Halep królową Wimbledonu

Serena Williams wciąż nie może zdobyć 24. wielkoszlemowego tytułu w karierze. W tegoroczny Wimbledonie w osiągnięciu wymarzonego celu amerykańskiej gwieździe przeszkodziła Rumunka Simona Halep, która w 57 minut pokonała ją 6:2, 6:2.

Finałowy pojedynek Simony Halep z Serenę Williams był zaskakująco jednostronny. 28-letnia rumuńska tenisistka całkowicie zdominowała starszą o 10 lat utytułowaną rywalkę i wygrała z nią po niespełna godzinie gry. Takiego przebiegu tej potyczki chyba nikt się nie spodziewał. Williams i Halep wcześniej stawały przeciwko sobie 10 razy i aż dziewięć z tych spotkań wygrała Amerykanka.

Poza tym Williams już siedmiokrotnie triumfowała na wimbledońskich trawnikach, podczas gdy dla Rumunki był to pierwszy finał w tym wielkoszlemowym turnieju. Dlatego przed meczem eksperci więcej szans na zwycięstwo przyznawali amerykańskiej zawodniczce.

Spotkanie fantastycznie rozpoczęło się jednak dla Halep. Dwa razy przełamała serwis rywalki i wyszła na prowadzenie 4:0. Rumuńska tenisistka uderzała piłkę z ogromną precyzją i niemal wszystkie jej zagrania trafiały w kort. Williams nie potrafiła zdobyć punktów, bo jej przeciwniczka do niemal każdego jej zagrania dobiegała bez trudu i przebijała piłki z dużą siła na drugą stronę siatki.

Zdeprymowana tym Amerykanka grała coraz bardziej nerwowo i psuła mnóstwo piłek, nawet względnie prostych do odbicia. W końcu triumfatorka 23 turniejów wielkoszlemowych opanowała nerwy i zaczęła grać na swoim normalnym poziomie, co natychmiast przyniosło jej wymierne efekty – przy swoich serwisach wygrała dwa gemy do zera, lecz rywalka nie pozwoliła się przełamać i wygrała pierwszą partię 6:2.

Tak więc Serena Williams po raz trzeci od powrotu na korty po urlopie macierzyńskim zmarnowała okazję na wywalczenie 24. tytułu wielkoszlemowego w singlu i wyrównanie rekordu wszech czasów Australijki Margaret Court. Swój ostatni triumf w imprezach Wielkiego Szlema Amerykanka odniosła w 2017 roku zwyciężając w Australian Open. Była już wówczas w ciąży, a 1 września tego roku urodziła córeczkę Alexis Olympię. Po powrocie na korty w poprzednim sezonie dwukrotnie była o krok od wyrównania osiągnięcia Court, lecz najpierw w finale Wimbledonu musiała uznać wyższość Niemki polskiego pochodzenia Angelique Kerber, a potem przegrała decydujący pojedynek w US Open z Japonką Naomi Osaką. Nie popisała się wtedy, bo puściły jej nerwy i zwymyślała arbitra, zniszczyła rakietę i obraziła lekceważącym zachowaniem zwyciężczynię.

W tym roku w Australian Open i French Open nie przebiła się do finału i przed szansą na wyrównanie rekordu Court stanęła dopiero w Londynie. Tegoroczny finał Wimbledonu był już 11. w jej karierze, a na kortach All England Club triumfowała siedmiokrotnie, ale ostatnio udała jej się ta sztuka trzy lata temu.

Młodsza o 10 lat Halep po raz pierwszy dotarła do decydującej fazy rywalizacji w Londynie. W dorobku ma jeden sukces w Wielkim Szlemie – przed rokiem wygrała French Open na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu.
W niedzielę do walki o mistrzowski tytuł ww rywalizacji mężczyzn stanęli Roger Federer i Novak Djoković, Szwajcar walczył o swój dziewiąty triumf na wimbledońskiej trawie, natomiast Serb o piąty. Pojedynek tych dwóch wybitnych tenisistów zakończył się jednak po zamknięciu wydania.

 

Australian Open: Triumfy Osaki i Djokovicia

Japonka Naomi Osaka pokonała Czeszką Petrę Kvitovą 7:6(2), 5:7, 6:4 i po raz pierwszy w karierze wygrała Australian Open. W męskim finale Serb Novak Djoković niespodziewanie łatwo pokonał Hiszpana Rafaela Nadala 6:3, 6:2, 6:3.

Kvitova i Osaka w sobotnim finale w Melbourne Park zmierzyły się po raz pierwszy. 28-letnia Czeszka to dwukrotna triumfatorka Wimbledonu (2011, 2014), ale w Australian Open jej najlepszym dotąd osiągnięciem był półfinał w 2012 roku. W poprzedniej edycji tego turnieju odpadła już w pierwszej rundzie, w obecnych zmaganiach aż do finału szła przez turniej jak burza. Zatrzymała ją dopiero Osaka, która drugim z rzędu triumfem w Wielkim Szlemie chyba potwierdziła, że jest już tenisową gwiazdą pierwszej wielkości.

