Polska i społeczeństwo w 1918

Analiza historyczno-socjologiczna

 

Termin naszego spotkania wybrany został bardzo trafnie. Dziś [7 listopada] właśnie mija sto lat od powołania w Lublinie Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej, na czele którego stał Ignacy Daszyński. Był to pierwszy w pełni suwerenny rząd polski. Istniały wprawdzie Rada Regencyjna i powołany przez nią rząd w Warszawie oraz Komisja Likwidacyjna w Krakowie (utworzona 31 października 1918 r.), ale żadne z tych ciał nie mogło uchodzić za rząd całej, odradzającej się Polski.

Do Tymczasowego Rządu Ludowego mam stosunek osobisty. Jestem jednym z nielicznych już ludzi, którzy znali członków tego rządu. W moim wypadku byli to wuj mojej matki Wacław Sieroszewski (w rządzie tymczasowym minister propagandy i informacji), którego jako dziecko odwiedzałem w jego warszawskim mieszkaniu) i Juliusz Poniatowski, minister rolnictwa, którego poznałem po jego powrocie z emigracji (w 1957 r.) i z którym miewałem ciekawe rozmowy w Polskiej Akademii Nauk.

Rząd Ludowy trwał tylko 11 dni, ale jego następca – rząd Jędrzeja Moraczewskiego – w wielu kwestiach kontynuował postępową linię swego poprzednika.

Na program Tymczasowego Rządu Ludowego składały się:

– określenie państwa jako demokratycznej republiki, w której wszyscy obywatele – bez różnicy pochodzenia, płci, wiary i narodowości – mieć mieli równe prawa,
– zapowiedź wprowadzenia ośmiogodzinnego dnia pracy, ubezpieczeń od bezrobocia, chorób i na starość,
– zapowiedź reformy rolnej, nacjonalizacji kopalń, salin, przemysłu naftowego i dróg komunikacyjnych,
– zapowiedź wprowadzenia udziału robotników w zarządzaniu przedsiębiorstwami, w tym także prywatnymi,
– zapowiedź wprowadzenia powszechnego, obowiązkowego, bezpłatnego i świeckiego nauczania.

Był to program radykalny – zapewne zbyt radykalny, jak na warunki ówczesnego społeczeństwa polskiego. Miał on jednak istotny wpływ na to, w jakim kierunku poszły posunięcia pierwszych rządów Drugiej Rzeczypospolitej.

Dekretem Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego wprowadzona została (28 listopada) w pełni demokratyczna ordynacja wyborcza do Sejmu Ustawodawczego. Prawa wyborcze uzyskali wszyscy obywatele, w tym – co w ówczesnym świecie należało do wyjątków – kobiety. Wprowadzone ustawodawstwo socjalne czyniło Polskę jednym z najbardziej postępowych państw ówczesnego świata.
Niepowodzeniem natomiast skończyły się próby zrealizowania reformy rolnej. Uchwalona w lipcu 1920 roku, gdy sukcesy Armii Czerwonej stworzyły śmiertelne zagrożenie dla niepodległości Polski, została następnie wyhamowana, co zdaniem Juliusza Poniatowskiego było konsekwencją zawarcia (w 1922 r.) sojuszu politycznego przez PSL „Piast” z Narodową Demokrację. Reforma ta była paląca koniecznością. W odradzającej się Polsce niemal 50 proc. gruntów należało do wielkich właścicieli ziemskich, a zarazem istniały dwa miliony karłowatych gospodarstw chłopskich o powierzchni do 2 hektarów. Zadanie zrealizowania tej reformy czekać musiało na dekret Polskiego Komitatu Wyzwolenia Narodowego – jeden z pierwszych aktów prawnych z 1944 roku. Również upaństwowienie kopalń i przemysłu naftowego odwlekło się o ponad ćwierć wieku.

