Wiosna idzie

Aktorstwo polityczne jest mocną stroną Roberta Biedronia. Jeszcze młody, przystojny, uprzejmy w obejściu, mówiący ciekawie i z zaangażowaniem. Działa na emocje, a to w polityce jest najważniejsze, by wywrzeć dobre wrażenie na początek. No i nie zalatuje naftaliną. Proszę sobie wyobrazić, że to, co wygłosił Biedroń, odczytuje z kartki łysy gość z brzuszkiem i do tego sepleni, bo ma luźną sztuczną szczękę. Treść wystąpienia też była przemyślana. Było o rzeczach, które zostaną rozwiązane, naprawione, zapanuje sprawiedliwość, itd. W zasadzie nie dostrzegłem niczego w wystąpieniu Biedronia czego wcześniej nie byłoby w programach partyjnych. Jednak dobry aktor, scenariusz imprezy i otoczenie przydawało atrakcyjności temu eventowi.
Złe języki od razu zarzuciły, że nic nie było o finansach. Takie np. wizyty w prywatnych gabinetach lekarskich finansowane przez NFZ. Wiadomo, że lekarzom trzeba za to zapłacić ekstra. I po co rozwijać temat? Że trzeba będzie zaraz podnieść składki zdrowotne. Tego nikt nie lubi. Albo, że do któregoś tam roku, znikną w kraju elektrownie węglowe. Trzeba wydać setki miliardów złotych, by to zrealizować. Po co denerwować słuchaczy nudnymi wywodami o finansach.
Wiadomo, że będzie lepiej i to powinno wystarczyć. Nikt na weselu nie mówi o problemach, jakie czekają małżeństwo w przyszłości. Te problemy pojawią się i tak. Dlatego słusznie Robert Biedroń mówił z emfazą o tym co będzie partia robiła wielkiego i przyjemnego, a skrzętnie unikał jak to będzie wyglądało w praktyce.
Patrzący z nadzieją na Wiosnę cieszą się, a złe języki już judzą. A skąd to lider wziął milionik na taką wystawną konwencję. PiS i PO takie konwencje organizują seriami, a tu jedna, ale udana i już czepianie się. Trzeba poczekać co będzie dalej. Uniesienie mija, zacznie się codzienność i jak tę codzienność zagospodaruje Wiosna, takie będzie miała sukcesy. Bo uniesienie trwa dość krótko, potem przychodzi odprężenie, potem zmęczenie, a na końcu znudzenie i obojętność. Tego ostatniego Wiośnie nie życzę.

Wiosna Biedronia

Z dużej chmury mały deszcz. Tak w skrócie można opisać konwencję nowej partii politycznej byłego prezydenta Słupska. Show, owszem, było, ale zabrakło zarówno konkretów jak i wielu ważnych aspektów dotyczących polityki gospodarczej jak i zagranicznej.

Od kilku miesięcy Robert Biedroń podnosił napięcie. Na Torwarze zaprezentował się jako pełnokrwisty lider, pełen werwy i wiary w to, co mówi. Ewidentnym minusem jako założeń programowych- głównie jednak światopoglądowych, jak świeckie państwo, aborcja, prawa kobiet- był brak przedstawienia koncepcji z czego zrealizuje swoje plany, takie jak gwarantowana emerytura w wysokości 1600 zł. Co więcej, nie przedstawił swojego ekonomicznego lidera, choć przedstawiał takich od polityki edukacyjnej, samorządowej czy do spraw przedsiębiorczości. Mając na uwadze fakt, iż z wielką ochotą Robert Biedroń korzystał z pomocy i rady Leszka Balcerowicza, można mieć wątpliwości co do prospołecznego kierunku jego działalności.
Nie od dziś wiadomo, że nie ma wysokiego socjalu bez wysokich podatków. Socjaldemokratyczna polityka społeczna może być realizowana tylko tam, gdzie istnieje progresywny system podatkowy. W programie Roberta Biedronia nie ma ani słowa o tym, jaki w przyszłości miałby on być. Noe było również nic o prawach pracowniczych, było za to o pomocy i ułatwieniach dla przedsiębiorców. Jest za to coś, co było już w programie Ruchu Palikota: Likwidacja ZUS i KRUS. Jest na szczęście postulat zwiększenia podniesienia nakładów na opiekę zdrowotną. To jednak zrobił już PiS. Kontrowersyjny jest również pomysł odejścia od węgla do 2035 roku. Walka ze smogiem jest polską racją stanu, ale należy to robić z głowy i bez demagogii. Likwidacja smogu nad Polską wymaga przede wszystkim likwidacji źródeł niskiej emisji, przeprowadzenia na szeroką skalę termomodernizacji budynków, zwiększenia podaży ciepła systemowego do gospodarstw domowych, a tam gdzie to niemożliwe – wymiany obecnie używanych urządzeń grzewczych na ekologiczne. Robert Biedroń zarzucił również górnikom typową liberalną nagonkę stwierdzając, iż „rząd dopłaca rocznie 10 mld zł rocznie- to 10 tys zł na każdego górnika”. Ta bzdura wymaga jednak komentarza. Według raportu NIK w latach 2007-2015, a więc w najgorszych pod względem zarządzania latach dla polskiego górnictwa, kiedy kopalnie osiągnęły skumulowaną stratę netto ponad -1,1 mld zł, całkowita pomoc dla górnictwa wyniosła 7,3 mld zł. Nie rocznie, lecz niemal za całą dekadę. W tym samym okresie górnictwo wniosło w formie różnych płatności publicznoprawnych kwotę 64,5 mld zł. To zatem nie my dokładamy do górnictwa, to górnictwo generuje olbrzymie zyski. Dziś energetyka węglowa jest polską racją stanu. Nie ma bowiem na razie szans na rozwinięcie na wielką saklę alternatywnych źródeł energii. Odejście od węgla jest potrzebne, ale nie można robić tego, co z górnictwem zrobiła w Wielkiej Brytanii premier Margaret Thatcher, spychając olbrzymie rzesze górników na bruk.
Nie wiem dlaczego były poseł Ruchu Palikota nie poruszył spraw dotyczących polityki międzynarodowej i miejsca Polski w Unii Europejskiej. Sprawa tym bardziej aktualna, bowiem już w maju wybory do Parlamentu Europejskiego. W jakiej frakcji zasiedliby posłowie i posłanki Wiosny? Tego nie wiemy. A to ważne, bowiem w PE rządzą europejskie rodziny. Czy bliżej Biedroniowi do Partii Europejskich Socjalistów, czy Europejskich Liberałów? Jaką w ogóle wizję wspólnoty ma Robert Biedroń? Jakie relacje z USA? Jak rozwiązać pasywne stosunki z Rosją? Oprócz tych tematów zabrakło spraw związanych z kulturą. Wiadomo, to temat bardzo niewygodny. Każdy oczywiście podkreśla potrzebę ich zwiększenia, ale jak jest, widzimy wszyscy. Robert Biedroń nie odniósł się również do bardzo ważnego tematu, zwłaszcza dla tradycyjnego lewicowego elektoratu, czyli polityki pamięci. Kuriozalna z kolei była jego deklaracja, iż wystartuje w wyborach do PE i natychmiast odda mandat. To wyborcze oszustwo. Jaki ma bowiem sens głosować na kogoś, kto za chwilę nie będzie nas reprezentować?
Robert Biedroń ma ogromną szansę wejść zarówno do PE jak i krajowego parlamentu. Odbierze trochę wyborców PO, Nowoczesnej i Kukizowi. Być może skusi czymś nowych wyborców, którzy zagłosują po raz pierwszy. Jego program jednak nie jest lewicowy a sam polityk ucieka od określenia własnej tożsamości. Trendem ostatnich lat w polskiej polityce jest jakaś nowa formacja bądź formuła partii politycznej. Był Palikot, Petru i Kukiz. Teraz czas na Roberta Biedronia i jego Wiosnę. Na lewicę jednak w Polsce przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Biedroń, ach to ty!

