Lotto Ekstraklasa: Frekwencja słabnie

Ostatnia, 30. kolejka sezonu zasadniczego naszej piłkarskiej ekstraklasy nie wzbudziła rekordowego zainteresowania. Kibice dopisali tylko w Warszawie, bo na meczu Legii z Pogonią stawiło się ich ponad 22 tysiące. Najgorzej było w Sosnowcu, gdzie na spotkanie Zagłębia z Wisłą Płock przybyło ledwie trzy tysiące fanów.

Wszystkie mecze 30. kolejki rozegrano w sobotę i rozpoczęto je o tej samej porze. Warunki pogodowe też były mniej więcej jednakowe w całym kraju. Na żadnym z ośmiu stadionów nie odnotowano kompletu widzów. Największe zainteresowania wzbudziła rywalizacja zespołów, które walczą o mistrzostwo Polski. Na mecz Legii z Pogonią przyszło 22 666 osób, a potyczkę Cracovii z Lechią obejrzało w Krakowie 10 765 widzów. Oba obiekty mogą pomieścić jednak więcej kibiców – stadion Legii przy Łazienkowskiej w Warszawie ma 33 000 miejsc, a „Pasów” ponad 15 tysięcy. Frekwencja na poziomie dwóch trzecich pojemności trybun przynajmniej nie sprawia wrażenia pustki na widowni, czego nie dało się powiedzieć w przypadku meczów Lecha Poznań z Jagiellonią Białystok czy Śląska Wrocław z Górnikiem Zabrze. Na poznańskim stadionie mogącym pomieścić ponad 42 tysiące widzów w sobotnie popołudnie zjawiło się 10 824 kibiców, a na wrocławskim obiekcie, także arenie Euro 2012 z trybunami na ponad 42 tysiące miejsc, sprzedano zaledwie 7616 wejściówek.

Na innych stadionach wcale nie było lepiej. Znakomite wyniki zespołu Piasta nie przekładają się na frekwencję w meczach tej drużyny rozgrywanych w Gliwicach. Dowodem sobotnie spotkanie z Korona Kielce, na które wybrało się 4410 fanów, a obiekt może pomieścić trzy razy więcej osób. Kompletu nie było też w Lubinie, bo na nowoczesnym stadionie Zagłębia zwycięską potyczkę „Miedziowych” z krakowską Wisłą obejrzało tylko 6129 widzów, a mogło ponad 10 tysięcy.
Najlepszą frekwencję w rundzie zasadniczej może się pochwalić Wisła Kraków (średnia widzów po 15 meczach – 17 619). Kolejne miejsca zajmują: Górnik (13 198), Lech (12 534), Jagiellonia (9593), Śląsk (9354), Arka Gdynia (7103), Korona (7036), Pogoń (6941), Cracovia (6145, ale jesienią kibice bojkotowali mecze), Zagłębie Lubin (5148), Miedź Legnica (4986), Piast (4335), Wisła Płock (4146) i Zagłębie Sosnowiec (3425). Łącznie na trybunach w sezonie zasadniczym zasiadło 2 121 945 widzów, co daje średnią 8916 na jedno spotkanie.

 

Lotto Ekstraklasa: Legia dogoniła Lechię

Lechia, Legia, Piast, Cracovia, Jagiellonia, Zagłębie Lubin, Pogoń i Lech zagrają w grupie mistrzowskiej o tytuł najlepszej drużyny Lotto Ekstraklasy w tym sezonie. Przewaga Lechii i Legii nad pozostałymi zespołami w tej stawce jest jednak tak duża, że tylko Piast może jeszcze liczyć na włączenie się do walki o mistrzostwo.

Piłkarze Cracovii i Zagłębia Lubin 2 maja będą pewnie trzymać kciuki za zwycięstwo Lechii Gdańsk w finale Pucharu Polski, w którym zmierzy się z Jagiellonią Białystok. Zwycięstwo gdańszczan zwolni miejsce w kwalifikacjach Ligi Europy dla którejś z drużyn spoza pierwszej trójki, ewentualna porażka będzie rzecz jasna premią dla Jagiellonii.