Radykalizm Tymczasowego Rządu Ludowego był konsekwencją tego, że lewica polska – socjaliści i ludowcy – odegrała kluczową rolę w walce o niepodległość. Nie negując znaczenia dyplomatycznych zabiegów przywódcy Narodowej Demokracji Romana Dmowskiego, trzeba pamiętać, że w kraju najbardziej zdecydowanymi rzecznikami niepodległości i zjednoczenia wszystkich ziem polskich byli właśnie socjaliści i ludowcy. Z Polskiej Partii Socjalistycznej wywodzili się Józef Piłsudski i jego najbliżsi współtowarzysze walki.

Klimat polityczny jesieni 1918 roku sprzyjał przyjęciu radykalnego programu. Rewolucje rosyjska i niemiecka spotkały się z odzewem na ziemiach polskich, gdzie jesienią 1918 roku mnożyły się wystąpienia robotnicze, a także – choć w mniejszym stopniu – chłopskie – przeciw istniejącym stosunkom społecznym. Choć niesprawiedliwe było – co czynili niektórzy historycy w latach PRL – wyjaśnianie radykalizmu rządu lubelskiego intencją zapobieżenia rewolucji, to jednak nie ulega wątpliwości, że wrzenie rewolucyjne miało pobudzający wpływ na to, w jakim kierunku szły posunięcia i projekty pierwszych dwóch rządów Niepodległej Rzeczypospolitej.

Rodzące się państwo znajdowało się w dramatycznie trudnej sytuacji. W listopadzie 1918 roku powstające władze państwowe kontrolowały jedynie obszar dawnego zaboru austriackiego (ale nie cały, gdyż o Galicję wschodnią toczyły się walki z formacjami ukraińskimi) i dawnego Królestwa Polskiego. Wielkopolska zrzuciła panowanie niemieckie dopiero pod koniec grudnia – w wyniku zwycięskiego powstania. Pomorze i część Śląska weszły w skład państwa polskiego na podstawie decyzji konferencji wersalskiej, a wschodnią granicę państwa wyznaczył pokój ryski (1921 r.) kończący zwycięską dla Polski wojnę z Rosją radziecką. Do 1921 roku Polska nie miała jednolitej waluty a na jej obszarze posługiwano się sześcioma różnymi środkami płatniczymi. Brak było zintegrowanej sieci kolejowej: na przykład nie było linii kolejowej łączącej Warszawę z Poznaniem.

Ziemie polskie – z wyjątkiem dawnego zaboru niemieckiego należały do ekonomicznie zacofanej części Europy. Na 27 miliony mieszkańców odradzającego się państwa klasa robotnicza liczyła 7.5 mln., ale robotnicy przemysłowi tylko 1.1 mln. (reszta to robotnicy rolni i służba domowa). Najliczniejsza klasa – chłopi – liczyła 14.7 mln. osób, w tym chłopi małorolni – 7.5 mln. Drobnomieszczaństwo to kolejne 3.4 mln a inteligencja i pracownicy umysłowi to 1.4 mln., z tym że ludzi z wyższym wykształceniem było nie więcej niż sto tysięcy.

Zacofaniu ekonomicznemu towarzyszyło kulturalne. W 1921 roku 33.1 proc. ludności było analfabetami (w miastach 18.7 proc., na wsi 38.1 proc.). Najwyższy poziom analfabetyzmu był na wschodzie kraju, a rekordowo wysoki – w województwach poleskim (48.4 proc.) i wołyńskim (47.8 proc.). Wprowadzony powszechny obowiązek szkolny przyniósł pewną poprawę (w roku 1931 analfabeci stanowili już „tylko” 23.1 proc. ludności), ale większość dzieci wiejskich uczęszczała do niepełnych szkół podstawowych, po których nie było możliwości kształcenia na poziomie średnim. Odradzające się państwo odziedziczyło trzy uniwersytety: istniejące przed wojną uniwersytety w Krakowie i we Lwowie oraz odrodzony w 1916 roku Uniwersytet Warszawski. W 1919 roku założone zostały Uniwersytet Poznański i Uniwersytet Stefana Batorego w Wilnie. Wyższe szkolnictwo reprezentowało wysoki poziom, ale kształciło zaledwie kilkanaście tysięcy studentów rocznie, a jego struktura społeczna odzwierciedlała wielkie różnice klasowe ówczesnej Polski.