W momencie wysyłania bieżącego wydania „Trybuny” do druku, trwa konwencja partii Roberta Biedronia. Nie wiemy jeszcze dokładnie, czy mówimy o „Wiośnie” czy „Wiośnie Biedronia” (w ostatnim czasie zarejestrowano taką domenę internetową).
Na wnioski, czy mamy do czynienia z Mesjaszem czy Macronem polskiej polityki, poczekamy jednak nieco dłużej niż do końca weekendu. Udział w konwencji zadeklarowało 10 tys. osób. Biedroń ma ogłosić powstanie partii, a zarazem przedstawić główne punkty programu – tzw. umowę Biedronia. Jak głoszą przecieki, silnie wyeksponowany ma być „wątek europejski” w związku ze zbliżającymi się majowymi wyborami. Po spotkaniu na warszawskim Torwarze, Biedroń ma udać się w Polskę – w tzw. trasę wiosenną. Potrwa ona do 4 marca, a w trakcie przedstawić się mają kolejne jedynki list wyborczych Biedronia do PE.
„Zaprosiliśmy na konwencję m.in. prof. Jerzego Hausnera, którego myślenie o politykach społecznych i o działaniu państwa jest nam bardzo bliskie, a także przedstawicielki i przedstawicieli tzw. pierwszej Solidarności” – ogłosił sam zainteresowany. Wśród gości specjalnych znajdą się również eurodeputowani.
Współpracownicy, których na razie pokazał światu były prezydent Słupska, to Krzysztof Gawkowski – dysydent z SLD, lewicowy socjolog Maciej Gdula, partner Biedronia Krzysztof Śmiszek, dyrektorka finansowa Biedroniowego think tanku Monika Gotlibowska, Gabriela Morawska-Stanecka, która odpowiada w ugrupowaniu za sprawy prawne, oraz szef zespołu programowego ruchu Dariusz Standerski.
Na temat programu Biedronia docierają do mediów różne informacje. Pojawił się postulat emerytury obywatelskiej w wysokości 1600 zł, Biedroń chce też odejścia od energetyki węglowej do 2035 roku i wprowadzenia licznych swobód obywatelskich (możliwość przerwania ciąży na żądanie, małżeństwa jednopłciowe, rzetelna edukacja seksualna, świeckie państwo). Jeśli chodzi o podatki, exwłodarz Słupska nie proponuje rewolucji: nie chce ani podwyższać, ani obniżać. Domaga się lepszej redystrybucji. Zamiast łożyć na fundusz kościelny, chce dawać podwyżki nauczycielom (do około 3500 zł brutto). Pieniądze zaoszczędzone dzięki cyfryzacji administracji zamierza przeznaczyć na podwyższenie zasiłku dla osób z niepełnosprawnościami i wprowadzenie indywidualnych asystentów. 500 plus według Biedronia działa na zasadzie „złotówka za złotówkę”. Na szczególne wyróżnienie zasługuje fakt, że Biedroń chce wprowadzić oficjalne stanowisko Rzecznika Praw Zwierząt.
Na razie jest królem mediów społecznościowych oraz komunikacji bez uprzedzeń. Czy zrobi dobrą zmianę nie tylko na Facebooku, ale też w polityce – zobaczymy. Na razie przyglądamy się jego programowi bez uprzedzeń. W kwestiach obyczajowych ma wśród opozycji sporą konkurencję.