Lider ekstraklasy w ogonie Europy

Po porażce z Cracovią (2:4) trener Lechii Piotr Stokowiec nie chciał zbyt wiele mówić o tym, jakie widzi szanse swojej drużyny na zdobycie pierwszego w historii tytułu, zamiast tego rozgadał się o wielkim jego zdaniem potencjale polskiej ekstraklasy. I co ciekawe, wygłosił pogląd, że chociaż w tym sezonie żadnej polskiej drużynie nie udało się awansować do fazy grupowej Ligi Mistrzów czy Ligi Europy, to w niedalekiej przyszłości polskie zespoły znów będą regularnie grały w tych rozgrywkach. „Uważam, że jesteśmy w stanie stworzyć silną ekstraklasę. Nie jesteśmy aż tak daleko od grania w fazie grupowej Ligi Europy. Myślę, że w najbliższych sezonach polskie kluby będą tam grały” – zapewnia Stokowiec.

Ile warte są jego słowa, przekonamy się już za kilka miesięcy, gdy poprowadzi swój zespół w pierwszych meczach kwalifikacyjnych w europejskich pucharach. Na razie porównanie dokonań podopiecznych Stokowca z innymi liderami rozgrywek w Europie przeczy jego opinii.

W Europie gorsze wyniki od Lechii ma tylko lider ekstraklasy Armenii Ararat Erywań ze średnia 1,86 pkt na mecz. Gdańszczanie ze swoją średnią dwóch punktów na jedno spotkanie plasują się na przedostatnim miejscu. Niestety, ten poziom nasze najlepsze zespoły trzymają od lat, a nawet schodzą poniżej, jak w sezonie 2014-2015 Lech Poznań, który został uznany za najsłabszego mistrza krajowej na Starym Kontynencie. Zespół „Kolejorza” zdobył wtedy mistrzostwo uzyskując średnią 1,89 pkt na mecz przy procencie wygranych spotkań ledwie przekraczającym 50 procent.

Ostatnim mistrzem Polski, który zdobył tytuł z wyraźną przewagą, była Wisła Kraków w sezonie 2007-2008. Wiślacy zgromadzili wtedy 77 punktów w 30 kolejkach (średnia 2,57 na mecz) wygrywając 80 procent spotkań i ponosząc tylko jedną porażkę. Lechii daleko do tego osiągnięcia, bo ma tylko 57 procent wygranych meczów i gorszy od niej jest pod tym względem jedynie wspomniany już Ararat. Co prawda gdański zespół rzadko też przegrywał, bo doznał porażek jedynie w czterech spotkaniach, ale ta umiejętność w siedmiu ostatnich kolejkach w fazie play off raczej sukcesu nie zapewni, bo druga w tabeli Legia ma tyle samo punktów, a po zmianie trenera z meczu na mecz gra coraz lepiej.

Obrońca tytułu nabiera rozpędu

Broniąca mistrzowskiego tytułu Legia po zmianie trenera wygrała w cuglach trzy ostatnie mecze, grając przy tym widowiskowo i skutecznie – strzeliła osiem goli tracąc tylko dwa. W spotkaniu z Pogonią legioniści pokazali też charakter, bo goście pierwsi strzelili gola i utrzymali prowadzenie do przerwy. Po zmianie stron sytuacja się zmieniła, bo chwilę po wznowieniu gry Carlitos doprowadził do wyrównania, potem na prowadzenie 2:1 wyprowadził gospodarzy Madeiros, którego na Łazienkowską sprowadził Ricardo Sa Pinto. Trzeci gol padł po samobójczym strzale Jarosława Fojuta, ale to akurat nie miało większego znaczenia, bo Legia w drugiej połowie dominowała na boisku tak wyraźnie, że „Portowcy” kończyli mecz nawet zadowoleni z porażki 1:3, bo mogli i powinni wrócić do domu ze znacznie pokaźniejszym bagażem bramek.

Lechia mimo porażki w Krakowie utrzymała się na pierwszym miejscu, dzięki czemu w 33. kolejce zmierzy się z Legią na swoim boisku. To może być mecz decydujący o mistrzostwie, chociaż wcześniej gdańszczanie graja z Piastem u siebie i Pogonią na wyjeździe, a Legia z Cracovią w Warszawie i Lechem w Poznaniu.