Wojna przyniosła znaczne zniszczenia infrastruktury gospodarczej na ziemiach zaboru rosyjskiego i austriackiego, gdzie toczyły się walki. Najbardziej ekonomicznie rozwinięte ziemie zaboru niemieckiego uniknęły zniszczeń wojennych. Natomiast dla wszystkich części składowych odradzającego się państwa wielkim obciążeniem było zerwanie więzi gospodarczych z dawnymi państwami zaborczymi. W konsekwencji proces odbudowy i rozwoju gospodarczego musiał napotykać na wielkie trudności, w wyniku czego dopiero w 1938 roku osiągnięto przedwojenny poziom produkcji. Plagą międzywojennej Polski było wysokie bezrobocie, w tym także utajone bezrobocie na wsi (szacowane na nie mniej niż 2.7 mln. osób). Ówczesne pamiętniki (np. wydane przez Instytut Gospodarstwa Społecznego „Pamiętniki Bezrobotnych”) stanowią gorzki wyraz rozczarowania nową Polską.

Struktura narodowościowa nowego państwa była konsekwencją ponad stuletniej niewoli oraz wojny polsko-rosyjskiej. W granicach państwa znalazły się liczne mniejszości narodowe. W 1921 roku etniczni Polacy stanowili 69.2 proc. ludności, Ukraińcy 14 proc., Żydzi 7.8 proc., Białorusini 3.9 proc., Niemcy 3.8, inni 1.3 procent Znaczna liczebność mniejszości słowiańskich była konsekwencją ustanowienia granicy wschodniej daleko na wschód od linii Curzona, stanowiącej rubież obszaru, na którym Polacy stanowili większość ludności. Ludność żydowska – inaczej niż to było w zachodniej Europie – nie była pod względem kulturowym i językowym zintegrowana z resztą społeczeństwa, gdyż w okresie, gdy na Zachodzie postępował proces jej integracji z ogółem narodu, nie istniało państwo polskie. Na tym tle wielkim problemem odraczającego się państwa były silne tendencje nacjonalistyczne, w tym antysemityzm znajdujący wyraz nawet w pogromach antyżydowskich. Brak dalekowzrocznej polityki wobec mniejszości ukraińskiej owocował – zwłaszcza w latach trzydziestych – nasileniem terroryzmu ukraińskiego, na co władze polskie odpowiadały masowymi represjami.

Państwo o takiej strukturze potrzebowało odważnej, postępowej polityki społecznej. Tymczasowy Rząd Ludowy program takiej polityki ogłosił, ale nie miał możliwości wcielenia go w życie. Wprawdzie dzięki temu rządowi ( i jego bezpośredniemu następcy – rządowi Moraczewskiego) – Polska otrzymała postępowe ustawodawstwo socjalne i demokratyczne prawo wyborcze, ale inne reformy albo pozostały w sferze idei, albo – jak zwłaszcza reforma rolna – realizowane były połowicznie. Winę za ten stan rzeczy ponosi prawica, która – począwszy od wyborów 1922 roku – miała dominującą pozycję polityczną. Nie zmienił tego także – wbrew nadziejom lewicy – zamach majowy. Zdominowana przez prawicę polityka gospodarcza i nacjonalistyczna polityka wobec mniejszości narodowych hamowały proces modernizacji Polski i przyczyniały się do jej słabej pozycji międzynarodowej.

Widziany z tej perspektywy manifest Tymczasowego Rządu Ludowego jawi się jako akt wielkiej dalekowzroczności – świadectwo mądrości lewicy polskiej i jej poczucia odpowiedzialności za państwo. Dlatego warto jest właśnie siódmego listopada przypomnieć sobie, z czym lewica polska wchodziła w nowy okres historii narodu i państwa. Idea państwa sprawiedliwego, w którym ludzie pracy mogliby czuć się w pełni gospodarzami ojczyzny, pozostaje drogowskazem ideowym także dziś – w zupełnie innych warunkach międzynarodowych i ustrojowych.

