wynagrodzenia.

W piłkarskim biznesie nikt nie kieruje się sentymentami, Błaszczykowski także, więc mimo deklarowanego przywiązania do Wisły może wybrać finansowo korzystniejszą dla siebie opcję.

 

Żuraw zrobił swoje

Fot. Piłkarze Lecha Poznań pierwsi stracili gola w meczu z Wisłą Płock, ale potem sami zdołali zdobyć dwie bramki

 

 

Dariusz Żuraw jako tymczasowy trener Lecha Poznań był niepokonany – zespół pod jego wodzą zremisował z Jagiellonią 2:2, a w minioną sobotę pokonał u siebie 2:1 Wisłę Płock. Od poniedziałku trenerem „Kolejorza” ma być były selekcjoner kadry Adam Nawałka.

 

Zastępując w trybie alarmowym zwolnionego trzy tygodnie temu za słabe wyniki Ivana Djurdjevicia, pracujący w poznańskim klubie w roli trenera rezerw Dariusz Żuraw miał świadomość, że poprowadzi pierwszy zespół Lecha tylko do momentu, w którym władze klubu nie podpiszą kontraktu z nowym szkoleniowcem. Wedle informacji docierających z klubu ma teraz wrócić do swoich poprzednich zajęć, czyli do prowadzenia trzecioligowej drużyny rezerw. W krótkim czasie jaki spędził w roli pierwszego trenera „Kolejorza” Żuraw wykonał dobrą robotę. Opanował kryzys, uspokoił atmosferę w szatni i odbudował trochę podupadłe morale piłkarzy. Jakości gry lechitów znacząco nie poprawił, ale już się nie dowiemy, czy zdołałby tego dokonać w ostatnich tegorocznych meczach ligowych. Chyba, że w ostatniej chwili szefowie poznańskiego klubu wstrzymają się z decyzją o zatrudnieniu Adama Nawałki, co przecież jest możliwe.

Z medialnych przecieków wynika, że Lech ma oficjalnie ogłosić podpisanie kontraktu z byłym selekcjonerem biało-czerwonych w poniedziałek. Ponieważ jednak nie jest on tani, a wręcz przeciwnie – jeśli wierzyć plotkom utrzymanie Nawałki i jego sztabu ma kosztować Lecha około pięciu milionów złotych rocznie, nie można wykluczyć, że w ostatniej chwili coś może storpedować ten pomysł. Lecz jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, Nawałka będzie mógł zaprowadzać swoje porządki.

Przede wszystkim musi uporządkować grę obronną lechitów, bo w tej chwili to chyba najsłabsze ogniowo zespołu. Ostatni ligowy mecz, w którym nie stracili bramki, miał miejsce w 4. kolejce, czyli w połowie sierpnia. Wygrane w sobotę 2:1 spotkanie z Wisłą Płock było dwunastym z rzędu, w którym poznaniacy dali sobie strzelić gola. Z ośmiu zespołów znajdujących się obecnie w grupie mistrzowskiej to właśnie „Kolejorz” ma najwięcej straconych goli (22).

Do końca tego roku Lech zagra jeszcze na wyjeździe z przeciętną ekipą Cracovii, potem u siebie z grającym w kratkę Śląskiem Wrocław, a na koniec na wyjazdach z outsiderem Zagłębiem Sosnowiec oraz rozpadająca się z przyczyn finansowych Wisłą Kraków. Z tego kwartetu tylko ekipa „Białej Gwiazdy” należy do ligowej czołówki. Dla trenera Żurawia wygrana z tymi zespołami byłaby sukcesem, dla Nawałki, jest obowiązkiem. Ale z tym może być różnie, bo przecież nie jest to żaden trenerski cudotwórca.

 

Wyniki 16. kolejki:

Cracovia – Śląsk 1:1, Lech – Wisła Płock 2:1, Korona Kielce – Górnik Zabrze 4:2, Piast Gliwice – Zagłębie Sosnowiec 0:0, Pogoń Szczecin – Miedź Legnica 2:0,  Zagłębia Lubin – Legia Warszawa 0:1.