Terminarz fazy play off
Grupa mistrzowska
31. kolejka
Lechia Gdańsk – Piast Gliwice, 20 kwietnia, 15:30; Zagłębie Lubin – Pogoń Szczecin, 20 kwietnia, 18:00; Legia Warszawa – Cracovia, 20 kwietnia, 20:30 ;Jagiellonia Białystok – Lech Poznań, 20 kwietnia, 18:00.
32. kolejka
Piast Gliwice – Zagłębie Lubin, 23 kwietnia, 18:00; Cracovia – Jagiellonia Białystok, 23 kwietnia, 20:30; Pogoń Szczecin – Lechia Gdańsk, 24 kwietnia, 18:00 ;Lech Poznań – Legia Warszawa, 24 kwietnia, 20:30.
33. kolejka
Zagłębie Lubin – Jagiellonia Białystok, 26 kwietnia, 18:00; Piast Gliwice – Cracovia, 26 kwietnia, 20:30; Pogoń Szczecin – Lech Poznań, 27 kwietnia, 18:00; Lechia Gdańsk – Legia Warszawa, 27 kwietnia, 20:30.
34. kolejka
Lech Poznań – Zagłębie Lubin, 4 maja, 18:00; Legia Warszawa – Piast Gliwice, maja, 20:30; Cracovia – Lechia Gdańsk, 5 maja, 18:00; Jagiellonia Białystok – Pogoń Szczecin, 6 maja, 18:00.
35. kolejka
Cracovia – Lech Poznań, 11 maja, 20:30; Piast Gliwice – Jagiellonia Białystok, 12 maja, 13:00; Legia Warszawa – Pogoń Szczecin, 12 maja, 15:30; Lechia Gdańsk – Zagłębie Lubin, 12 maja, 18:00.
36. kolejka
Lech Poznań – Lechia Gdańsk, 15 maja, 20:30; Zagłębie Lubin – Cracovia, 15 maja, 20:30; Jagiellonia Białystok – Legia Warszawa, 15 maja, 20:30; Pogoń Szczecin – Piast Gliwice, 15 maja, 20:30.
37. kolejka
Lechia Gdańsk – Jagiellonia Białystok, 19 maja, 18:00; Legia Warszawa – Zagłębie Lubin, 19 maja, 18:00; Piast Gliwice – Lech Poznań, 19 maja, 18:00; Cracovia – Pogoń Szczecin, 19 maja, 18:00.

Małe zamieszanie wokół VAR-u

W 30. kolejce wszystkie mecze ekstraklasy zostaną rozegrane w sobotę o jednej porze. Każdy z nich będzie miał jakąś stawkę, ale system VAR zostanie użyty tylko na czterech stadionach. Kibiców bulwersuje jednak wybór dokonany przez PZPN.

PZPN w miniony poniedziałek oficjalnie poinformował, że nie jest w stanie zapewnić systemu wideoweryfikacji VAR na wszystkich ośmiu stadionach, a tylko na czterech i podał, że VAR będzie obecny na meczach Arki Gdynia z Miedzią Legnica, Cracovii z Lechią Gdańsk, Legii Warszawa z Pogonią Szczecin i Zagłębia Sosnowiec z Wisłą Płock. Wybór ten wywołał spore oburzenie części mediów i kibiców. Zastanawiano się, dlaczego VAR nie zostanie użyty choćby w meczach Zagłębia Lubin z Wisłą Kraków i Lech Poznań z Jagiellonią, w których toczyć się będzie walka o miejsce w grupie mistrzowskiej.

Jak zawsze w takich gorących sytuacjach do akcji wkroczył osobiście prezes związku Zbigniew Boniek i za pośrednictwem Twittera wytłumaczył taki, a nie inny wybór. „Wybraliśmy mecze, które mogą decydować o mistrzostwie Polski i o spadku” – napisał prezes. A potem w kilku wypowiedziach dla zaprzyjaźnionych portali internetowych dodał w swoim stylu: „Cracovia – Lechia i Legia – Górnik to mecze drużyn rywalizujących o mistrzostwo Polski, zatem na nich wóz VAR będzie obecny. Podobnie jak na spotkaniach drużyn zagrożonych degradacją. Siłą rzeczy wsparcia VAR-u zabraknie na meczach drużyn rywalizujących o awans do czołowej ósemki. Przy całym szacunku, ale czy ktoś w Polsce wie, kto we Włoszech czy Niemczech bije się o miejsca 7-8?” –uzasadnił Boniek. Co ciekawe, rok temu w ostatniej kolejce sezonu zasadniczego ekstraklasy PZPN podjął decyzję, żeby w ogóle zrezygnować z VAR-u, jeśli nie można użyć systemu we wszystkich meczach.