 

Referat na uroczystym posiedzeniu Rady OPZZ 7 listopada 2018 r.

100-lecie według lewicy

11 listopada 2018 roku, o godz. 13.00 serdecznie zapraszamy na odsłonięcie pomnika Ignacego Daszyńskiego. Warszawa, pl. Na Rozdrożu. Zaproście w naszym imieniu Rodziny i Przyjaciół!

 

Szanowni Państwo!

Nieuchronnie zbliżamy się do kulminacji obchodów 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Mamy podstawy sądzić, że obchody zaprojektowane i realizowane przez władze państwowe, odbędą się wedle prawicowego, jednostronnego modelu. Nie będzie w nich miejsca do pokazania złożoności procesów społecznych, gospodarczych i politycznych, które składały się na ostatnie 100 lat naszej historii. Obawiamy się, że budowany będzie nieprawdziwy obraz przeszłości – dobra II Rzeczpospolita i „czarna dziura” PRL, kiepska III RP i pasmo sukcesów ostatnich dwóch lat. Tu jest samo dobro, tam samo zło.
Ale przede wszystkim nie będzie miejsca dla lewicy. Tymczasem jej rola była znacząca zarówno w chwili odzyskiwania niepodległości, jak i przez całe międzywojenne dwudziestolecie, kiedy zapisała piękną kartę obrony praw obywatelskich i pracowniczych. Z kolei po wojnie ludzie odwołujący się do lewicy rządzili Polską przez prawie połowę minionego wieku. Część z nich zaprzeczyła lewicowym ideałom i była odpowiedzialna za zbrodnie okresu stalinizmu, tłumienie wolnościowych zrywów społeczeństwa, ograniczanie praw obywatelskich i łamanie sumień. Byli jednak też tacy – i było ich wielu – którzy na polach nauki, kultury, edukacji czy sportu budowali pozycję Polski i Polaków w świecie. Mówić i pisać trzeba o jednych i o drugich. To nasza historia, jak byśmy jej nie oceniali. To historia Państwa polskiego, ale i wielkich i małych grup społecznych, to historia każdego z nas.
W tej intencji powołaliśmy Społeczny Komitet Lewicy, którego celem jest uzupełnienie i korygowanie prawicowej opowieści historycznej. W gronie ponad – i pozapartyjnym chcemy doprowadzić do finału starania o wybudowanie pomnika Ignacego Daszyńskiego. Będziemy organizować konferencje i seminaria popularno-naukowe wraz z jesienną sesją, która będzie podsumowaniem tych przedsięwzięć. Chcemy przypominać i popularyzować te fragmenty naszych dziejów, w których lewica stawała na wysokości zadania, w poczuciu odpowiedzialności za Naród i Państwo.
To się nie może udać bez mobilizacji lewicowej opinii publicznej, którą tworzy każdy z nas. Chcemy zatem prosić o Waszą pomoc w tej pracy. Gwarantem jej powodzenia jest Wasza aktywność na portalach społecznościowych, inspirowanie i udział w wydarzeniach lokalnych, ich dokumentowanie, także tych, które nie muszą być lewicowe, ale mają społeczne uzasadnienie.
Chcemy przystąpić do zbierania pamiątek ilustrujących wkład lewicy w budowę niepodległej Rzeczypospolitej. Prosimy o zdjęcia tablic, pomników i obiektów dokumentujących zapomniane lub mało znane wydarzenia i inicjatywy. Prosimy o teksty, które przypominać lub odkrywać będą wydarzenia i postaci, bez których nasza historia byłaby niepełna. Zarówno teksty naukowe, jak i popularne, także osobiste. Chcemy na portalu www.daszynski2018.pl uruchomić zakładki biograficzne ludzi nieistniejących dziś w przestrzeni publicznej, dla których ideały lewicy stały się inspiracją do działania. Przypomnimy wielki lewicowy sukces początków Rzeczypospolitej, jakim było przyznanie kobietom pełni praw politycznych, choć nadal jeszcze jest tu dużo do zrobienia.
Nasz komitet nie jest zamkniętym gronem fachowców od historii. Obok licznych profesorów, są w nim samorządowcy, aktywiści organizacji pozarządowych, ludzie kultury i oświaty. Są ludzie rozmaitych pokoleń, o różnej drodze życiowej. Są ci, których PRL sadzała do więzienia i ci, którzy uważali ją za swoje państwo. Jest on otwarty także dla Was. Każdy może do niego wstąpić. Marzy nam się, aby stał się on jak najszerszym ruchem społecznym. Na rzecz prawdy historycznej, szacunku dla tych wszystkich, którzy byli przed nami. Jeśli takiego szacunku oczekujemy od tych, którzy przyjdą po nas, okażmy go naszym poprzednikom.