Czeszki nie dały jej rady

Japonka została rozstawiona w Melbourne z numerem czwartym. Mieszkająca na co dzień w Stanach Zjednoczonych 21-letnia tenisistka ogromny postęp zanotowała w poprzednim sezonie. Zaczęła go jako 68. rakieta świata, a zakończyła na czwartej pozycji w światowej hierarchii. Błysnęła wielką formą już w marcowym, silnie obsadzonym turnieju WTA w Indian Wells, ale uwagę całego tenisowego świata zwróciła na siebie niespodziewanym triumfem w US Open. Niespodziewanym podwójnie, bo wcześniej ani razu nie przeszła 1/8 finału w Wielkim Szlemie, a ponadto w finale jej rywalką była wielka Serena Williams. Amerykańska gwiazda fatalnie zniosła porażkę z młodszą o 17 lat przeciwniczką. Karczemnymi awanturami z sędzią meczu popsuła widowisko, a Osace radość zwycięstwa popsuły wrogie wobec niej zachowanie nowojorskiej publiczności, która bardzo chciała świętować 24. wielkoszlemowy tytuł Sereny. W Melbourne kibice zachowywali się życzliwie wobec obu walczących w finale zawodniczek.

Ten rok Japonka zaczęła od półfinału w Brisbane. Australian Open zaczęła od zwycięstwa w I rundzie nad Polka Magdą Linette, a potem poradziła sobie z kolejnymi pięcioma rywalkami. Przepustkę do finału dała jej wygrana z Czeszką Karoliną Pliskovą, która w ćwierćfinale wyeliminowała Serenę Williams i wybawiła Japonkę od konieczności dania Amerykance rewanżu za US Open. Osaka, która ma także amerykańskie obywatelstwo, jest pierwszą japońską tenisistką, która wygrała Australian Open. Została też 10. w historii triumfatorką dwóch turniejów Wielkiego Szlema z rzędu. Za triumf na kortach Melbourne Park zarobiła 4,1 mln dolarów australijskich, czyli 2,91 mln dolarów amerykańskich. W najnowszym notowaniu rankingu WTA Naomi Osaka znajdzie się po raz pierwszy w karierze na pierwszym miejscu i będzie rzecz jasna pierwszą Japonką na szczycie światowej hierarchii tenisistek. Petra Kvitova zajmie w rankingu drugą pozycję, ale dla nie będzie to powtórzenie tego osiągnięcia, bo już kiedyś był numerem 2. na światowej liście.

Starcie tenisowych gigantów

W rywalizacji mężczyzn w finale tegorocznego Australian Open spotkało się dwóch najlepszych obecnie tenisistów – sklasyfikowany w rankingu ATP na pierwszym miejscu 31-letni Serb Novak Djoković i zajmujący druga lokatę w zestawieniu 32-letni Hiszpan Rafael Nadal. W półfinale na drodze tych dwóch mistrzów tenisa stanęli „młodzi, gniewni” – 20-letni Grek Stefanos Tsitsipas i 24-letni Francuz Lucas Pouille.
Zamiast udanego „zamachu na majestat” kibice obejrzeli dwa najbardziej jednostronne półfinały Wielkiego Szlema w Erze Otwartej. Rafael Nadal w starciu z Tsitsipasem stracił ledwie sześć gemów, gromiąc greckiego pretendenta 6:2. 6:4, 6:0. Jeszcze surowiej z Pouille’em obszedł się Djoković, który pozwolił Francuzowi ugrać zaledwie cztery gemy wygrywając pojedynek 6:0, 6:2, 6:2. Nigdy nie wcześniej w erze nowożytnej zawodowego tenisa nie zdarzyło się, żeby w dwóch rozegranych od pierwszej do ostatniej piłki półfinałach wielkoszlemowego turnieju zwycięzcy oddali pokonanym tak niewielką liczbę gemów.

Siódmy triumf Djokovicia

W niedzielnym finale Rafael Nadal i Novak Djoković zmierzyli się już po raz 53, co jest rekordem w erze tenisa zawodowego. Bilans wcześniej rozegranych 52 pojedynków był korzystny dla Serba, który zwyciężył 27 razy, natomiast Hiszpan wygrał 25 spotkań. Starcie na kortach Melbourne Park było ich 15. w Wielkim Szlemie. W tych potyczka lepszy bilans ma Nadal, który zanotował 9 zwycięstw i 6 porażek). Jeśli chodzi o wielkoszlemowe finały, to wcześniej obaj mierzyli się siedem razy, a Hiszpan triumfował czterokrotnie. W finale Australian Open wcześniej Nadal i Djoković spotkali się tylko raz, w 2012 roku, gdy po rekordowym, trwającym pięć godzin i 52 minuty widowisku Serb zwyciężył 5:7, 6:4, 6:2, 6:7(5), 7:5.
Djoković miał chyba odrobinkę mocniejszą motywację od Nadala, bo w przypadku zwycięstwa mógł zostać pierwszym tenisistą w historii, który wygrał wielkoszlemowy turniej na Antypodach po raz siódmy. I osiągnął ten cel nadspodziewanie łatwo. Wszyscy spodziewali się wielogodzinnego, morderczego pojedynku tenisowych gigantów, tymczasem Serb w 124 minuty wygrał 6:3, 6:2, 6:3.

Djoković po raz siódmy w karierze wygrał Australian Open i ustanowił pod tym względem męski rekord wszech czasów. Wcześniej był najlepszy w Melbourne w 2008, 2011, 2012, 2013, 2015 i 2016 roku. To jego 15. tytuł wielkoszlemowy.