 

Daszyński – biografia

26 X 1866 – Urodził się w Zbarażu
1888 – Złożył eksternistyczny egzamin dojrzałości w Krakowie; zapisał się na studia
1889 – Pobyt w Królestwie Polskim (areszt i wydalenie)
1890 – Pobyt we Francji i w Szwajcarii
28-30 VI 1891 – Udział w Wiedniu w kongresie socjaldemokracji austriackiej
VIII 1891 – Przewodniczył delegacji polskiej podczas Międzynarodowego Kongresu Socjalistycznego w Brukseli
11 III 1897 / 13 XII 1900 / 16 XII 1907 / 13 VI 1911 – Wybrany do parlamentu austriackiego
V 1902 – Wybrany do Rady Miejskiej Krakowa
28 X 1918 – Objął stanowisko wiceprezesa Polskiej Komisji Likwidacyjnej w Krakowie
7 XI 1918 – Został premierem Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej w Lublinie
26 I 1919 – W Krakowie uzyskał mandat posła do Sejmu Ustawodawczego
24 VII 1920 – Został wicepremierem w koalicyjnym rządzie W. Witosa
4 I 1921 – Na polecenie władz PPS z grudnia 1920 r. ustąpił z rządu W. Witosa
5 XI 1922 / 4 III 1928 / 16 XI 1930 – Uzyskał mandat poselski
20 XI 1925 – Objął stanowisko wicemarszałka Sejmu
27 III 1928 – Wybrany na stanowisko marszałka Sejmu (do 1930)
31 X 1929 – Odmówił otwarcia obrad Sejmu „pod bagnetami, karabinami i szablami”
II 1934 – XXIII Kongres PPS w Warszawie wybrał go przewodniczącym honorowym
31 X 1936 – Zmarł w Bystrej
3 XI 1936 – Manifestacyjny pogrzeb I. Daszyńskiego w Krakowie na cmentarzu Rakowickim

Robiłem wszystko co mogłem

I wojna światowa przyniosła Polsce niepodległość. O to jak przedstawiać się będzie wolne państwo polskie gra toczyła się na wielu kierunkach. Także i w USA, gdzie o poparcie prezydenta Woodrow Wilsona zabiegali Ignacy Jan Paderewski i Roman Dmowski.

Stany Zjednoczone a także sam prezydent Woodrow Wilson, zajęły w okresie I wojny światowej przyjazne stanowisko wobec odzyskania przez Polskę niepodległości po 123 latach niewoli. Profesor Louis L. Gerson w swej książce p.t. „Woodrow Wilson and the Rebirth of Poland 1914-1920” wymienia następujące czynniki, które wpłynęły na przyjazne stanowisko Stanów Zjednoczonych wobec sprawy polskiej:
1. tradycje udziału Polaków w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych (Tadeusz Kościuszko, Kazimierz Pułaski);
2. sympatia społeczeństwa amerykańskiego dla narodów uciskanych;
3. naciski ze strony Polonii na rząd amerykański;
4. działalność na forum Stanów Zjednoczonych organizacji pomocy gospodarczej dla Polski;
5. osobiste poglądy prezydenta Wilsona;
6. wreszcie tzw. czynnik negatywny – ponieważ Polska nie istniała jako niepodległe państwo prawie od powstania Stanów Zjednoczonych, wobec tego nie było tarć, konfliktów i sprzeczności między obu krajami w przeszłości.

Czynnik emocjonalny

Różna jest waga wspomnianych wyżej czynników. Nie można przeceniać zwłaszcza znaczenia czynników emocjonalnych, bowiem w grze interesów jaką jest niewątpliwie polityka nie stoją one na równi z czynnikami materialnymi.

Dwudziesty ósmy prezydent USA, Woodrow Wilson był pierwszym prezydentem Stanów Zjednoczonych (1913-1921), który w czasie swego urzędowania przebył Atlantyk i odwiedził Europę. Był też pierwszym prezydentem USA, który zaangażował się w sprawy polskie a nawet prowadził swoją polską politykę. Oczywiście sprawiły to wydarzenia historyczne: I wojna światowa, odrodzenie się niepodległego państwa polskiego i nawiązanie po raz pierwszy w historii stosunków dyplomatycznych między Polską i Stanami Zjednoczonymi. Faktem jest, że Woodrow Wilson wniósł wkład w dzieło niepodległości Polski, choć jako autor książki „Historia narodu amerykańskiego” nie wyrażał się pochlebnie o Polakach.
W historiografii, zarówno polskiej jak i amerykańskiej, dotyczącej stosunków polsko-amerykańskich na ogół przywiązuje się przesadną wagę do wpływu, jaki na prezydenta Wilsona i jego najbliższych doradców miały niektóre osobistości polskie, przebywające wówczas w Stanach Zjednoczonych m.in. Ignacy Paderewski, Roman Dmowski, Jerzy Sosnowski. Ignacy Paderewski przybył do Stanów Zjednoczonych w 1915 r. jako przedstawiciel Polskiego Komitetu Narodowego, na czele którego stał Roman Dmowski. Paderewski miał zadanie zjednać sympatię Amerykanów dla sprawy polskiej. Już wówczas był znanym i lubianym artystą. W Ameryce organizował spotkania i wiece polityczne połączone z koncertami. Zorganizował ponad 300 tego typu imprez. Prasa amerykańska poświęcała dużo uwagi występom Paderewskiego, co ułatwiło propagowanie jego poglądów. Nawet ambasador niemiecki w Waszyngtonie hrabia Bernstorff donosił, że prasa amerykańska jest dobrze poinformowana o sprawach polskich przede wszystkim w wyniku działalności Paderewskiego. A płk Edward M. House pisał, że przyjazd Paderewskiego do Stanów Zjednoczonych ożywił sprawę polską. Nie można oczywiście przeceniać wpływu Paderewskiego na kształtowanie polityki amerykańskiej wobec Polski. Niemniej działalność Paderewskiego zjednywała sprawie polskiej sympatyków wśród wpływowych kół w Stanach Zjednoczonych.

Dzięki płk. House’owi Paderewski nawiązał osobisty kontakt z prezydentem Wilsonem i dzięki rekomendacji pułkownika House’a doszło latem 1916 r. do spotkania Paderewskiego z prezydentem w Białym Domu.

Moralny imperatyw

Po uroczystej kolacji Paderewski zasiadł do fortepianu. Grał utwory Chopina a następnie rozmawiał z prezydentem. Opowiedział mu historię rozbiorów Polski. Zrobiło to na prezydencie ogromne wrażenie. Idea odrodzenia państwa polskiego, jako moralnego obowiązku bardzo trafiła Wilsonowi do przekonania.
Wilson widocznie czuł się dobrze w towarzystwie polskiego artysty i polityka w jednej osobie, ponieważ zaprosił Paderewskiego w ważnym dniu swej politycznej kariery, a mianowicie w dniu wyborów prezydenckich 6 listopada 1916 r. Prezydent oczekując w napięciu w Białym Domu na kolejne meldunki z poszczególnych stanów o wynikach głosownia, postanowił zrelaksować się w towarzystwie Paderewskiego. Wilson był tego dnia wylewny wobec swego gościa. W pewnym momencie powiedział: Drogi panie Paderewski, mogę Panu powiedzieć, że Polska odrodzi się i będzie ponownie istniała. Dla Polski cud niepodległości nadejdzie z Zachodu, tak jak moje własne zwycięstwo nadejdzie poprzez cud z Zachodu.
Paderewski niewątpliwie miał pewien wpływ na Wilsona. Jego zaangażowanie w sprawy polskie musiało robić wrażenie na prezydencie. Świadczy o tym m.in. relacja Josephusa Danielsa, sekretarza sił morskich. W czasie wspólnego obiadu prezydent powiedział: Gdyby Pan słyszał przemówienia Paderewskiego na rzecz jego kraju. Przypominają one dawne przemówienia Patricka Henry: „Daj mi wolność lub śmierć”. Teraz rozumiem dlaczego nawet powściągliwy Jefferson był tak poruszony ogniem wolności w swoim sercu, ogniem, który nigdy nie zgasł. Znałem Paderewskiego jako mistrza harmonii, ale kiedy słuchałem jego wspaniałych apeli o kraj, czułem, że w zwycięstwie wydaje on akordy bardziej wysublimowane aniżeli wówczas, gdy wzrusza on tysiące ludzi harmonią dźwięków, wydobywających się z jego fortepianu.

Ignacy Paderewski przedkładał Wilsonowi różne memoriały dotyczące m.in. niepodległości Polski, konieczności przyznania. W Polsce Prus Wschodnich i Gdańska, konieczności utworzenia Armii Polskiej po stronie aliantów. Wilson z reguły odpowiadał uprzejmie ale krótko.

Jestem pełen podziwu…

Można przypuszczać, że dzięki kontaktom prezydenta Wilsona z Paderewskim i Dmowskim Wilson w kampanii wyborczej zdecydowanie wypowiedział się przeciw obowiązującym egzaminom z języka angielskiego dla imigrantów przybywających do Stanów Zjednoczonych. Zjednało mu to poparcie Polonii. Zgłaszał również wiele deklaracji schlebiających Amerykanom polskiego pochodzenia. W liście do Ignacego Paderewskiego pisał: Jestem pełen podziwu dla polskiego charakteru. Ze studiów nad historią Polski czerpię natchnienie… Dziwne to, bowiem w czasie konferencji pokojowej w Wersalu premier Francji Georges Clemenceau był zaskoczony kompletną ignorancją Wilsona w sprawach polskich. Jednakże w wyborach w 1916 r. Paderewski i inni działacze polscy, przebywający w Stanach Zjednoczonych, agitowali na rzecz Wilsona. Także większość środowisk polonijnych poparła jego kandydaturę.
8 maja 1919 r. Paderewski wysłał do Wilsona list z wyrazami wdzięczności za pomoc i poparcie da Polski na konferencji pokojowej. W liście wyraził przekonanie, że „sprawa polska znajdzie pełną satysfakcję, będąc w pańskich wielkodusznych rękach”. Również 10 lipca 1919r. Paderewski przesłał Wilsonowi telegram z podziękowaniem za stanowisko w sprawie niepodległości Polski.
Latem 1919 r. Ignacy Paderewski zaprosił prezydenta Wilsona do odwiedzenia Polski przed powrotem do Stanów Zjednoczonych z konferencji pokojowej w Paryżu. Ponieważ nie mógł przyjąć sam zaproszenia, zwrócił się do Herberta Hoovera, późniejszego prezydenta USA, by zamiast niego pojechał do Polski. Hoover przyjechał do Warszawy 12 sierpnia 1919 r.

Nie tylko Paderewski

Kontakty osobiste z prezydentem Wilsonem miał również Roman Dmowski, który stał na czele Polskiego Komitetu Narodowego. To Paderewski zachęcił Dmowskiego, aby udał się do Stanów Zjednoczonych. We wrześniu 1918 r. Dmowski wziął udział w kongresie polonijnym w Detroit, gdzie udało mu się zjednać poparcie środowisk Polonii amerykańskiej. Ponieważ zwolenników Piłsudskiego zaczęto traktować jako „socjalistów” o „proniemieckich” sympatiach i „nielojalnych” wobec Stanów Zjednoczonych. Polski Komitet Narodowy uznano za jedynego legalnego przedstawiciela Polski. Rząd Paderewskiego Stany Zjednoczone uznały de jure dopiero 22 stycznia 1919 r.
Po zakończeniu kongresu polonijnego w Detroit 13 września 1918 r. Dmowski złożył półtoragodzinną wizytę Wilsonowi w Białym Domu. W swoich pamiętnikach „Polityka Polski” pisał, iż Wilson wysłuchał go z dużą uwagą, ale niewiele wiedział o sprawach polskich, nie rozumiał skomplikowanej sytuacji w Europie i upraszczał wiele zagadnień. Prezydent opowiadał się neutralizacją dolnego biegu Wisły i przekształceniem Gdańska w wolny port. Dmowski wskazywał na niedogodności ekonomiczne i strategiczne takiego rozwiązania. „Drogi Panie Dmowski – odpowiedział Wilson – kto po tej wojnie będzie mówił o strategicznych względach. Będziemy przecież mieli Ligę Narodów”. Stanęło na tym, że Wilson poprosił Dmowskiego o dostarczenie mu map państwa polskiego wraz z objaśnieniami i szczegółowymi informacjami dotyczącymi różnych regionów Polski.

Wilson źle poinformowany?

Dmowski przedstawia Wilsona jako człowieka kulturalnego o niegnanych manierach ale źle poinformowanego o sprawach polskich i nie rozumiejącego arkanów skomplikowanej sytuacji europejskiej. Jego zdaniem, Wilson przywiązywał nadmierną wagę do możliwości narzucenia sprawiedliwych rozwiązań innym państwom i zbyt optymistycznie oceniał poszanowanie prawa przez inne kraje.

8 października 1918 r. Dmowski przedłożył prezydentowi memorandum o przyszłych granicach Polski proponowanych przez Polski Komitet Narodowy. Wilson jednak nie zajmował się już tak szczegółowymi sprawami. Zawieszenie broni zastało Dmowskiego w Stanach Zjednoczonych. Próbował jeszcze raz uzyskać zobowiązanie poparcia bezpiecznych granic dla Polski, ale Wilson unikał podejmowania jakichkolwiek przyrzeczeń.

Nie będą rozczarowani?

W dniu zakończenia I wojny światowej Dmowski został zaproszony, by wysłuchać przemówienia Wilsona w Senacie. Potem udał się na pożegnalną audiencję do Białego Domu. Chciał uzyskać poparcie postulatów polskich działaczy na zbliżającej się konferencji pokojowej. Powiedział, że Polacy i Amerykanie polskiego pochodzenia oczekują, iż w granicach Polski znajdzie się nie tylko Poznań, ale także Śląsk i ziemie nadbałtyckie z Gdańskiem. Wilson w tym momencie spojrzał Dmowskiemu głęboko w oczy, po czym powiedział: Mam nadzieję, że nie będą oni rozczarowani. Była to obiecująca, ale ogólnikowa odpowiedź amerykańskiego prezydenta, który w tym momencie nie chciał się do niczego konkretnie zobowiązywać.
W czasie pożegnalnego spotkania z Romanem Dmowskim, przed powrotem do Ameryki, Wilson powiedział: Czy pamięta pan, kiedy poprosiłem pana w Waszyngtonie o mapy przyszłej Polski? Nie otrzymaliście wszystkiego, ale musicie przyznać, że to co dostaliście nie odbiega daleko od tego o co prosiliście. Robiłem wszystko co mogłem. „Jestem pewien – konkluduje Dmowski – że chciał on zrobić więcej”.

W niniejszym artykule przytoczyłem niektóre tylko informacje o osobistych kontaktach Ignacego Paderewskiego i Romana Dmowskiego z prezydentem Stanów Zjednoczonych Woodrow Wilsonem.